„Enamorado del Atleti, no lo puedes entender”, brzmi słynne motto kibiców Atlético, które usłyszeć można w zasadzie na każdym meczu Los Colchoneros. Cóż, trudno się z nim nie zgodzić. Faktycznie nie rozumiemy bowiem, jak można być zakochanym w Atlético. Niektórych zjawisk nie da się jednak w pełni zrozumieć, nie uczestnicząc w nich z perspektywy pierwszoosobowej.
Istnieje zresztą sporo sytuacji, które z pozoru stosunkowo łatwo zrozumieć, ale nie da się dostrzec całej ich głębi, nie będąc jej bezpośrednim uczestnikiem. W miłości romantycznej można wyjaśnić, czym jest zakochanie, przedstawić mechanizmy rządzące więzią emocjonalną. Trudno jednak bez udziału odczuć nierealne uczucie zmieniające perspektywę życia. Idąc tym tropem, można opowiadać o radości z pierwszych kroków i słów dziecka oraz szczęściu, jakie daje jego szczery uśmiech, ale prawdziwych emocji i odpowiedzialności związanych z wychowaniem nie sposób pojąć bez bycia rodzicem. Kiedy osiągamy jakiś spektakularny sukces lub spełniamy wielkie marzenie, również z założenia nie jesteśmy zdolni w pełni przekazać, co w człowieku tak naprawdę budzi takie doświadczenie.
Derby jako zjawisko społeczne jest wyjątkowo łatwe do zrozumienia. Czego przecież nie rozumieć w tym, że rywalizacja dwóch drużyn z tego samego miasta lub regionu wzbudza większe emocje i podnosi jej prestiż? Specyfika tego rodzaju meczów sprawia, że ekscytować się nimi umieją nawet postronni kibice. W takim przypadku nawet największa frajda z oglądania nigdy jednak nie zastąpi iskry i podniecenia, jakie poczuć mogą wyłącznie ci, którzy są w taką rywalizację od lat bezpośrednio uwikłani.
Bardzo łatwo jest zdefiniować, czym jest mecz derbowy. Jakkolwiek patrzeć, nie zmienia to faktu, że każde derby mają też swoją specyfikę. Pomimo wielu cech wspólnych na świecie nie znajdziemy dwóch identycznych derbów. Każda tego typu rywalizacja ma swój konkretny odcień, na który wpływa historia klubów, regionu czy charakterystyka społeczności kibicowskiej. Nie ma żadnego miernika skali, który jasno określiłby, że derby Madrytu są ponad derbami Trójmiasta, Krakowa, Belgradu czy Buenos Aires. Można jedynie stwierdzić, które z nich są w skali świata popularniejsze. Pewne zawsze będą natomiast dwie kwestie: biedny jest ten, kto nie ma swoich derbów, a ten, kto je ma, wie, że te jego zawsze będą najważniejsze.
Fakt, że derby Madrytu należą akurat do tych najpopularniejszych na świecie, nie ma dla nas aż takiego znaczenia. Oczywiście, historia naszych konfrontacji z Atlético w ciągu ostatnich kilkunastu lat niewątpliwie wpłynęła na rangę starcia. Znacznie istotniejsze jest jednak to, że są to właśnie nasze derby. A jeśli ktoś stwierdzi, że jest inaczej, bo w znakomitej większości oglądać będziemy je w telewizji z zupełnie innego zakątka Europy to… po prostu tego nie zrozumie i trzeba to zaakceptować.
Przed wieczorną konfrontacją naturalną koleją rzeczy można się zastanawiać, czy Mbappé powinien zagrać od początku, jak sprawić, by każde dośrodkowanie rywala nie kończyło się smrodem w polu karnym, czy jak przełamać dyscyplinę taktyczną i solidność w defensywie Los Colchoneros. To wszystko bardzo istotne pytania, nad którymi Álvaro Arbeloa niewątpliwie zastanawiał się w ostatnim czasie przez wiele godzin. Powracające wspomnienie druzgocącej klęski z końcówki września na Metropolitano, nawet jeśli w międzyczasie pokonaliśmy Atleti w półfinale Superpucharu Hiszpanii, jest mimo wszystko nieuniknione.
Droga do odegrania się akurat w takich meczach prowadzi jednak nie tylko przez wiedzę taktyczną, trafione zmiany i reagowanie na boiskowe wydarzenia. Oczywiście wszystkie wymienione aspekty wciąż pozostają kluczowe. W przypadku debiutanckich derbów w roli trenera dla Arbeloi niezwykle istotne będzie jednak również podlanie tego wszystkiego głębokim zrozumieniem specyfiki i wagi starcia. Spartanin jako człowiek związany z Realem Madryt od ćwierćwiecza nie tyle miał okazję nauczyć się, czym są i ile znaczą derby, ile po prostu przesiąkał tym przez większość życia. Pod tym względem ma przewagę nad Xabim, czy nawet Zidane'em, którzy derbów jeszcze jako piłkarze musieli się poniekąd „wyuczyć”. Jeśli więc ktoś ma trafić z przekazem do piłkarzy miewających w tym sezonie problemy z nastawieniem, to w takich sytuacjach, przynajmniej w teorii, trudno znaleźć kogoś lepszego niż Arbeloa.
W kontekście trenerów ogólnie dojdzie zresztą do starcia wyjątkowego na skalę światową. Niezwykle rzadko zdarza się bowiem, by naprzeciwko siebie stawali szkoleniowcy o tak bogatej przeszłości w prowadzonych przez siebie zespołach i równie przesiąknięci ich wartościami. Nawet jeśli Simeone jako zawodnik w stolicy Hiszpanii spędził zaledwie pięć lat, to trudno nie odnieść wrażenia, że na świecie opartym o idealny algorytm Argentyńczyk powinien był spędzić w Atlético całą karierę. Wszechświat po czasie wynagrodził mu jednak ten błąd w systemie już jako trenerowi. Simeone szkoleniowcem Atleti pozostaje nieprzerwanie od 2011 roku, co dziś jest zjawiskiem w tym fachu wręcz niespotykanym.
W dzisiejszym starciu postaci będących uosobieniami wartości swoich klubów Arbeloa rzecz jasna nie może równać się pod względem stażu trenerskiego z El Cholo. Czy jednak powinniśmy aż tak zwracać na to uwagę? Mając na względzie, że Álvaro niedawno dwukrotnie pokonywał najpierw Mourinho, a potem Guardiolę, aż tak byśmy się tym nie przejmowali. Skompletowanie hattricka poprzez zdobycie skalpu Diego Simeone uwiarygodniłoby nie tylko Arbeloę jako trenera, ale i Real Madryt jako drużynę mogącą w tym sezonie osiągnąć coś wielkiego.
Czy tak się stanie? Trudno powiedzieć. Derby rządzą się przecież swoimi prawami (to zdanie musiało paść). Co prawda nikt jeszcze nigdy nie pokusił się o to, by te prawa spisać, ale niewykluczone, że nawet w formie książkowej trudno byłoby je zrozumieć bez przełożenia wszystkiego na praktykę.
* * *
Mecz z Atlético Madryt rozpocznie się o 21:00, a w Polsce ten mecz będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport w serwisie CANAL+ Online.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się