Advertisement
Menu

Morfina czy panaceum?

Wyobraźmy sobie świat bez wojen i chorób. Już? No dobrze, wróćmy więc do rzeczywistości.

Foto: Morfina czy panaceum?
Fede Valverde. (fot. Getty Images)

Świat byłby lepszy bez niektórych rzeczy, które człowiek człowiekowi robi sam, by wspomnieć chociażby o wojnach. Na niektóre sprawy czyniące naszą planetę gorszym miejscem do życia nie mamy jednak pełnego wpływu, a przynajmniej nie zawsze. Mowa tu przede wszystkim o chorobach. Pomimo pędzącego w zawrotnym tempie postępu w dziedzinie medycyny wciąż istnieją przypadłości wyjątkowo trudne do leczenia, bądź w ogóle nieuleczalne. Nieraz też zdarza się, że nawet seria szczegółowych badań nie jest w stanie dokładnie określić, co tak naprawdę doskwiera ewidentnie cierpiącemu pacjentowi.

Najbardziej podstępne choróbska mają również to do siebie, że zanim objawią się w pełni, najpierw szykują sobie grunt pod frontalny atak. Przez długi czas nawet nie podejrzewamy, że coś jest nie tak, lub bagatelizujemy pierwsze objawy (dlatego tak ważna jest profilaktyka), aż w końcu któregoś dnia zwyczajnie zwala nas z nóg. Z taką przebiegłą i trudną do jednoznacznego zdiagnozowania chorobą od zeszłego sezonu zmaga się Real Madryt.

Królewscy w poprzedniej kampanii wyglądali przez większość czasu na osłabionych. Przez długie miesiące nie przeszkadzało to jednak w podstawowym funkcjonowaniu. Drużyna w bólach wywiązywała się z obowiązków, aż do momentu, kiedy stopień trudności zadań do wykonania znacząco wzrósł. Wówczas organizm powiedział stop. Carlo Ancelotti nie był ślepy i już wcześniej wiedział, że coś jest nie tak, ale jego metody leczenia okazywały się nieskuteczne.

Po sezonie zarząd doszedł do wniosku, że w obliczu braku prawidłowej diagnozy i obrania niewłaściwej ścieżki kuracji, należy zmienić lekarza prowadzącego pacjenta. Zaawansowane naukowe metody Xabiego Alonso z początku wydawały się zdawać egzamin. Poprawa stanu zdrowia była zauważalna, nawet jeśli widać było, że pełne wyzdrowienie nie nastąpi od razu. Kiedy jednak można było pomyśleć, że stan się stabilizuje, nastąpił bolesny nawrót i to ze zdwojoną intensywnością.

Remis z Rayo Vallecano w pierwszej połowie listopada mógł być jeszcze traktowany jako chwilowa zadyszka lub gorszy dzień w kuracji. Po konfrontacji z Elche, czyli naszym dzisiejszym rywalem, pojawiły się już jednak pierwsze podejrzenia zapaści. Podejrzenia, które zresztą okazały się słuszne. Z zespołu wykazującego znamiona poprawy Real nieoczekiwanie znów zaczął słaniać się na nogach i walczyć o życie. Kolejne spotkania jedynie utwierdzały nas w przekonaniu, że nawet najnowocześniejsze sposoby mogą zawodzić, gdy diagnoza nie jest w stu procentach trafna. 

Na kolejnego już lekarza prowadzącego mianowano więc Álvaro Arbeloę, który postawił na mniej konwencjonalną czy naukową metodę kuracji. Wybrał on bowiem leczenie przede wszystkim poprzez uśmiech i pozytywny przekaz trochę w stylu granego przez Robina Williamsa Patcha Adamsa. O ile jednak w filmie efekt był oszałamiający, o tyle w futbolowej rzeczywistości budził on mieszane odczucia. Z jednej strony nie było gorzej, z drugiej jednak to nie brak pogorszenia był celem kuracji. By pozostać w walce o najważniejsze trofea, niewątpliwie trzeba było czegoś więcej.

Nic dziwnego, że w obliczu starcia z Manchesterem City, zwłaszcza po ostatnich ligowych popisach, panować mógł sceptycyzm. Wiara wiarą, ale racjonalnych powodów ku temu, by zakładać, że zobaczymy to, co zobaczyliśmy w środowy wieczór, po prostu nie było. Arbeloa stwierdził więc najwidoczniej, że pora zejść do podziemi, udać się do tajnego laboratorium i wyciągnąć z sejfu zastrzyk na czarną godzinę.

Nie wiemy, co trener podał zawodnikom przed pierwszym gwizdkiem potyczki z Obywatelami, ale obstawialibyśmy jedną z dwóch opcji. Była to albo morfina, albo lek na wszystko, czyli owiane legendą panaceum. W zależności od trwałości działania najbliższe mecze pokażą, który ze specyfików mógł to być. Jakkolwiek patrzeć, Real tego czegoś w tym konkretnym momencie z pewnością potrzebował.

Królewscy z City rozegrali wręcz narkotyczne spotkanie. Powiedzielibyśmy, że treść ostatniej zapowiedzi zestarzała się wyjątkowo źle w pół dnia, gdyby nie to, że idąc za jej tytułem („Przeczytaj to jeszcze raz”), jej wydźwięk po prostu zmieni się o 180 stopni. Tak czy inaczej, Real zaliczył bezdyskusyjnie najlepszy mecz w tym sezonie i po raz pierwszy od naprawdę dawna grał tak, że można było przecierać oczy ze zdumienia i to nie tylko mając na uwadze kontekst poprzednich spotkań. Twarzą triumfu był rzecz jasna stratosferyczny Valverde, ale tak naprawdę był on tylko i aż twarzą świetnego zespołu. Niech za najlepsze podsumowanie tego, co obserwowaliśmy, świadczy fakt, że pomimo zwycięstwa 3:0 z rywalem z absolutnego topu i tak mogliśmy mieć niedosyt.

Jeśli założyć, że Real jest pod wpływem morfiny, jesteśmy ciekawi, jak długo będzie utrzymywało się jej działanie. Jeśli natomiast Arbeloa rzeczywiście zaaplikował piłkarzom panaceum, niewykluczone, że konfrontacja z City stanowiła tak długo wyczekiwany punkt zwrotny. Zdajemy sobie sprawę, że niemożliwe jest grać tak jak z ekipą Pepa Guardioli co mecz. Liczymy jednak, że równie widowiskowe przełamanie będzie stanowić zwiastun poprawy w dłuższej perspektywie. Dziś ponownie spotkamy się z rywalem, przy którym zaczęliśmy przejawiać pierwsze oznaki choroby. Niech więc i z Elche trapiąca nas zaraza wreszcie na dobre zniknie. 

Bez względu na to, co przyjęli zawodnicy w potyczce z City, dziś aż chce się obejrzeć mecz. Ciekawość została bowiem rozbudzona na nowo. 

***

Mecz z Elche rozpocznie się o godzinie 21:00, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale Eleven Sports 1 w serwisie CANAL+ Online.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!