„Musiałeś być czujny. Jeśli on schodzi z pozycji, wtedy ty musisz…”. Te słowa Álvaro Arbeloi skierowane do Frana Garcíi przed starciem na Etihad dobrze oddają, z jakiego miejsca startował hiszpański obrońca. To była prosta wskazówka, ale niosła ze sobą szerszy kontekst, bo do tamtej chwili Fran praktycznie nie liczył się w rotacji. Jego sezon przez długi czas toczył się na dalszym planie. W Lidze Mistrzów uzbierał zaledwie 14 minut, a w La Lidze po przyjściu nowego szkoleniowca nie zagrał ani razu. Był najmniej wykorzystywanym zawodnikiem z pola w zespole, a taka sytuacja sprawiła, że zimą poważnie zaczął myśleć o odejściu, opisuje dziennik MARCA.
Wszystko prowadziło do Bournemouth. Fran zdążył nawet pożegnać się z kolegami, zamykając etap, który wydawał się już definitywnie skończony. Transfer upadł jednak w ostatniej chwili. Klub zablokował jego wyjazd, a w Valdebebas doszło do sceny, która wiele mówiła o całej sytuacji. Gdy następnego dnia wrócił do szatni, część piłkarzy nie kryła zaskoczenia. „Co ty tutaj robisz?”, pytali, bo nikt nie spodziewał się jego powrotu. Fran się jednak nie załamał. Zostało mu tylko jedno – zacisnąć zęby i zacząć od nowa.
Nie był to zresztą pierwszy raz w tym sezonie, gdy musiał odbudowywać swoją pozycję. Pod wodzą Xabiego Alonso mocno rozpoczął Klubowy Mundial, lecz z biegiem czasu tracił znaczenie. Rywalizacja na lewej obronie spychała go coraz dalej w cień. Przegrywał z Carrerasem, z niemal nieustannie kontuzjowanym Mendym, a momentami nawet z Camavingą ustawianym na boku defensywy. Ostatecznie to właśnie urazy otworzyły mu drzwi, z czego potrafił skorzystać, zauważa MARCA.
Trzy kolejne występy w wyjściowym składzie całkowicie zmieniły jego sytuację. Nie tylko dlatego, że wreszcie dostał regularność, lecz także przez to, co pokazuje na boisku. Dużo energii, dyscyplina taktyczna i bardzo mocne przygotowanie fizyczne sprawiają, że dobrze odnajduje się w wymaganiach nowego systemu. „Dla piłkarza bardzo ważne jest mieć ciągłość i czuć zaufanie. Mnie przez ten sezon tego brakowało. Teraz czuję się dobrze, mam chęci i siłę, żeby dalej pracować i pomagać drużynie”, przyznał sam zawodnik.
Arbeloa zwrócił też uwagę na coś, czego z zewnątrz nie zawsze widać, a co dla trenerów ma ogromne znaczenie – nastawienie. „Mogę mu tylko podziękować. Kiedy się nie gra, nie jest łatwo trenować tak, jak on trenuje, a on nigdy nie stroi min. Obyśmy mieli w drużynie 25 takich Franów Garcíów”, powiedział szkoleniowiec. Rozwój obrońcy wynika również z dobrego odnalezienia się w nowym ustawieniu. Fran dobrze interpretuje ruchy, które mają dawać więcej swobody Viníciusowi, łącząc zejścia do środka z nieustanną pracą w defensywie. To wymagająca rola, lecz idealnie pasująca do jego profilu. Hiszpan należy do zawodników z najniższym poziomem tkanki tłuszczowej w drużynie i regularnie osiąga jedne z najlepszych wyników w klubowych testach fizycznych, podsumowuje MARCA.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się