Advertisement
Menu
/ as.com

Valverde odpala armatę

Po sześciu latach Fede Valverde znów był bohaterem superpucharowego starcia z Atlético Madryt w Arabii Saudyjskiej. I jak wcześniej zasłynął z faulu na Álvaro Moracie, tak wczoraj popisał się golazo po potężnym strzale z dystansu.

Foto: Valverde odpala armatę
Fede Valverde. (fot. Getty Images)

To było jedno z ikonicznych zagrań w karierze Fede Valverde. Sześć lat temu w innym derbowym starciu w Superpucharze Hiszpanii urugwajski zawodnik sfaulował wychodzącego sam na sam z bramkarzem Álvaro Moratę, przypomina AS. W tamtym momencie Atlético Madryt mogło wyjść na prowadzenie w dogrywce i tym samym uniknąć serii rzutów karnych, w której lepsi ostatecznie okazali się Królewscy. Jednak Valverde zatrzymał nieprzepisowo Moratę, uratował swój zespół przed stratą gola, obejrzał za to zagranie czerwoną kartkę, a decyzji tej pogratulował mu nawet Diego Simeone. Tamtego wieczoru w Dżeddzie Urugwajczyk wyciągnął młotek – ale wczoraj w tym samym miejscu i z tym samym rywalem postanowił odpalić armatę.

Już na samym początku półfinałowego meczu z Atleti faulowany przed polem karnym był Jude Bellingham. I jako że na boisku nie było Ardy Gülera, który jest głównym odpowiedzialnym za wykonywanie stałych fragmentów gry, do piłki podszedł właśnie Valverde. „Dodaliśmy mu pewności siebie. Po odgwizdaniu wolnego był ustawiony daleko, ale wszyscy powiedzieliśmy mu, aby uderzał. Z takimi umiejętnościami powinien próbować przynajmniej dziesięć razy w każdym meczu”, tłumaczył po spotkaniu Rodrygo.

Piłka po uderzeniu urugwajskiego piłkarza pomknęła na bramkę Jana Oblaka z prędkością 108 km/h. Strzał w stylu najlepszego Roberto Carlosa. „Do jego strzałów brakuje mi siły w nodze, ale najważniejsze, że weszło”, opowiadał wyraźnie uradowany Fede. Thibaut Courtois z kolei sam z siebie postanowił zadedykować to trafienie właśnie Roberto Carlosowi, który w ostatnim czasie z powodu problemów zdrowotnych musiał na chwilę wylądować w szpitalu: „To był mały prezent dla Roberto Carlosa. Fede strzela jak szalony. To było jak z kreskówki”.

Pierwsza bramka we wczorajszym meczu i pierwsza w wykonaniu 27-letniego Urugwajczyka w całym obecnym sezonie. Urugwajczyka, który zawsze jest gotowy się poświęcać dla dobra zespołu, który wobec licznych absencji wielokrotnie musi grać na prawej obronie i który zrobi wszystko dla opaski kapitańskiej. W odróżnieniu jednak od poprzednich lat sezon 2025/26 stoi u Valverde bardziej pod znakiem asyst niż goli. Ta, którą zanotował przy bramce Rodrygo na 2:0, była jego siódmą w obecnym sezonie. Do wyrównania swojego indywidualnego rekordu asyst w jednym sezonie brakuje mu już tylko jednej.

„To był klasyczny gol w wykonaniu Fede, to był wielki strzał. Rozegrał wielki mecz. Bramka, asysta, cały przekaz do zespołu, współpraca z innymi, intensywność w obronie… Ma w sobie ten konkurencyjny gen. Bramki nie są u niego czymś najważniejszym, ale na pewno dodają mu energii”, chwalił swojego zawodnika Xabi Alonso. W rok 2026 Valverde wchodzi na najwyższej dawce energii – dwa rozegrane spotkania, w których zanotował jedną bramkę i trzy asysty. A od wczoraj Arabia Saudyjska będzie mu się kojarzyć już nie tylko z młotkiem sprzed sześciu lat, ale również z prawdziwą armatą, podsumowuje AS.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!