Di María: Mastantuono ma dużo większą jakość niż ja i znacznie lepszy drybling
Ángel Di María udzielił wywiadu dziennikowi AS przed meczem swoich dwóch byłych klubów. Przedstawiamy pełny zapis tej rozmowy z Argentyńczykiem.
Ángel Di María w barwach Rosario Central. (fot. Getty Images)
Wróciłeś do Rosario, żeby domknąć ten krąg. Czujesz nostalgię?
Czuję radość z drogi, którą przeszedłem, z tego, jaka była moja kariera i moja podróż po świecie.
Grałeś w sześciu klubach, rozegrałeś 145 meczów w kadrze, zdobyłeś 37 trofeów, strzelałeś gole i miałeś kluczowe występy w wielu finałach… Rzeczywistość przebiła twoje największe marzenia?
Bez dwóch zdań. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że spotka mnie coś takiego. Moje marzenie kończyło się na grze w pierwszym zespole Rosario Central. To, co przyszło potem, było efektem poświęcenia i wykorzystywania okazji. Za każdym razem, gdy nadjeżdżał pociąg, wskakiwałem do niego, a on woził mnie po kolejnych miejscach na świecie, które były niesamowite.
Wróciłeś do domu, strzeliłeś przepięknego gola w derbach z największym rywalem, Newell’s, i zdobyłeś tytuł. Czujesz się bardziej bohaterem niż piłkarzem?
To zaszczyt móc cieszyć się swoją ludźmi, dla mnie to coś wyjątkowego. Nie zawsze wszystko układa się tak pięknie, więc ogromnie mnie cieszy, że mogłem dać tę radość kibicom i wszystkim, którzy mi zaufali. Sprawili, że poczułem się tak, jakbym nigdy nie wyjechał. Rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. To, że potrafiłem cieszyć się każdym meczem i bawić na boisku, pozwoliło mi osiągnąć wszystko, co zdobyłem. Przy tak długiej karierze zawsze trafiają się ściany do przebicia, bo nie bywa wyłącznie pięknie, w takich momentach trzeba iść dalej, żeby znów poczuć szczęście.
Pochodzisz z bardzo skromnej rodziny i z bardzo skromnego miejsca. Jesteś szczególnie dumny z tego, co osiągnąłeś?
Jasne, że tak. Od rodziców nauczyłem się poświęcenia, tego, żeby nigdy nie opuszczać rąk i nigdy się nie poddawać. Wiele razy rozbijałem się o ścianę, mimo to nie odpuszczałem, próbowałem dalej i trzymałem się tego, czego uczyli mnie od dziecka.
Twój ojciec pracował przy węglu i postawił ci ultimatum, gdy miałeś zaledwie 16 lat…
Dokładnie. Tata potrzebował, żebym pomagał mu w pracy, żeby utrzymać dom i dał mi tę ostatnią szansę, bo poprosiła go o to mama. Powiedziała, że powinien dać mi jeszcze jedną możliwość, żebym pograł w piłkę i spróbował przebić się do pierwszej drużyny. To było w styczniu, gdy zaczynał się okres przygotowawczy w drużynach młodzieżowych Rosario Central, a pod koniec tego samego roku zadebiutowałem w najwyższej lidze. Wtedy zaczęła się moja piłkarska droga.
Co znaczy dla ciebie ulica Perdriel, którą masz od dawna wytatuowaną?
Wszystko. Tam zacząłem cieszyć się piłką. To stamtąd bierze się moja radość z gry, z grania boso i robienia bramek z kamieni. To właśnie odróżnia Argentyńczyka od innych: chęć życia z tego, co kocha, z duszą podwórkowego boiska, która czyni cię innym.
Jako dziecko chciałeś być bramkarzem?
Tak. Bardzo mi się to podobało, tylko lewa noga okazała się silniejsza niż ręce i ruszyłem do przodu na boisku.
Z 37 tytułów, które zdobyłeś, który dał ci najwięcej szczęścia?
Wszystkie. Nie potrafię wybrać. Są ważniejsze, jak mistrzostwo świata, jednak każdy jest nagrodą za poświęcenie całego roku i znaczył, że zrobiliśmy wszystko dobrze. Dlatego żadnego nie mogę lekceważyć.
Wygrałeś mundial seniorów, U-20, igrzyska olimpijskie, Copa América, Ligę Mistrzów, krajowe ligi… Był jakiś szczególny emocjonalnie?
Copa América z 2021 roku. Wygraliśmy z kadrą po 28 latach posuchy i coś to we mnie odblokowało, bo w klubach szło mi dobrze, a z reprezentacją nie potrafiłem tego dopiąć. Po noszeniu na barkach tak ciężkiego plecaka, wygranie tamtego finału z Brazylią po moim golu było jednym z najpiękniejszych momentów w mojej karierze.
Messi ma 38 lat, Modrić 40, Cristiano skończy 41, a cała trójka pojedzie na mundial. Tobie nie chodzi po głowie wyjazd?
