Niesamowity mecz i remontada, Hezonja bohaterem
Real Madryt dokonał czegoś prawie niemożliwego, odrabiając stratę do Valencii. Najpierw po pierwszej kwarcie, a następnie w ostatnich minutach. Dzięki temu zagrają w wielkim finale Pucharu Króla.
Mario Hezonja, bohater półfinału z Valencią. (fot. Getty Images)
Real Madryt zagra w finale Pucharu Króla. Można to napisać z wielką ulgą, bo w pewnym momencie spotkania wydawało się to niemożliwe. Valencia miała wszystko w swoich rękach i rozgrywała znakomite spotkanie. Jednak kombinacja umiejętności, waleczności, szczęścia i wiary w siebie sprawiła, że Madrytczycy wyszarpali tę wygraną. Okoliczności były godne rangi meczu. Bohaterem został Mario Hezonja, który celnie rzucał w kluczowych momentach, jednak MVP spotkania został Edy Tavares.
W pierwszych minutach spotkania nieco lepiej prezentowała się Valencia, która od razu pokazała swoje mocne strony. Taylor zdobywał punkty, a do gospodarze byli mocno skoncentrowani, przez co nie gubili piłek i wygrywali zbiórki, również pod atakowaną obręczą. To szybko przełożyło się na kilka punktów przewagi i pierwszą irytację ze strony Scariolo, który poprosił o czas. Efektu rozmowy z trenerem nie było i Valencia uciekła na 17 punktów. Za dużo było strat po stronie gości, a gospodarze pewnie trafiali z obwodu. Królewscy bardzo boleśnie przekonali się o sile ofensywy rywali, którz zakończyli kwartę z imponującym dorobkiem 34 oczek. Atak Madrytczyków wyglądał na tym tle wyjątkowo blado (34:16).
Real Madryt rozpoczął drugą kwartę z dużą złością, co przełożyło się na passę 9:0 dzięki trafieniom Campazzo i Hezonji. Tym razem to Pedro Martínez przerwał grę, próbując coś zmienić, ale po wznowieniu gry dalej to Madrytczycy częściej wrzucali piłkę do kosza. Rozbudowali serię do 16:2, zbliżając się na zaledwie cztery oczka. Od tego momentu Valencia trochę się ocknęła i zaczęła odbudowywać przewagę. Mecz był już jednak zupełnie inny już w pierwszych minutach. Królewscy cały czas byli blisko, lecz nie potrafili wyprzedzić Valencii. W ostatnich sekundach niefortunnie na nodze kolegi wylądował Kameron Taylor i jego kostka niebezpiecznie się wygięła, przez co musiał opuścić boisko. W połowie rywalizacji Valencia dalej prowadziła, ale Real Madryt mógł być zadowolony z pracy wykonanej w drugiej kwarcie (54:50).
Po zmianie stron Real Madryt w końcu doprowadził do remisu za sprawą Hezonji. Ledwie chwilę później Chorwat dał Madrytczykom prowadzenie. Królewscy starali się narzucić swój styl gry i agresywnie bronić. Problemem zaczęły być faule. Na dosyć wczesnym etapie trzy przewinienia na koncie mieli Campazzo czy Feliz po stronie gości oraz Badio, De Larrea czy Pradilla po stronie gospodarzy. Mecz bardzo się wyrównał i stał się wymianą ciosów. Real Madryt mógł zakończyć tę kwartę z prowadzeniem, gdyby tylko lepiej wykonywał rzuty osobiste, szczególnie w ostatniej minucie. Było jednak inaczej i po celnym rzucie Costello lepszy wynik mieli gospodarze (79:77).
Przebieg ostatniej kwarty nadawałby się na scenariusz filmowy. Valencia od razu przejęła inicjatywę i krok po kroku budowała przewagę. Jej akcje były szybkie i skuteczne. Real Madryt nie dość, że był wolniejszy, to jeszcze pudłował na linii rzutów osobistych. Gospodarze prowadzili nawet 11 punktami. Królewscy oczywiście próbowali się zbliżyć. Ważną rolę odgrywał w tym Tavares, który walczył pod koszem rywali. Spotkanie znów się wyrównało, ale cały czas kilka punktów w zapasie miała Valencia.
Wtedy zaczęła się ostatnia minuta. Jean Montero trafił za dwa i od razu odpowiedział mu Campazzo. Wtedy Valencia rozegrała dłuższą akcję, a Montero trafił z obwodu. Roig Arena eksplodowała radością kibiców. Sam zawodnik też celebrował to trafienie z wyjątkową mocą, ponieważ na 20 sekund przed końcem gospodarze prowadzili 106:101. Wtedy do akcji wkroczył Hezonja, który nie stracił wiary w możliwość odniesienia zwycięstwa. Błyskawicznie po wznowieniu trafił za trzy punkty. Valencia wznawiała grę, Mario przechwycił piłkę, a po chwili sam trafił, dając Realowi Madryt prowadzenie. Gospodarze nie zdołali odpowiedzieć i to Królewscy mogli świętować awans do jutrzejszego finału.
POR ALGO LO LLAMAN SUPER MARIO. POR FINALES HECHOS PARA SUPERHÉROES 🔥🔥🔥🔥🔥
— DAZN España (@DAZN_ES) February 21, 2026
LO DE MARIO HEZONJA Y LA REMONTADA DEL @RMBaloncesto PASA A LA HISTORIA DE LA #CopaACB ⚪#CopaACBxDAZN 🏀 pic.twitter.com/CGpleRODVG
106 – Valencia (34+20+25+27): Badio (10), Taylor (20), Reuvers (13), Pradilla (3), Thompson (2), Puerto (7), De Larrea (10), López-Arostegui (-), Key (8), Montero (26), Sako (2), Costello (5).
108 – Real Madryt (16+34+27+31): Campazzo (17), Hezonja (25), Deck (13), Tavares (13), Llull (5), Lyles (4), Krämer (-), Abalde (0), Maledon (12), Garuba (8), Feliz (11), Łeń (-).
Poza kadrą znaleźli się:
- Chuma Okeke – decyzja trenera (jeden z trzech zawodników z paszportem spoza Wspólnoty, a do każdego meczu Pucharu Króla można zgłosić dwóch takich graczy, dzisiaj byli to Lyles oraz Deck.
- Izan Almansa – decyzja trenera
- Gabriele Procida – decyzja trenera
Koszykarski Puchar Króla 2026
Ćwierćfinały:
- Valencia – Joventut 95:84
- Real Madryt – Unicaja 100:70
- Baskonia – Tenerife 91:81
- Barcelona – UCAM Murcia 91:85
Półfinały:
- Valencia – Real Madryt 106:108
- Barcelona – Baskonia, 21 lutego (sobota), 21:00, Sportklub
Finał:
- Real Madryt – Barcelona/Baskonia (22 lutego, 19:00, Sportklub)
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze