Advertisement
Menu
/ YouTube.com

Mastantuono: Vinícius bardzo pomaga nam, młodym, pomaga całej drużynie, my wiemy, ile nam daje

Franco Mastantuono udzielił wywiadu dla kanału DSports. Przedstawiamy pełny zapisy tej rozmowy z Argentyńczykiem.

Foto: Mastantuono: Vinícius bardzo pomaga nam, młodym, pomaga całej drużynie, my wiemy, ile nam daje
Franco Mastantuono. (fot. Getty Images)

To dobry moment, co? Widzę cię zadowolonego, szczęśliwego, ewidentnie bawisz się grą. To twój najlepszy okres, odkąd trafiłeś do Realu Madryt?
Tak, jak mówisz, to dobry moment dla zespołu i dla mnie. Wydaje mi się, że odwróciliśmy sytuację, która robiła się skomplikowana. Z mojej strony… naprawdę jestem bardzo zadowolony. W tym roku czuję się coraz lepiej i możliwe, że to mój najlepszy czas, odkąd przyszedłem.

Patrzę tu na te 15 Pucharów Europy. Śniłeś kiedyś o tym, że Real Madryt tak wygląda? Że twoje życie będzie wyglądało tak co dzień, że będziesz zakładał tę koszulkę, przyjeżdżał do Valdebebas, bronił barw Realu Madryt każdego dnia?
Szczerze, zacząłem grać w piłkę z miłości do futbolu, do piłki, do tego podwórka, do grania tam z kolegami. Z czasem uświadomiłem sobie, że chciałbym zostać profesjonalnym piłkarzem. Gdy zadebiutowałem w River, wtedy człowiek zaczyna marzyć odważniej. Dla mnie największym marzeniem było grać w River, a z upływem czasu Real Madryt wydawał się już trochę bliżej. No i oczywiście, myślę, że dla każdego piłkarza marzeniem jest dotrzeć do największego klubu świata.

Wchodzisz do szatni, w której są Vinícius, Thibaut Courtois, Fede Valverde, wielkie gwiazdy. Co się czuje i jak przyjmuje cię ta szatnia?
Tak… w sumie nie trzeba tego nawet mówić, bo widać, jacy to są piłkarze. Ja najbardziej patrzę na ludzi, na to, jacy są jako osoby. Przyjęli mnie bardzo dobrze, od początku sprawili, że czułem się swobodnie. Naprawdę bardzo lubię tę codzienność i to jest, moim zdaniem, dla piłkarza i w ogóle dla tego sportu coś bardzo ważnego: cieszyć się każdym dniem. Z nimi to przychodzi bardzo łatwo.

Ostatnio zwróciłem uwagę na obrazki: przed meczem z Villarrealem stałeś na La Cerámica, rozmawiałeś z Jude’em Bellinghamem, żartowaliście. Widać też w mediach społecznościowych, że macie świetną relację. Jest tak dobrym piłkarzem, jak jest fajnym gościem poza boiskiem?
Tak, nawet lepszym… jeszcze lepszym człowiekiem. Jude to niesamowita osoba. Nawiązaliśmy naprawdę fajną przyjaźń i super jest dzielić szatnię z kimś o takiej jakości, ale przede wszystkim z kimś takim jak on. Na co dzień jest bardzo przyjemnie, mamy dobrą więź, dużo rzeczy robimy razem i cieszę się, że tak to wygląda.

Jest też pewnie wsparcie przez bliskość, choćby geograficzną, ze strony Fede Valverde. W wywiadzie, który z nim przeprowadzałem, powiedział o tobie: „Franco jest jak mój młodszy brat”.
Fede… tak. Czasem kultura działa na plus. Fede też jest niesamowitą osobą, bardzo mi pomaga. Staramy się często rozmawiać, sporo rzeczy robimy razem i to dla mnie przyjemność, że mogę być obok niego. On ma za sobą wiele lat w Realu Madryt, wie mnóstwo rzeczy, których ja jeszcze nie wiem i bardzo mi w tym pomaga. Zostaję z tym, jaki jest jako człowiek. No i to, że obaj jesteśmy z Ameryki Południowej, on z Urugwaju, blisko Argentyny, a możemy być tutaj… to coś wymarzonego.

Porozmawiajmy o bieżących sprawach. Przeżyliście zmianę trenera: w pierwszym etapie był Xabi Alonso, teraz przyszedł Álvaro Arbeloa. Czego od ciebie wymaga? W czym na ciebie wpłynął, co ci mówi, jeśli chodzi o twoją formę i to, czego od ciebie oczekuje?
Álvaro i cały jego sztab okazali mi mnóstwo zaufania. Wydaje mi się, że to dla piłkarza najważniejsze: czuć, że trener w ciebie wierzy, że ci to pokazuje. Dla mnie to coś pięknego, dzięki temu gram też bardziej na luzie. Jestem im bardzo wdzięczny. Jestem też wdzięczny Xabiemu i jego sztabowi, bo oni również mi zaufali i dzięki temu tu jestem. Álvaro jest świetnym trenerem, bardzo nam pomaga i myślę, że w ten sposób dojdziemy do celów, które mamy w głowie.

Prosi cię, żebyś naciskał wysoko, robił skoki pressingowe, wykorzystywał też swoją siłę fizyczną, tę energię w odbiorze? Bo ostatnio z Villarrealem odzyskiwałeś mnóstwo piłek.
Tak, jasne. Trzeba się dopasować do tego, czego potrzebuje zespół. Wiem, że mogę dać dużo w ataku, ale muszę pomagać też w obronie. Tego się ode mnie wymaga i to jest bardzo ważne, żebym to robił, bo wtedy pomagamy drużynie i mamy więcej czasu przy piłce. Jeśli mogę dać od siebie taką pomoc, to zawsze będzie to z korzyścią dla zespołu. Czuję się bardzo dobrze i fizycznie, co też mi pomaga.

Chciałem o to zapytać: sprawa pubalgii, wszystko już w porządku?
Tak, już dobrze. To był długi proces. Pubalgia to bardzo uciążliwy ból, nie odpuszcza, u mnie raz znikał, raz wracał, czasem nie czułem się na boisku w pełni komfortowo. Dzięki pracy fizjoterapeutów i lekarzy tutaj, którzy są naprawdę niesamowici, bardzo mi pomogli i dziś czuję się dobrze.

Jak to jest strzelić gola na stadionie Santiago Bernabéu? Co czuje człowiek, gdy trafia w koszulce Realu Madryt na Bernabéu?
Czysta adrenalina. Myślę, że to był moment, na który czekałem. W zeszłym roku nie udało mi się tam strzelić gola, a teraz, gdy ten rok zaczął się dla mnie mocniej, zdobyć bramkę na Bernabéu… to coś wyjątkowego. Trudno to opisać.

Kibice na stadionie Santiago Bernabéu są potwornie wymagający, jedni z najbardziej wymagających na świecie. Może dlatego w gablotach jest 15 Pucharów Europy. Niedawno były gwizdy na zespół, szczególnie mocne wobec Viníciusa, który chyba wraca do siebie w sposób, powiedziałbym, dość budujący. Ty go broniłeś, mówiłeś, że rozmawiałeś z nim w poprzednich dniach, było też wsparcie ze strony Kylian Mbappé, wsparcie Arbeloi. Widać, że jesteście w stu procentach z Vinim, że potrzebujecie jego najlepszej wersji i że to, co przeżywał, mogło być trochę przesadzone.
Nie lubię nazywać takich rzeczy złymi momentami. Vinícius to zawodnik, który od dawna się wyróżnia i od dawna jest wśród najlepszych na świecie. Oczywiście, jak każdy człowiek i każdy piłkarz, ma okresy, które nie są tak dobre, jak ludzie by oczekiwali. Minus topowego zawodnika jest taki, że gdy nie gra na ocenę 9–10, od razu spada na niego krytyka i dostaje mu się bardzo mocno. Ja nie uważam, żeby on przechodził zły moment. Miał mecze nie aż tak dobre, choć dla mnie one nawet nie były złe. Po prostu nie były to spotkania na poziomie, do którego nas przyzwyczaił i myślę, że dlatego ludziom się to nie podobało. Tyle że ja nigdy nie widziałem go w jakimś złym momencie. To niesamowity piłkarz. Dla mnie w pewnym momencie roku był najlepszym zawodnikiem świata, bez dwóch zdań i pokazuje to od dawna. Jeśli on czuje się dobrze i jeśli gra jak w tych ostatnich 2–3 meczach, to my mamy dużo większe szanse wygrywać. I przede wszystkim dlatego, że on bardzo pomaga nam, młodym, pomaga całej drużynie. Ma w sobie radość, która zaraża. Dlatego ważne jest, żeby był w porządku. To nie jest tylko bronienie go, to po prostu rzeczywistość. My wiemy, ile daje szatni i ile daje w grze, i jako człowiek, więc chcemy, żeby szło mu dobrze.

Przenieśmy się na chwilę za ocean, zapytam o rzeczy bliższe twojej ziemi, Argentynie, bo ludzie chcą to wiedzieć. W wieku 18 lat grasz w koszulce Realu Madryt i w koszulce reprezentacji Argentyny. Porównam dwie szatnie: jak jest w jednej, a jak w drugiej? Jak to jest wejść do szatni mistrzów świata?
To też robi wrażenie. Jak mówisz, wchodzisz do szatni ludzi, którzy wygrali dwie Copa América, Mundial, Finalissimę… to coś wyjątkowego. Najbardziej uderza pokora tych ludzi, sposób, w jaki przyjęli mnie i wszystkich chłopaków, którzy doszli do kadry. To grupa niesamowitych osób. Myślę, że wszystkie ostatnie wyniki reprezentacji są właśnie dzięki grupie, dzięki tej sile drużyny. Walczymy wszyscy, żeby kadrze szło dobrze, żeby krajowi szło dobrze. To coś jedynego w swoim rodzaju. A jeśli chodzi o piłkarzy, nie trzeba nawet mówić: to historyczne postacie dla Argentyny, a przyjęli mnie w niesamowity sposób.

W DSports pokazujemy cały mundial. Czy twoim marzeniem, marzeniem Franco Mastantuono, jest pojechać na mundial już tego lata?
Tak, to marzenie. Marzeniem jest też wygrać turnieje, które zostały w Realu Madryt: La Liga, Liga Mistrzów… to byłby dla mnie sezon marzeń, pierwszy w Madrycie, gdybyśmy osiągnęli cele. No i myślę, że nie ma nic piękniejszego na świecie niż zagrać na mundialu z reprezentacją. Będę na to pracował, pamiętając, że dziś na pierwszym miejscu jest Real Madryt i trzeba dać wszystko, żeby dojść do tych celów. Gdy to się skończy, oczywiście marzę o tym, żeby być na mundialu i bronić tytułu, który moi koledzy zdobyli z wielką dumą. Bronić tej koszulki, najpiękniejszej ze wszystkich.

Dzwoni do ciebie Scaloni, selekcjoner, po meczach tutaj, w Realu Madryt? Ostatnio strzeliłeś gola, pogratulował ci. Jak wygląda wasz kontakt?
Rozmawiam z niektórymi osobami ze sztabu. Tak, oni też przekazali mi dużo zaufania od samego początku. Taka relacja naprawdę bardzo mi pomaga. To dobra więź ze sztabem, za którą jestem im wdzięczny.

Chcę zapytać o historyczną relację River – Real Madryt. Di Stéfano, Ruggeri, Solari, Cambiasso, Higuaín… To tylko kilka przykładów. Łącznie trzynastu piłkarzy, licząc ciebie, przeszło z River do Realu Madryt. Co ma w sobie piłkarz wychowany w River, że tak się tu podoba? Co wy macie?
Dobre pytanie, ale chyba odpowiedź jest w nim zawarta. River wypuszcza piłkarzy z wielką osobowością, wysoką jakością techniczną i bardzo dobrze wyszkolonych. Ja River będę wdzięczny do końca życia. Wiecie, że to klub, któremu kibicuję i który kocham całym sercem. To piękne, że wyszło stamtąd tylu piłkarzy do Realu Madryt, czyli największego klubu świata. Dla mnie River jest największym klubem w Ameryce. Fajnie, że tylu zawodników zagrało w dwóch tak ważnych koszulkach dla piłki.

W River nie chcieli, żebyś odchodził. Gallardo mówił: „Zobaczymy, czy uda się go zatrzymać jeszcze trochę, może zagra jeszcze w Libertadores”. Tylko że zadzwonił Real, stary.
Tak, to była naprawdę trudna sytuacja. Z jednej strony miłość z dzieciństwa, wychowanie w klubie takim jak River, który karmił mnie od trzynastego, czternastego roku życia. Z drugiej strony szansa życia: przyjść do Realu Madryt. Dlatego podjąłem taką decyzję. Rozumiem złość części kibiców, kiedy odchodziłem z River, wiem, że im się to nie spodobało. Rozumiem to w stu procentach. Oni najbardziej chcą, żeby River szło dobrze. To była trudna decyzja. W sprawie przyjścia do Realu Madryt nie wahałem się ani chwili, ale człowiek czasem nie chce zostawiać domu. Sytuacja była trudna, jednak jestem bardzo szczęśliwy, że tu jestem. Wiedziałem, że to moje marzenie i że marzeniem wielu piłkarzy jest dotrzeć do tego klubu, tym się kierowałem.

Kiedyś, za wiele lat, zawsze możesz wrócić i tam zakończyć karierę.
Tak, jasne. To też jedno z moich marzeń. Przede mną dużo czasu tutaj. Nie da się mówić, co będzie za tyle lat, ale zawsze byłoby pięknie wrócić do River, zagrać na Monumental przy tych ludziach, przy tej publiczności, która jest bezwarunkowa i która dała mi tyle radości z piłki.

Zrobimy szybki test na koniec. Rozmowa z tobą to czysta przyjemność. Pierwsze, co przychodzi do głowy. Jedno słowo, żeby opisać prezesa Florentino Péreza.
Imponujący.

Jakie jest twoje ulubione jedzenie w Hiszpanii?
Szynka. Lubię szynkę. Tortillę też.

Co byś sobie teraz sprowadził z Argentyny, gdybyś miał taką możliwość?
Moją rodzinę, moich przyjaciół. Tego mi najbardziej brakuje. Argentyńska kultura, za nią bardzo się tęskni, kiedy jesteś za granicą. Z przyjaciółmi mam wyjątkową więź, dzięki nim zawsze bardzo się cieszę i oczywiście strasznie mi ich brakuje.

Poza Sabiną, odkryłeś tu jakiś nowy zespół, którego słuchasz i myślisz: „kurczę, to jest dobre”?
Leiva też mi się podoba, już o tym mówiłem, ale Sabina to to, czego słucham najwięcej tutaj, w Hiszpanii. Byłem na jego koncercie w Movistar Arenie, kiedy grał tutaj, to był niesamowity moment. Poza tym raczej niewiele.

Dociągniesz sezon z blondem na głowie?
Chyba tak, wygląda na to, że tak. Zobaczymy, jak odrośnie, bo będę musiał znowu farbować, ale tak – to wywołało dużo fajnych emocji i wygląda na to, że tak już zostanie.

Jesteś typem od przesądów, takich rytuałów, że jak coś działa, to próbujesz to utrzymać?
Tak. Lubię to, choć nie w ekstremalnym stopniu. Lubię trzymać się pewnych nawyków, kiedy sprawy idą dobrze, zwłaszcza tych, które dają mi trochę więcej pewności. Wiem oczywiście, że przez włosy nie będę grał lepiej ani gorzej, ale teraz jest dobry moment, więc trzeba to utrzymać.

Ostatnie pytanie. Gdybyś miał wybrać z Realem Madryt: Liga Mistrzów czy La Liga?
Liga Mistrzów, zawsze. Ten klub tego wymaga. To drużyna, która ma najwięcej Pucharów Europy na świecie. Ludzie co roku proszą o Ligę Mistrzów, a dla nas, piłkarzy, to największe marzenie w tym klubie.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!