City dalej szaleje na rynku, a sprawa naruszeń finansowych potrwa… kolejny rok?
Manchester City przy kryzysie z kontuzjami i wynikami w zimowym okienku transferowym znowu ruszył na rynek, tworząc kolejne pytania o zasady finansowe. Tymczasem sprawa zarzutów badanych przez Premier League może wydłużyć się nawet o kolejny rok.
Pep Guardiola w trakcie weekendowych derbów z Manchesterem United. (fot. Getty Images)
W piątek podawaliśmy, że Marc Guéhi przejdzie z Crystal Palace do Manchesteru City. 25-letniemu środkowemu obrońcy kontrakt z Londyńczykami wygasa latem tego roku, ale wobec problemów kadrowych w defensywie The Citizens już teraz ruszyli po Anglika i dogadali się z jego obecnym klubem. Klub Pepa Guardioli ma zapłacić za reprezentanta Anglii w zależności od źródła od 23 do 30 milionów euro. To będzie jego druga zimowa operacja po zapłaceniu 72 milionów euro za Antoine'a Semenyo.
Pozyskanie Guéhiego doprowadzi wydatki City tylko w tym sezonie do ponad 300 milionów euro przy zarobieniu zaledwie 70 milionów euro. To trzeci sezon z rzędu, w którym Obywatele kupują nowych graczy w sezonie za ponad 240 milionów euro. Jeśli na portalu TransferMarkt weźmiemy pod uwagę wydatki w ostatnich 6 latach, czyli przez standardowy okres obowiązywania kontraktu gracza i amortyzacji jego pozyskania, to City wydało 1,25 miliarda euro, zarobiło 671 milionów euro, a jego bilans netto w tym 6-letnim okresie to -578 milionów euro. Gorszy bilans ma tylko Chelsea. Real Madryt w tym okresie wydał 487 milionów euro, zarobił 310 milionów i jego bilans to -177 milionów euro.
Jeśli na portalu TransferMarkt weźmiemy pod uwagę wydatki w ostatnich w erze Guardioli w City, czyli od 2016 roku, to jego City przez tych ponad 10 lat wydało 2,03 miliarda euro, zarobiło 926 milionów euro, a jego bilans netto w tym okresie to -1,105 miliarda euro. Także tutaj gorszy bilans ma tylko Chelsea. Real Madryt w tym okresie wydał 1,08 miliarda euro, zarobił 753 miliony i jego bilans to -330 milionów euro. City traci więc średnio na transferach ponad 100 milionów euro w każdym z tych 11 sezonów, a Real Madryt 30 milionów euro.
Do tego wszystkiego Miguel Delaney, szef sportu w dzienniku Independent, przypomina o sprawie słynnych 115 (a nawet 130) zarzutów naruszenia angielskiego Finansowego Fair Play przez Manchester City. Cytowaliśmy go jesienią, gdy podawał, że orzeczenie sędziów wyznaczonych przez Premier League pojawi się w październiku. Teraz przekazuje, że sprawa może... przeciągnąć się nawet o rok. Przedstawiamy tłumaczenie jego artykułu w tej sprawie:
Sprawa Manchesteru City może potrwać jeszcze co najmniej rok, a potencjalnie znacznie dłużej – wynika ze źródeł zaznajomionych z przebiegiem postępowania. The Independent dowiedział się również, że niezależny panel trzech sędziów nie podjął jeszcze decyzji, co sam klub ujawnił przy publikacji swoich rocznych sprawozdań finansowych w grudniu. Poza tym nikt nie ma pojęcia, kiedy sędziowie faktycznie wydadzą orzeczenie. Wiadomo, że pracowali oni równolegle również nad innymi sprawami. Pierwszy wyrok najpewniej będzie tylko dodatkowym obciążeniem, bo osoby bliskie sprawie mają „stuprocentowe przekonanie”, że City stanowczo odwoła się od każdego niekorzystnego dla siebie rozstrzygnięcia. Klub podtrzymuje, że jest niewinny. Inne źródła twierdzą jednak, że zgodnie z regulaminem Premier League podstawy do odwołania byłyby bardzo ograniczone i postępowanie apelacyjne nie trwałoby dłużej niż rok, o ile w sprawie prowadzonej przez Premier League nie wystąpią poważne uchybienia.
Śledztwo stało się w ostatnich tygodniach ponownie przedmiotem dyskusji. Zarówno dlatego, że rok 2026 jest dziewiątym rokiem trwania sprawy, licząc od ujawnienia Football Leaks w listopadzie 2018 roku, jak i ze względu na sposób, w jaki klub nadal wydaje pieniądze. Jeśli City pozyska Marca Guéhiego z Crystal Palace, to łączny bilans samych wydatków transferowych od zakończenia przesłuchań w grudniu 2024 roku, czyli przez nieco ponad rok, zbliży się do 500 mln funtów.
To zirytowało niektórych w Premier League, ale spotkało się też z pewnym zmęczeniem tematem. Wiele klubów chce już tylko tego, aby po prostu cały proces dobiegł końca, zwłaszcza że, jak się wycenia, koszty obsługi prawnej po obu stronach sięgają dziesiątek milionów funtów. W przypadku ewentualnego odwołania mogą one jeszcze znacząco wzrosnąć.
Choć wiele osób związanych z City odczuwa frustrację, gdy sprawa jest poruszana, szczególnie przed wielkimi meczami, takimi jak sobotnie derby Manchesteru, prawda jest taka, że niepewność w równym stopniu dotyczy kibiców. Żaden klub nie powinien mieć nad sobą takiego ciężaru przez tak długi czas, zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjalne konsekwencje. Długość trwania dochodzenia może oznaczać jeszcze większe zniekształcenie historii Premier League, jeśli City zostanie uznane za winne i zostaną nałożone najpoważniejsze sankcje, a tym bardziej w połączeniu z faktem, jak długi okres obejmują same zarzuty.
Liczby są pod tym względem równie uderzające. Oprócz miliardów wydanych na transfery i wynagrodzenia od momentu wszczęcia dochodzenia, City zdobyło pięć tytułów mistrza Premier League, Ligę Mistrzów, dwa Puchary Anglii oraz trzy Puchary Ligi. Potrójna korona oraz jeden dodatkowy tytuł ligowy przypadły na okres już po ogłoszeniu zarzutów w lutym 2023 roku. Z szerszej perspektywy zdumiewające jest to, że najbardziej wartościowe sportowe rozgrywki na świecie – oraz prawdopodobnie najbardziej udany brytyjski „produkt eksportowy” – znalazły się w sytuacji, w której tak poważne wątpliwości utrzymują się przez tak długi czas. Sprawa City ciążyła nad Premier League przez nawet 21 procent jej historii, biorąc pod uwagę, że obecnie mija 86 miesięcy z 401 jej istnienia. Odsetek ten wzrasta do 48,4 procent, jeśli cofnąć się do sezonu 2009/10, czyli pierwszego sezonu, którego dotyczą zarzuty.
Ze strony Premier League również słychać frustrację wśród wysokich rangą działaczy, zwłaszcza że są oni świadomi niepewności, jaką niesie brak rozstrzygnięcia. Jednocześnie zdają sobie oni sprawę z wyjątkowej złożoności tej sprawy i akceptują, że takie po prostu jest działanie mechanizmów regulacyjnych. Mimo wszystko takie liczby wywołały serię pytań, które są dziś wielokrotnie zadawane przez czołowe postacie futbolu: o same rozgrywki, o przebieg procesu oraz o system regulacyjny Premier League.
Najważniejsze z nich brzmi: jeśli City zostanie uznane winne najważniejszych naruszeń, to co wtedy? Choć odwołanie jest praktycznie pewne, musiałoby ono dotyczyć kwestii proceduralnych, bo podstawy apelacji są bardzo ograniczone przez regulamin Premier League. Niemniej jednak same te ograniczenia również mogłyby stać się przedmiotem zaskarżenia. Bardziej kluczową kwestią byłaby kara oraz to, czy jej wykonanie zostałoby zawieszone do czasu rozpatrzenia odwołania. Trybunał musiałby również zostać zapytany o zakres i charakter sankcji. Pojawia się też pytanie, co w sytuacji, gdy rozstrzygnięcie zapadnie pod koniec sezonu, skoro opóźnienie zaledwie o miesiąc mogłoby oznaczać, że inne kluby stracą mistrzostwo lub miejsca dające awans do Ligi Mistrzów.
Z drugiej strony, choć przedstawiciele niektórych klubów dziś twierdzą, że nie ma to już dla nich znaczenia, bo mowa o naruszeniach sprzed nawet 17 lat, to mogliby oni mieć prawo do odszkodowania, jeśli City zostanie uznane za winne oszustwa. Obecnie nie istnieją żadne wytyczne dotyczące sposobu rozpatrywania takich roszczeń ani nawet tego, czy jakiekolwiek rekompensaty finansowe mogłyby zostać przełożone na korzyści sportowe w ramach obowiązujących przepisów finansowych. Pozostaje też największe pytanie: czy taki werdykt mógłby doprowadzić do przymusowej sprzedaży klubu na mocy nowych regulacji związanych z Niezależnym Regulatorem Piłki Nożnej.
Ministerialny Departament Kultury, Mediów i Sportu już wcześniej zapowiadał, że „nieuczciwi właściciele” będą eliminowani z angielskiego futbolu, jednak osoby z wewnątrz nie potrafiły odpowiedzieć na pytanie, czy City mogłoby zostać zaliczone do tej kategorii w przypadku uznania jego winy. Przy tym istnieje świadomość, że taki rozwój wydarzeń mógłby doprowadzić do incydentu dyplomatycznego.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze