Advertisement
Menu

Tryb losowy

Wszystko poszło nie tak.

Foto: Tryb losowy
Vinícius strzela gola w pierwszym meczu z Benficą. (fot. Getty Images)

„Na dużą szkodę dla fabuły działa jedynie fakt, że dzisiejsze starcie nie odbędzie się na Santiago Bernabéu. Liczymy jednak na to, że trafi się jeszcze okazja ku temu, by madrycka publiczność mogła godnie przywitać tego, który położył kamień węgielny pod późniejsze historyczne wyczyny”, brzmiały końcowe zdania zapowiedzi przed meczem z Benficą w ramach ostatniej kolejki fazy ligowej Champions League. 

Słowa te były z naszej strony całkowicie szczere, choć jednocześnie w momencie ich pisania zawierały w sobie pewną dozę kurtuazji. Bardziej wyrażały one nadzieję na ewentualne ponowne spotkanie w bliżej nieokreślonej przyszłości niż faktyczne oczekiwanie. Wówczas nikt w pełni władz umysłowych nie wymyśliłby scenariusza, w którym gol bramkarza sprawi, że do okazji takiej może dojść tak naprawdę za chwilę. A już chyba w ogóle nikt na świecie nie wpadłby na to, że po wylosowaniu Benfiki Mourinho i tak nie poprowadzi zespołu na Bernabéu. 

Zamiast sentymentalnego powrotu w pełnej krasie i bukietu kwiatów ponownie okazało się, że życie to nie bajka. Bliżej byłoby mu do baśni braci Grimm, gdzie do z pozoru cukierkowej scenerii dosypano kilka garści niepokoju, absurdu i okrucieństwa. Krajobraz przed rewanżem z Benficą koniec końców jest dość ponury i pełen napięcia. Pomysł na pocągnięcie wątku The Special One w tym tekście po ostatnim gwizdku sędziego w Lizbonie można było zaś włożyć do szuflady z napisem „na inną okazję, być może na nigdy”.

Fakt, że José Mourinho obejrzy dzisiejsze spotkanie z trybun, i tak jednak trudno rozpatrywać w kategorii głównego wątku przed ponowną konfrontacją z ekipą z Lizbony. Co najwyżej spina on klamrą sytuację, w której wszystko i wszystkim wymknęło się spod kontroli. Największe poruszenie wywołał rzecz jasna incydent z udziałem Viniciusa i Prestianniego. O rzekomym obrażeniu Brazylijczyka na tle rasowym dyskutowano praktycznie przez cały czas dzielący mecz w Lizbonie i dzisiejszy rewanż. Koniec końców UEFA postanowiła zawiesić Argentyńczyka do czasu wyjaśnienia sprawy, a decyzja ta ma pełne prawo budzić kontrowersje. 

Szybko można było się zorientować, że atmosfera przed wieczorną potyczką będzie – eufemistycznie rzecz ujmując – nerwowa. Podopieczni Álvaro Arbeloi mieli jeszcze szansę, by choć w jakimś stopniu ją uspokoić, ale zamiast tego postanowili pomachać kiełbasą psu przed nosem. Zwycięstwo w Pampelunie i pozostanie na fotelu lidera La Ligi mogło stanowić sygnał, że pomimo całego szumu drużyna sportowo jest w stanie konsekwentnie realizować sportowe cele, nawet jeśli najczęściej brakuje w tym błysku. 

Z Osasuną Królewscy zagrali jednak totalną katastrofę i tak szybko, jak na pierwsze miejsce wskoczyli, tak szybko zaprosili na nie ponownie Barcelonę. Dziś Real Madryt co prawda pozostaje faworytem do awansu, ale wciąż przy tym trudno nie pomyśleć, że w każdej chwili pod naszymi nogami może wybuchnąć jakaś bomba. Los Blancos mają tak niezrozumiałe wahania, że momentami można odnieść wrażenie, iż forma zespołu zależy od kursu bitcoina, stopnia osolenia zupy, horoskopu dla strzelca lub kuponów w Lidlu. 

Wcześniej tygodniami zastanawialiśmy się, o co chodzi z Realem Xabiego. Teraz dla odmiany zastanawiamy się, o co chodzi z Realem Álvaro Arbeloi. Zastanawiamy się i… nie wiemy. Przez tygodnie gonimy za Barceloną i zyskujemy poczucie względnej stabilności. Następnie zaś przy pierwszej okazji, gdy trzeba dać jasny dowód solidności, znów odnosimy wrażenie, że odświeżona została jedynie fasada, a wnętrze budynku niezmiennie nadaje się do remontu. 

Zamiast przewidywać, co może nas dzisiaj czekać, równie dobrze moglibyśmy zagrać w bingo, totolotka lub ruletkę. Ten Real Madryt jest trudny do rozszyfrowania i bynajmniej nie jest to w tym przypadku komplement. Czy wierzymy w awans? Tak, mimo wszystko mamy ku temu logiczne podstawy. Czy jesteśmy spokojni? Nie, ponieważ jeszcze nie spojrzeliśmy na spód nakrętki od Tymbarka. 

***

Mecz z Benficą rozpocznie się o 21:00, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale CANAL+ Extra 1 w serwisie CANAL+.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!