To nie tak, że nie chcę, tylko uważam, że domknąłem pewien etap. Zdobyłem wszystko, czego pragnąłem, a za nami idzie młode pokolenie, więc uznałem, że to dobry moment, żeby odejść. Po mundialu w Katarze decyzja była już podjęta, chłopaki namówili mnie jeszcze na ostatnią Copa América. Skończyło się jak w filmie, zostaliśmy mistrzami i to był mój moment. Teraz kolej na innych.
Przyjechałeś do Lizbony z rodziną, a trzy lata później podpisałeś kontrakt z Realem Madryt. To było jedno z największych wyzwań w twoim życiu?
Żyłem dzień po dniu, aż w trzecim roku w Portugalii eksplodowałem formą i zaczęły przychodzić oferty od europejskich gigantów. Gdy pojawił się Real Madryt, było jasne, że nie mogę powiedzieć „nie”. To największy klub na świecie, a możliwość wyjazdu była przywilejem. Czekało mnie piękne wyzwanie, bo trafiłem na absolutny szczyt tego, co piłkarz może osiągnąć na poziomie klubowym.
Wylądowałeś w tym samym czasie co Mourinho. Co to dla ciebie znaczyło?
Wszystko. Mou jest numerem jeden, daleko przed resztą, jako człowiek i jako trener, za to, co daje piłkarzowi, drużynie i klubowi. Dla mnie zrobił wszystko i zawsze będę mu wdzięczny. Wstawił się za mną, żebym trafił do Realu Madryt po mundialu w 2010 roku, który w moim wykonaniu nie był dobry, a on mnie wspierał i chciał mieć mnie obok siebie.
Jakie wspomnienie zostało ci po tych intensywnych i bardzo napiętych meczach z Barceloną?
Wspaniałe. Za każdym razem, gdy graliśmy Klasyk, to było coś wyjątkowego. Po finale mundialu najbardziej oglądanym wydarzeniem na świecie jest mecz Real Madryt – Barça. Lubię takie mecze, na oczach całego świata, wtedy czuję się komfortowo. Rywalizacja była ostra, działo się wszystko, jednak zawsze grałem z miłością i radością, że mogę brać udział w tak pięknych spotkaniach.
Wszyscy mówią o golu Ramosa w La Décimie, a mało kto pamięta, że MVP tamtego meczu byłeś ty…
(Śmiech) Tak było. W piłce najbardziej liczą się gole i asysty i to normalne. Mnie to było obojętne, jestem bardzo dumny, że mogłem mieć udział w tym zwycięstwie tak ważnym dla klubu. Potem przyszły kolejne triumfy w Lidze Mistrzów, tamten był wyjątkowy przez to, jak długo na niego czekaliśmy.
Carlo Ancelotti zmienił ci pozycję, przesunął cię ze skrzydła do środka…
To świetny trener i wspaniały człowiek. Mam do niego ogromny sentyment. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś mówił źle o Carlo. Wsparł mnie też w krytycznym momencie, gdy krążyły plotki o odejściu, o których nawet nie wiedziałem. Powiedział mi, że znajdzie mi miejsce na boisku, żebym mógł grać.
I znalazł…
W meczu z Osasuną ustawił mnie w środku, strzeliłem gola i wszystko się zmieniło. Powtórzyliśmy to kilka razy, zdobywałem kolejne bramki. Carlo okazał mi dużo ciepła, a ja próbowałem mu to oddać na boisku.
Grałeś w jednej drużynie z Xabim Alonso. Zaskoczyło cię, że odszedł?
Tak. Mbappé mówił już, że to nie była porażka, bo przegrał tylko finał Superpucharu z Barceloną i sytuacja nie wyglądała aż tak źle. Problem w tym, że presja w Realu Madryt jest ogromna. W tak wielkim klubie cierpliwości bywa niewiele i wszyscy chcą szybkich wyników, a on jest świetnym trenerem.
Zastąpił go inny były kolega z zespołu, Arbeloa. Widzisz w nim młodszą wersję Mourinho, z którym mocno się utożsamiasz?
Nie wiem, jaki jest jako trener. Jako chłopak był świetny, lubiłem go i mieliśmy dobrą relację. Start nie był dobry, potem wyprostował kurs i wygląda na to, że z nim może to pójść w dobrą stronę.
Teraz w Lidze Mistrzów mierzą się mistrz i uczeń. Twoje serce ciągnie bardziej do czerwieni czy do bieli?
Tym razem zostaje pośrodku (śmiech). Real Madryt jest niemal pewny awansu, Benfica ma trudniej, jednak nie potrafię wybrać. W obu miejscach byłem bardzo szczęśliwy. Niech będzie, co Bóg da.
Zrobiła na tobie wrażenie etyka pracy Cristiano?
Tak. Jeśli chodzi o profesjonalizm, Cris jest numerem jeden, daleko przed innymi. Sposób, w jaki pracował, jak o siebie dbał i jak zawsze próbował być najlepszy, rywalizując z Leo, zasługuje na ogromny szacunek, tylko trafił na erę Messiego i to mocno utrudniło mu cel…
Ty zawsze stawiałeś Messiego wyżej…
Cris był „stworzony” z pracy i wysiłku, z dążenia do bycia numerem jeden, a Messi, pijąc mate w szatni, wychodził na boisko i pokazywał dar od Boga, dzięki któremu był najlepszy.
