REKLAMA
REKLAMA

Tebas: Wielcy narzekają na Fair Play, ale teraz wygląda, jakby się zaprzyjaźnili z Al-Khelaïfim

Prezes La Ligi spotkał się z mediami, by podsumować sytuację finansową rozgrywek i jej osiągnięcia na tym polu. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi Javiera Tebasa w sprawie rywalizacji z Premier League i Realu Madryt.
REKLAMA
REKLAMA
Tebas: Wielcy narzekają na Fair Play, ale teraz wygląda, jakby się zaprzyjaźnili z Al-Khelaïfim
Javier Tebas, prezes La Ligi. (fot. Getty Images)
REKLAMA
REKLAMA

– Bańka finansowa w Premier League? Jeśli spojrzymy na to, ile wydaje się na kadrę sportową, to właśnie tam widać problem z nieprzestrzeganiem równowagi finansowej. Real i Barcelona wydają na kadry tyle, ile niektóre kluby Premier League… Trzeba patrzeć na koszty. Zawsze patrzę na to, ile kto na to wydaje, przy czym City to osobny przypadek, o czym opowiadałem już wiele razy. Mnie martwi to, że nie przestrzega się zasad kontroli ekonomicznej i racjonalnego zarządzania finansami. Mówiłem o tym także niedawno w Londynie na forum Financial Times w obecności szefa Premier League i przedstawicieli niektórych angielskich klubów. Ten model, do którego oni zmierzają, czyli wydawanie 80–85% przychodów plus bilansu netto z transferów jest bardzo niepokojący, bo nieuchronnie doprowadzi do większych strat. A te straty będzie można ratować tylko wtedy, gdy klub awansuje do europejskich pucharów. Problem w tym, że większość klubów, które pójdą tą drogą, do tych rozgrywek się nie dostanie. To stworzy bańkę zadłużenia.

– Gdybym przejął się lamentem, jaki kilka lat temu urządził prezes Realu Madryt, to teraz wszyscy mieliśmy być pod wodą, a jednak oni nadal pozostają na czele, prawda? Wtedy wyglądało to tak, jakby świat miał się zawalić z dnia na dzień. Trzeba jednak zachowywać perspektywę i patrzeć na sprawy spokojniej. Uważam, że to ważne, że nasze kluby wciąż są konkurencyjne, a my walczymy o to, żeby wszystkie zespoły nie mogły oszukiwać, zwłaszcza kluby-państwa. W tej sprawie chciałbym jednak mieć większe wsparcie ze strony wielkich klubów, bo kiedy idziemy z tym do Unii Europejskiej, zgłaszamy te sprawy sami. Gdy składamy skargi do UEFA, też jesteśmy sami. Narzekać narzekają, ale zaskarżać już nie chcą. Teraz wręcz wygląda, jakby się zaprzyjaźnili i ściskali z Al-Khelaïfim. No cóż...

– My mamy, a raczej wy macie dziś obsesję, że za mało się inwestuje w transfery, a ja twierdzę raczej, że za mało mówi się o marnotrawstwie. Jeśli przepłacasz za zawodników, z których potem nie korzystasz, to właśnie mamy przykład takiego rozrzutnego modelu. Ilu piłkarzy kupionych przez Premier League wraca później do swoich dawnych klubów, bo nie grają? Bardzo wielu i nikt w Anglii o tym nie mówi. Moim zdaniem hiszpański futbol jest dużo bardziej nastawiony na akademie, szkolenie i rozwój zawodników. Historycznie tak właśnie było i dzięki temu nie potrzebujemy aż takich inwestycji z zewnątrz. A jeśli już się inwestuje, kluby starają się robić to rozsądnie.

– Czy La Liga zacznie wydawać więcej na transfery? Będzie trochę większa zdolność inwestycyjna… ale nie dużo większa. Barcelona może wejść w sytuację, która pozwoli jej generować wyższe przychody i mieć większe możliwości. Nasze obroty będą rosły. Model Premier League może jednak sprawić, że nasze kluby po prostu nie będą miały dostępu do niektórych piłkarzy. UEFA już o tym ostrzega: klubom grającym w Europie pozwala się przeznaczać 70% przychodów na inwestycje w kadrę sportową, ale ci w Anglii, którzy nie grają w europejskich pucharach, będą wydawać więcej niż zarabiają. Każdy ma jednak swoje kompetencje. UEFA nie może zmusić klubów spoza europejskich rozgrywek, by nie przeznaczały 85% swoich budżetów na koszty kadry. Angielska piłka dzisiaj znajduje się w procesie dwubiegunowym. Kluby tworzą swoje przepisy, a potem rząd chce powołać kolejnego regulatora, by kontrolować to w inny sposób… Premier League ryzykuje coraz bardziej.

– 70 milionów straty finansowej całej La Ligi przy 4 miliardach euro przychodu nie powoduje problemu z niewypłacalnością. Sytuacja ekonomiczna jest prawidłowa, a największe banki inwestycyjne świata chcą przyjść finansować hiszpańskie kluby. Od czasu COVID-u frekwencja na stadionach wzrosła z 65% do 85%. To oznacza więcej zasobów. Nadal mamy też margines wzrostu, a do tego dochodzą jeszcze wyjątkowe doświadczenia dla kibiców.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

REKLAMA