Advertisement
Menu
/ marca.com

Brutalna rzeczywistość Realu przed finałem

Zespół Xabiego Alonso, który przetrwał starcie z Atlético bez gry i z mnóstwem wątpliwości, będzie szukał wielkiego wyczynu przeciwko Barcelonie… w środku plagi kontuzji i przy alarmującym braku jakości w grze.

Foto: Brutalna rzeczywistość Realu przed finałem
Antonio Rüdiger. (fot. Getty Images)

Real Madryt jest w finale, a jednak wcale nie czuje spokoju. Starcie z Atlético zostawiło po sobie nieprzyjemne, niemal sprzeczne wrażenie: drużyny, która wygrała – bo tego wymaga się w klubie z Madrytu – ale nie potrafi przekonać. Idzie dalej, choć każdy kolejny krok wygląda na bardziej kruchy niż poprzedni. Awans był przypieczętowany, lecz cena okazała się wysoka: słaba gra, mnóstwo znaków zapytania i kadra coraz mocniej poturbowana kontuzjami, opisuje dziennik MARCA.

Xabi Alonso obronił piłkę meczową. Dosłownie. Trener Realu, kwestionowany przez sporą część sezonu, utrzymuje się na powierzchni dzięki zwycięstwu równie cennemu, co niepokojącemu. Bo Real Madryt był w starciu z Atlético gorszy niemal pod każdym względem, a tylko indywidualny talent uchronił go przed innym finałem tej historii. W niedzielę, przeciwko Barcelonie, może już nie wystarczyć samo doświadczenie i „przepchnięcie” meczu. „To był półfinał, a ten zespół umie grać półfinały i umie rywalizować. Celem było awansować do finału, który będzie inny, a Mbappé przylatuje jutro”, zapewniał Xabi.

To także zasługa Xabiego
Jeśli Real jest w finale, to w dużej mierze dzięki dwóm piłkarzom, którzy w pierwszych miesiącach sezonu byli na celowniku. Fede Valverde i Rodrygo zrobili krok do przodu wtedy, gdy drużyna najbardziej tego potrzebowała. Obaj podtrzymali przy życiu rozmyty, nieskładny Real i potwierdzili, że są w najlepszym momencie tego sezonu. I to też trzeba powiedzieć: to również zasługa Xabiego Alonso, który mimo zewnętrznego szumu nigdy nie przestał im ufać, zauważa MARCA.

Valverde był niestrudzony w defensywie, groźny w ataku z prawej strony obrony i decydujący dzięki swojemu pierwszemu golowi w tym sezonie. A potem, w strefie mieszanej, przekazał rzadko słyszany komunikat. „Czuliśmy zmęczenie, a rywal miał większy wpływ na grę na naszej połowie i stworzył sobie klarowne okazje. To prawda, że my też mieliśmy swoje, ale wynikały z ich strat i kontrataków, a to nie jest to, nad czym pracujemy… My pracujemy nad posiadaniem piłki. Trzeba być samokrytycznym i dalej się poprawiać”, przyznał Urugwajczyk.

Liczby, które potrząsają Realem
Słowa Valverde bardzo dokładnie oddają to, co było widać na boisku. Plan Xabiego Alonso nie był tym, co ostatecznie wykonał zespół. Real szybko objął prowadzenie i od tego momentu zaczął gasnąć. Oddawał teren, cofał się i był zdany na łaskę wysokiego pressingu Atlético, nie potrafiąc ani zdominować gry w fazie budowania akcji, ani utrzymać ciągłości w posiadaniu piłki. Wyprowadzenie futbolówki było stałym problemem. Nikt nie pokazywał się do gry, a najczęściej powtarzającym się rozwiązaniem był długi wykop Courtois w stronę Gonzalo. Wychowanek miał niewiele kontaktów z piłką, harował w starciach ze stoperami Atlético, ale Real nigdy nie zdołał złapać oddechu przy piłce, stwierdza MARCA.

Dane wzmacniają to wrażenie: mniej posiadania (55 procent do 45 procent), mniej strzałów (22 do 8), mniej rzutów rożnych (8 do 1), mniej kontaktów z piłką w polu karnym rywala (37 do 16) i gorsze wskaźniki goli oczekiwanych (2,26 dla Atlético przy 1,15 dla Realu). Królewscy przegrali praktycznie wszystkie bitwy w meczu… poza tą najważniejszą: na tablicy wyników.

Indywidualny talent po raz kolejny przykrył bardzo słaby występ drużyny jako całości. Xabi Alonso wciąż stoi na nogach, ale okoliczności nie zachęcają do optymizmu. Na horyzoncie pojawia się Barcelona, która rośnie i Real zmuszony do kombinowania, z obroną w rozsypce i z minimalnym czasem na odzyskanie kolejnych zawodników. Zadanie jest piekielnie trudne. Choć jeśli historia Realu Madryt czegoś uczy, to tego, że w finale nigdy nie wolno go skreślać. Dżudda wyda wyrok w tę niedzielę. Kto wie, czy będzie to ostatni mecz Xabiego Alonso na ławce Los Blancos, czy początek niespodziewanego odrodzenia. Jedno jest pewne: dziś Real żyje… ale do swojej najlepszej wersji ma bardzo daleko, podsumowuje MARCA.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!