Menotti postawił cię na poziomie Messiego i Maradony…
Wtedy bardzo podziękowałem Césarowi za te słowa, jednak nie byłem nawet blisko nich, bo obaj należeli do innej rzeczywistości. To był piękny komplement, a ja nie znałem Menottiego, gdy to powiedział. Kiedy go spotkałem, podziękowałem mu osobiście, tylko wiem, że to nie jest prawda i dzieli mnie od nich przepaść.
Diego miał cię pod swoją opieką jako selekcjoner. Czego się od niego nauczyłeś?
Wielu rzeczy, najbardziej zapamiętałem przekaz, żeby grać jak na podwórku i wyciągać z siebie to, co najlepsze. Zawsze powtarzał, że boisko jest jak przydomowy ogród i to sprawiało, że byłem spokojny i potrafiłem cieszyć się grą.
Teraz w Realu Madryt jest młody argentyński skrzydłowy. Co sądzisz o Mastantuono i dokąd może dojść?
Porównywali go do mnie, jednak on ma dużo większą jakość niż ja i znacznie lepszy drybling. To piłkarz z absolutnego topu. Jego też krytykowali i skreślali, gdy coś nie szło, tak jak Xabiego, jednak ma przed sobą całą karierę. Teraz wygląda lepiej, zaczął grać więcej i zrobi ogromny progres, a o to łatwiej, gdy obok masz najlepszych.
Bolało cię odejście z Realu Madryt?
Tak, bo nie chciałem odchodzić. Mówiono, że chcę zarabiać tyle co Cristiano, a to była bzdura. Jak mógłbym żądać tyle, co ktoś, kto wygrał kilka Złotych Piłek? Byłem bardzo szczęśliwy, wygrałem Ligę Mistrzów, Carlo Ancelotti też nie chciał, żebym odchodził, tylko przyszedł James i to ja byłem tym, którego można było sprzedać.
Wbrew twojej woli?
Próbowałem zostać do ostatniego dnia. Chciałem dalej trenować. Zagrałem w pierwszym meczu Superpucharu z Atlético, a w rewanżu nawet mnie nie powołali, bo klub dogadał się już z Manchesterem United, o czym nie miałem pojęcia. Musiałem oglądać w domu, jak Atlético zdobywa trofeum. My z rodziną byliśmy bardzo szczęśliwi, czasem jednak dzieją się takie rzeczy i mnie to spotkało.
Wyjechałeś na rok do Manchesteru, potem do PSG, gdzie grałeś z Mbappé. Uważasz go dziś za najlepszego?
Tak. Kylian od lat jest wśród najlepszych na świecie. Potem na nagrody indywidualne mocno wpływają tytuły drużynowe, jednak on codziennie pokazuje, że jest w ścisłej czołówce i dziś jest najlepszy. Gdy odnalazł swój sposób gry, stał się piłkarzem, który robi różnicę.
Niedługo dojdzie do meczu Hiszpania – Argentyna w Finalissimie…
To dwie najlepsze reprezentacje świata, jednak liczę na zwycięstwo Argentyny. Zapowiada się kapitalny finał, bo obie drużyny grają podobnie i w podobny sposób patrzą na futbol. To będzie walka o to, kto dłużej utrzyma piłkę, bo obie chcą grać dokładnie to samo.
Jest jakiś młody piłkarz, który cię zachwyca?
Poza Mastantuono zwraca moją uwagę Nico Paz, ma ogromny potencjał. Oglądam go często i prezentuje bardzo wysoki poziom. Wygląda świetnie i daje sygnały, że będzie robił dalszy postęp i da Argentynie mnóstwo radości.
To piłkarz na Real Madryt?
Tak, spokojnie. Problem polega na tym, że w Realu Madryt jest wielu świetnych graczy i ściąganie go po to, żeby siedział na ławce, nie ma sensu. Pobyt w Como bardzo mu służy, ma pewność siebie, wygląda nawet lepiej niż w poprzednim sezonie i bardzo mnie to cieszy. Przyjdzie jego moment, żeby trafić do wielkiego klubu.
Widzisz swoją przyszłość jako trenera, w duecie z przyjacielem Paredesem?
Na pewno tak. Gdy skończę karierę, zacznę się kształcić i poczekam, aż on też zakończy granie, bo jemu pewnie zostało o parę lat więcej niż mnie. Spokojnie, bez pośpiechu.
Twoim wzorem będzie Mourinho?
Postaram się być sobą, tak jak byłem piłkarzem. Jako zawodnik nigdy nie chciałem być podobny do kogokolwiek i jako trener będzie tak samo. Nie chcę się w nikim przeglądać, chciałbym, żeby mój zespół robił to, co będzie wynikało ze mnie.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze