Real zanotował dzisiaj drugą najwyższą zdobycz punktową w tym sezonie w Europie (107 rzucił wcześniej Dubajowi) oraz swoją najwyższą wygraną różnicą punktów: +29 (więcej niż +26 w meczu z Fenerbahçe, 84:58). To było zwycięstwo wymarzone: miażdżące, efektowne i rozstrzygnięte dzięki koszykówce na wysokich obrotach, bo Real złamał opór rywala w mniej niż 23 minuty. Do tego doszło pojawienie się i umocnienie kilku ważnych elementów (Kramer, Łeń, Feliz, Maledon…) oraz możliwość oszczędzenia najbardziej eksploatowanych graczy na 48 godzin przed kolejnym wielkim starciem – tym razem z AS Monaco.
Poza Deckiem, który nie zdobył punktów, pozostałych 11 zawodników dołożyło co najmniej cztery oczka, a sześciu z nich zakończyło mecz z dwucyfrową zdobyczą. W tym gronie był Trey Lyles (17 punktów), którego ofensywny wybuch w drugiej kwarcie napędził demolowanie przeciwnika. Real zamknął wieczór statystykami z innej półki: 72% za dwa, 57% za trzy, aż 15 zbiórek więcej od rywala i 25 asyst (7 Maledona)
Wygrana z Barceloną, oparta na bardzo dobrej defensywie, oraz odrobienie strat przeciwko Valencii – ekipie grającej w jednym z najwyższych temp w Europie i mającej ogromny potencjał ofensywny – już pokazały, że Real zrobił krok do przodu. Zespół wygląda solidnie i momentami potrafi błyszczeć. Przy takim kalendarzu wnioski trzeba jednak formułować ostrożnie, tym bardziej w środku tygodnia. Trzecie wyzwanie, czyli wtorkowe starcie z Olimpią Mediolan u siebie, jeszcze wzmocniło wrażenie dobrej koszykówki: płynności, dobrze naoliwionych mechanizmów, a do tego fizycznej mocy i świeżości.
Tym cenniejsze, że to wszystko wydarzyło się przeciwko Olimpii, która miesiąc temu mocno zawstydziła Los Blancos. W tamtym spotkaniu zespół Giuseppe Poety pokazał jedną ze swoich największych broni: rzut za trzy – 14/27 (51%), przy 28% Realu. Pięć tygodni później Real wziął rewanż, przejeżdżając się po rywalu.
Do przerwy spotkanie było w dużej mierze rozstrzygnięte (54:36) po znakomitej pierwszej połowie, w której liderzy ustawili wynik, a Abalde był szczególnie aktywny (8 punktów już w pierwszej kwarcie). Dobitka przyszła natychmiast po wznowieniu: 62:39, a Poeta, zirytowany, z impetem ściągnął krawat.
Później tempo spadło, pojawiła się wymiana kosz za kosz, aż Real znów docisnął przy pierwszej rotacji po przerwie, gdy na parkiecie byli Feliz i kapitalny Lyles. Ten dorzucił dwa kolejne trafienia za trzy do 11 punktów, które zdobył w swojej serii w drugiej kwarcie – przewaga urosła do +27 (75:48). Od tego momentu Włosi próbowali jedynie „podmalować” wynik, bez powodzenia, a Real mądrze rozłożył siły. Odpoczynek dostali Campazzo, Hezonja, Tavares…, a więcej miejsca i odpowiedzialności przypadło Łeniowi (8 punktów i 5 zbiórek) oraz Kramerowi, który – po świetnym występie przeciwko Valencii – znów dołożył swoje: obronę, siłę w wejściach pod kosz, rzut… i stały uśmiech. Maszyna pracowała aż do końcowego 106:77.
W czwartek Real ponownie zagra u siebie, tym razem z Monaco, które przed tą kolejką miało tyle samo zwycięstw co lider (15), ale we wtorek przegrało u siebie po dogrywce z Crveną zvezdą.
106 – Real Madryt (30+24+24+28): Abalde (10), Campazzo (7), Okeke (5), Hezonja (13), Tavares (10), Lyles (17), Maledon (9), Deck (0), Garuba (4), Feliz (11), Kramer (12), Łeń (8).
77 – Olimpia Mediolan (23+13+19+22): Shields (8), LeDay (9), Brooks (10), Ellis (8), Booker (6), Gudurić (15), Nebo (4), Ricci (6), Brown (4), Mannion (6), Dunston (1), Flaccadori (0).
Wynik dwumeczu: Real Madryt 188:166 Olimpia Mediolan
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się