Poprawny wynik w złych czasach
W meczu 20. kolejki La Ligi Real Madryt wygrał z Levante 2:0. Bramki zdobyli Kylian Mbappé i Raúl Asencio.
Raúl Asencio i Kylian Mbappé cieszą się po golu na 2:0. (fot. Getty Images)
Gdybyśmy nie znali poprzednich wyników Realu Madryt i w analizie dzisiejszego meczu skupili się wyłącznie faktycznie na starciu z Levante, moglibyśmy napisać, że gwizdy spętały nogi zawodnikom. Tyle że gwizdy nie wzięły się znikąd i nawet jeśli ktoś nie gwizdałby dziś na Bernabéu, kibiców pokazujących w ten sposób niezadowolenie najzwyczajniej w świecie trzeba rozumieć.
W pierwszej połowie trudno pisać o dobrej grze Realu. Levante się cofnęło, czekało, czekało i się nie doczekało. Był strzał Mbappé po świetnym podaniu Asencio, była sytuacja Gonzalo po rzucie wolnym Valverde, ale na tym akcje godne wspomnienia się skończyły. Levante też miało swoje okazje, zaczynając już w pierwszej minucie, gdy Karl Etta Eyong fatalnie uderzył z bliskiej odległości.
Álvaro Arbeloa tak jak każdy sympatyk Realu Madryt nie mógł być zadowolony z tego, co widział w pierwszej połowie i w przerwie dokonał dwóch roszad. Wpuścił na boisko Franco Mastantuono i Ardę Gülera, którzy zastąpili Gonzalo Garcíę i Eduardo Camavingę.
Real wreszcie zaczął robić coś więcej, by przekonać do siebie kibiców i nieco przyciszyć gwizdy. Zaczął częściej naciskać, szybciej odbierać piłkę, grać szybciej, podejmować ryzyko, co przekładało się na liczbę szans. Wreszcie swoje zrobił wprowadzony z ławki Arda, swoje umiejętności zaprezentował Mbappé, który wywalczył rzut karny, a chwilę później otworzył wynik meczu.
Po mniej niż 10 minutach było już 2:0. Tym razem Arda dograł prosto na głowę Asencio, który w stylu wiadomo kogo mocno uderzył głową. Levante nie miało w ofensywie nic do zaoferowania, a Real dość dobrze się odnajdywał z coraz bardziej przeciekającym w obronie rywalem. Swoje okazje mieli jeszcze Franco Mastantuono, który uderzył w poprzeczkę, ale też Vinícius, który mimo chęci nie pokazał dziś dobrej dyspozycji.
Piłkarze nie mieli dziś łatwych warunków do gry, bo publiczność na Bernabéu uznała, że na takie nie zasługują. W tych trudnych – i w dużej mierze usprawiedliwionych – warunkach w drugiej połowie Real wziął się do roboty i w pełni zasłużenie ograł rywala ze strefy spadkowej. Ani nie był to pokaz siły, ani nie była to katastrofa. Za nami spotkanie z jednej strony historyczne, bo w ostatnich 20 latach trudno sobie przypomnieć podobne „wsparcie”, a z drugiej – pod względem sportowym – trudno cokolwiek wyróżnić.
Ale jest jeszcze jedna ważna rzecz w kontekście walki o jeden z dwóch możliwych pucharów. W lidze Real nadal jest żywy i traci dziś tylko punkt do Barcelony, która jutro zagra z Realem Sociedad. I to, w oderwaniu od całego kontekstu, jest bardzo dobrą wiadomością.
Real Madryt – Levante UD 2:0 (0:0)
1:0 Mbappé 58' (rzut karny)
2:0 Asencio 65' (asysta: Arda Güler)
Real Madryt: Courtois; Valverde, Asencio (90' Alaba), Huijsen (61' Ceballos), Carreras; Tchouaméni, Camavinga (46' Arda Güler), Bellingham, Gonzalo (46' Mastantuono); Vinicius, Mbappé
Levante: Ryan; Toljan, Dela, Matturro, Manu Sánchez; Vencedor (66' Raghouber), Pablo; Romero (83' Olasagasti), Tunde (83' Carlos Espí), Carlos Álvarez (83' Paco Cortés); Etta Eyong (66' Losada)
Pobierz aplikację Superscore i zanurz się w statystykach Królewskich. [współpraca]
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze