Tebas: Jestem prawdziwym madridistą, ale to nie oznacza podążania za aktualnym prezesem Realu jak za mesjaszem
Javier Tebas udzielił wywiadu dziennikowi ABC. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi prezesa La Ligi z tej rozmowy.
Javier Tebas, prezes La Ligi. (fot. Getty Images)
Superliga się skończyła, ale okazuje się, że Real Madryt wygrał…
To jest narracja „rzeczników od ciosów”. Ich projekt z 2021 roku, a nawet ten, który mieli jeszcze kilka tygodni temu, nie ma z tym nic wspólnego. Ja widzę tu raczej kapitulację. I nie wiem, na jak długo, bo trzeba zobaczyć, jak rozstrzygną się kwestie prawne, w które zaangażowana jest również La Liga i o których będą musieli nas poinformować. Kiedy mówię, że Florentino nigdy nie przegrywa, mam na myśli to, że nawet jeśli przegrał, nawet jeśli ustąpił, zawsze przedstawia swoim oficjalnym „rzecznikom od ciosów” narrację, która ma sprawiać wrażenie zwycięstwa. Tak było z ustawą o sporcie, z tematami dotyczącymi La Ligi, z niedawnym wyrokiem Sądu Najwyższego… On buduje wraz ze swoimi ludźmi opowieść o tym, że wygrał, ale ja nie widzę, żeby wygrał. I to nawet w najmniejszym stopniu.
Czy naprawdę obawiał się pan, że ten biznes wam się zawali?
Tak, zawsze trzeba być czujnym. Obawa polegała na tym, że przemysł piłkarski i liga hiszpańska mogłyby znaleźć się w niebezpieczeństwie, gdyby ten model się upowszechnił. Nasze raporty, potwierdzone przez KPMG, mówiły, że nasz obrót spadłby o połowę. Kluby, które dziś mogą mieć bardzo wysokie przychody, straciłyby ogromne pieniądze. Rozgrywki krajowe byłyby skazane na stanie się absolutną przeciętnością. Ta inna superrozgrywka zrobiłaby tylko jedno: przeniosłaby wszystkie pieniądze z lig krajowych do 16 klubów.
Jeśli Florentino doszedł do porozumienia ze swoimi wrogami z UEFA, to czy może dojść do porozumienia także z panem? Czy ta wrogość jest nie do przezwyciężenia?
Jeśli on uzna siłę, jaką powinny mieć ligi krajowe, to możemy się porozumieć w bardzo wielu kwestiach, ale przede wszystkim z poszanowaniem zasady, że zawodowy futbol to zasada: jeden klub - jeden głos.
Czy aby zyskać przychylność Laporty, musiał pan mocno ustąpić w La Lidze?
Nie, ja nie ustąpiłem w niczym. Absolutnie niczym. Rok temu sprawę Olmo La Liga doprowadziła do samego końca i to Najwyższa Rada Sportu, podobno z pomocą Florentino, bo tak mówi Florentino i tak przekazał to w zeszłym roku Barcelonie, doprowadziła do tego, że mógł grać. Nie była to La Liga. My staramy się utrzymywać z Barceloną relacje uprzejme i poprawne. Klub zrozumiał pracę, którą wykonujemy i ostatnio przedstawił bardzo dobre wyniki, a ważne firmy to doceniają i lokują go tam, gdzie powinien być.
Wiele klubów ma jednak wrażenie, że są jedne przepisy dla Barcelony, a inne dla reszty.
To niech mi pan poda listę tych klubów… Nie, ja tak nie uważam. Przynajmniej w La Lidze nie. Być może takie wrażenie bierze się z tego, jak Najwyższa Rada Sportu działała w innych sprawach, zwłaszcza w przypadku Olmo.
Ale Barça zdarzyło się oszukać LaLigę, zapewniając, że będzie miała pieniądze na poprawę limitu płacowego, a potem tych pieniędzy nie było, prawda?
I miało to swoje konsekwencje. I nie chodzi o to, że oszukała LaLigę, a oszukała notariusza albo kogoś innego i automatycznie obniżono jej budżet płacowy w kolejnym oknie transferowym o kwotę odpowiadającą temu, w czym wprowadzono w błąd. Albo nie wprowadzono w błąd, tylko po prostu nie osiągnięto zakładanych celów. Nie mogę ocenić, czy doszło do oszustwa, czy nie.
Jak to możliwe, że La Liga nie ma mechanizmów, by bronić się przed sprawą taką jak Negreira? Jak to możliwe, że nie ma narzędzi poza prawem, by powiedzieć: „z wami już nie gramy”?
Ponieważ żyjemy w państwie prawa i obowiązują takie, a nie inne przepisy. To my jako pierwsi zgłosiliśmy sprawę do prokuratury, a nie Real Madryt i od początku działaliśmy zgodnie z prawem. Jest też kwestia ustawy o sporcie, której ja nie tworzę, a która przewiduje przedawnienie po trzech latach od zdarzeń. Opowiadałem się za tym, by przedawnienie takich czynów było znacznie dłuższe. Ale jasne jest również to, że Barcelona nie płaciła sędziom, wbrew narracji, którą się buduje.
Płaciła wiceprezesowi sędziów za coś.
I mówi mi pan to mnie, skoro to my jesteśmy stroną w postępowaniu i to my stwierdziliśmy, że takie zachowanie powinno być ukarane sankcją sportową. Co innego jednak odpowiedzialność karna. Mówienie, że kupowano sędziów i że jeśli nie podyktowano rzutu karnego dla Viníciusa w Pampelunie, to była wina Negreiry — jak, jeśli się nie mylę, powiedział Florentino na zgromadzeniu socios — z tym absolutnie się nie zgadzam, bo to nieprawda. Fakty muszą być ocenione, są oceniane, a wymiar sprawiedliwości w sferze karnej zdecyduje, czy doszło do przestępstwa, czy nie.
Ma pan pensję jak drogi piłkarz. Gdyby był pan prezesem klubu, zatwierdziłby pan takie wynagrodzenie dla prezesa La Ligi?
To zależałoby od tego, ile generowałby mi dzięki swoim działaniom. Nie wolno zapominać, że moje wynagrodzenie zostało zatwierdzone przez wszystkie kluby w tajnym głosowaniu, którego ja sam nie ustalam. Inną kwestią jest to, co może wydarzyć się w przyszłości. Proszę posłuchać, czy gdyby pan Tebas poszedł pracować gdzie indziej, miałby oferty tego typu ze względu na wiedzę o branży i na to, jaką wartość generuje ten sektor? Takie oferty miałem już wcześniej i nadal mogę je mieć.
Dlaczego nie było przejrzystości w sprawie meczu w Miami?
Przejrzystość była absolutna.
Nie chciano ujawnić, ile zarabiał każdy klub.
To jest kwestia klubów. Bezpośrednio Villarreal otrzymywał to, co było potrzebne do zrekompensowania kibicom. A Barcelona ze strony La Ligi nie dostawała nic. Jedynie to, co wygenerowała podróż do Stanów Zjednoczonych. Nie było żadnej innej sprawy. I to zostało wyjaśnione. Nie podano konkretnych kwot, bo wynosiły zero. Co innego narracja, którą próbowano zbudować. Gdzie wokół jednego meczu robiono taką aferę? Mówiono, że naruszona jest integralność rozgrywek, że La Liga jest „fałszowana”…
Trochę jednak się ją tym fałszuje.
Nie, znacznie bardziej fałszuje ją Real Madrid Televisión, gdy swoimi programami wywiera presję na sędziów.
Czy istnieje kontrakt, który zobowiązuje pana do rozegrania meczu w Miami?
Nie. Ale dołożymy wszelkich starań, żeby go tam rozegrać, nic więcej. Zostało to zatwierdzone przez Komisję Delegującą już w 2018 roku, ponieważ taki był układ z amerykańską firmą Relevant, w której uczestniczy Youth Venture, z którymi mamy umowy sponsorskie i spółkę. Ale jeśli ostatecznie mecz do Miami nie pojedzie, nic się nie stanie. To są te plotki z barowej lady, do której niektórzy z was powinni czasem zajrzeć…
Czy podział wpływów telewizyjnych w hiszpańskim futbolu jest sprawiedliwy?
Uważam, że da się go jeszcze poprawić. Być może są elementy, które należałoby zmienić, aby był bardziej sprawiedliwy w niektórych aspektach. Kwestia oglądalności była dostosowana do modelu eksploatacji z 2015 roku, a dziś już tak nie jest. Rekompensata z tytułu frekwencji na stadionach również powinna zostać zmieniona, bo obejmuje też rozgrywki europejskie. A skoro teraz jest więcej meczów, to kluby grające w Europie mają jeszcze większą przewagę w tym podziale. Do takiej rewizji należałoby wrócić i rozpocząć tę debatę. Im większa jest różnica między klubami grającymi w Europie a tymi, które w Europie nie grają, tym bardziej traci się konkurencyjność. Jesteśmy w momencie maksymalnym, na granicy jej utraty. Jeśli niektóre kluby będą nadal generować coraz większe przychody z rozgrywek poza naszą ligą, różnice mogą się jeszcze bardziej pogłębiać.
La Liga może wyciągnąć jeszcze więcej pieniędzy, czy już zarabia ponad swoje możliwości?
Branża piłkarska jako całość jest dziś niemal na maksymalnym poziomie. W Hiszpanii nie w dwucyfrowym tempie, ale wciąż mamy marginesy wzrostu. Nikt w Europie nie urósł w swoim kraju tak bardzo jak my w perspektywie najbliższych pięciu lat: prawie 10%. Francja i Włochy zanotowały spadki, Niemcy zatrzymały się na poziomie 2%, a Anglia na 3%. Poza granicami też jest potencjał, ale konkurencja jest ogromna i to nie tylko ze strony futbolu. Naszą główną konkurencją jest Liga Mistrzów, gdzie rywalizuje pięć hiszpańskich drużyn, oraz Liga Europy, w której mamy jeden zespół. Innymi słowy: w dużej części musimy sprzedawać i konkurować sami ze sobą. To bardzo komplikuje sytuację. Na arenie międzynarodowej w niektórych regionach nowy format europejskich rozgrywek będzie dla La Ligi niekorzystny.
Czy irytują pana ciągłe porównania z Premier League?
Irytują mnie, bo to ogromna niewiedza. To tak, jakbyśmy jechali tym samym samochodem. Jakby Alonso w czasach, gdy jeździł w Minardi, miał wygrać mistrzostwo świata. Anglia to kraj liczący 70 milionów mieszkańców, z dochodem na mieszkańca o 30% wyższym niż w Hiszpanii, z dużo większą penetracją telewizji płatnej… To są dwie zupełnie różne rzeczywistości. Dlaczego nie porównuje się nas z Niemcami, Włochami czy Francją, skoro jesteśmy od nich lepsi? Anglia robi bardzo dobrze swój „biznes”, biorąc pod uwagę swoje możliwości, a my radzimy sobie bardzo dobrze, skoro wyprzedzamy potęgi o znacznie większych gospodarkach niż nasza.
Ile futbolu pan ogląda?
Tyle, ile mogę. Chciałbym oglądać więcej. Z Primery obejrzę dwa mecze, a z Segundy kolejne dwa albo trzy.
Bardziej lubi pan piłkę nożną czy korridę?
To coś innego. Korrida jako sztuka wypełnia mnie znacznie bardziej niż jakikolwiek mecz piłkarski. To są różne rzeczy. To jakby zapytać, czy bardziej lubi pan iść do Muzeum Prado, czy nie wiem... na wystawę butów.
Jeśli o tej samej porze jest korrida Morante i mecz Realu Madryt… na co pan pójdzie?
Na Morante.
A jest pan madridistą?
Tak, oczywiście.
Ale takim prawdziwym madridistą?
„Uśpionym”, ale prawdziwym. Bo bycie madridistą nie oznacza podążania za aktualnym prezesem Realu Madryt jak za mesjaszem i uznawania, że wszystko, co mówi, jest słuszne. A w tym przypadku zachodzi taka okoliczność, że jako prezes La Ligi uważam, iż to, co dzieje się w Realu Madryt, nie służy ani samemu Realowi, ani co oczywiste naszym rozgrywkom.
Mówi się też, a właściwie to pan tak mówi, że rząd się na pana uwziął.
Nie no, nie wiem, czy mówić o rządzie, czy raczej o Najwyższej Radzie Sportu (CSD). Ale ciekawe jest to, że prezes Realu Madryt, Florentino, powtarza, że ma mnie „unicestwionego”. No i oczywiście, jeśli faktycznie ma mnie unicestwionego, to musiałoby to być dlatego, że Najwyższa Rada Sportu za pośrednictwem Trybunału Administracyjnego ds. sportu mnie zdyskwalifikuje, prawda?
Do kiedy będziemy mieć Javiera Tebasa w La Lidze?
Cóż, pamiętam, że mówiłem, iż zostanę do momentu, aż zniknie zagrożenie Superligi i ze strony europejskich rozgrywek…
To znaczy, że już pan odchodzi…
Nie, bo chcę zobaczyć, jak zakończy się ta sprawa i jak skończy się temat europejskich rozgrywek. Nie będę jednak wieczny. No cóż, teraz wszystko zależy od Trybunału Administracyjnego, prawda? Teraz czekam na to rozstrzygnięcie.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze