Real Madryt jedzie na oparach. We wtorek ściany szatni w Valdebebas znów były świadkiem jednej z tych narad, które powtarzają się od piętnastu miesięcy – z mniej więcej tymi samymi bohaterami, tym samym celem i z identycznego powodu: spróbować odzyskać grupę, która nie potrafi odnaleźć właściwego kierunku, opisuje José Félix Díaz z dziennika AS.
Ancelotti nie zdołał tego zrobić w końcówce swojej pracy, czego nie potrafi też Álvaro Arbeloa. Włoch przynajmniej doprowadził drużynę na granicę możliwości i kazał jej walczyć z Barceloną w finale Pucharu Króla aż do ostatniej sekundy. Teraz nadchodzi decydujący egzamin dla Hiszpana. Problem w tym, że efekt nowej miotły wygasł, a przynajmniej tak to wygląda.
Rok później okoliczności są bardzo podobne: masa kontuzji, prywatne interesy piłkarzy i przekaz, który nie potrafi przebić się w szatni. Widać w niej przecieki wynikające z osobistych ambicji jednych i drugich, co z każdym dniem staje się coraz bardziej oczywiste.
Podczas gdy Mbappé i Bellingham szukają rozwiązań dla swoich problemów zdrowotnych, reszta spojrzała sobie w oczy w szatni, próbując znaleźć coś, co zmotywuje i ponownie scali grupę, która sprawia wrażenie zagubionej, a przede wszystkim żyje w oderwaniu od nastrojów kibiców, dziś wyraźnie rozczarowanych.
Celta i Manchester City to dwie ostatnie deski ratunku, których Real Madryt może się jeszcze chwycić, by praktycznie nie zakończyć fatalnego sezonu. Sam wysiłek, o który Arbeloa prosi zawodników, nie wystarczy. Trener i piłkarze nie do końca wierzą w swoje możliwości. Podczas spotkania piłkarzy z trenerem było nerwowo. Arbeloa był zmuszony uspokoić sytuację i przemówić do drużyny. Za tydzień będzie wiadomo, ile jeszcze może wycisnąć z tej kadry, podsumowuje José Félix Díaz.
Komentarze (83)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się