Wielka remontada na początek roku
W 19. kolejce Euroligi Real Madryt pokonał Dubaj. Królewscy rozegrali fatalną drugą kwartę, ale dzięki rewelacyjnej grze zespołowej podnieśli się w wielkim stylu.
Facundo Campazzo i Andrés Feliz. (fot. Getty Images)
Koszykarze Realu Madryt rozpoczęli rok zwycięstwem, i to nie byle jakim. Pokonali Dubaj po rozegraniu fatalnej pierwszej połowy. Znów udowodnili, że po przerwie są w stanie zareagować z wielką siłą. Graczem meczu został Lyles, ale wystarczy rzut oka na punkty efektywności gry: Lyles – 21, Abalde – 18, Campazzo – 18, Hezonja – 17, Deck – 17, Tavares – 16, Maledon – 15. Real Madryt zmierza w dobrym kierunku, a dzisiaj dał wyraźny sygnał, że jest w stanie dokonywać niesamowitych rzeczy nie dzięki indywidualnościom, ale dzięki zespołowej grze.
Pierwsza kwarta była dobra w wykonaniu Realu Madryt i nic w początkowych minutach nie zwiastowało późniejszych problemów. Co prawda od razu na wysoki poziom wskoczył Kabengele, ale Królewscy znajdowali na to odpowiedź. Całkiem nieźle wychodziły rzuty z obwodu i Hezonja nie zawodził. Szybko udało się odzyskać na krótko stracone prowadzenie, a dużo wartości z ławki wniósł Gabriel Deck. Obrona nie była w stanie zatrzymać zawodników z Dubaju, ale ofensywa działała bez zarzutu (27:24).
Przez kilka minut drugiej części walka ciągle była wyrównana. Niestety, później wszystko zaczęło się komplikować. Dubaj dzięki skuteczności na odwodzie popisał się serią 10:0. To wytrąciło Madrytczyków z równowagi. Przewaga gości szybko zrobiła się dwucyfrowa, a w obronie brakowało pomysłu na zatrzymanie ataku rywali. Coraz bardziej desperackie próby kończyły się błędami. Nerwy też zaczęły puszczać i Dubaj miał dużo szans na linii rzutów osobistych. Efektem był dorobek 58 punktów w połowie rywalizacji. Kompromitujący wynik dla podopiecznych Scariolo (44:58).
Real Madryt potrzebował reakcji i ta reakcja nadeszła po zmianie stron. Cokolwiek Scariolo przekazał zawodnikom w szatni, to podziałało. W końcu zaczęła działać obrona i dzięki temu seria 11:0 przywróciła Królewskich do gry. Dubaj się w końcu ocknął, ale nie zdołał całkowicie zatrzymać gospodarzy, którzy doprowadzili do remisu 64:64. Tak wielki pościg był wyczerpujący fizycznie, więc Real Madryt potrzebował chwili oddechu, co goście wykorzystali, by nadal prowadzić po 30 minutach, chociaż różnica była minimalna (73:74).
Królewscy przystąpili do czwartej kwarty naładowani pozytywnymi emocjami. Publiczność też wyczuła, że drużyna nabrała rozpędu. Dubaj natomiast słabł. Brakowało mu rotacji i kluczowi zawodnicy, jak Bacon, Wright czy Kabengele zaczynali tracić energię. Wyrównana walka trwała tylko kilka minut. Później Real Madryt panował na parkiecie. Samo zwycięstwo nie wystarczało. Podopieczni Scariolo chcieli coś udowodnić i to im się udało. Zademonstrowali dzisiaj swoją siłę, którą jest gra zespołowa. Nie ma jednego lidera, jest wielu bardzo mocnych zawodników będących w stanie zrobić różnicę.
107 – Real Madryt (27+17+29+34): Abalde (14), Campazzo (17), Okeke (2), Hezonja (20), Tavares (6), Lyles (17), Maledon (10), Deck (12), Garuba (4), Llull (0), Feliz (5), Łeń (-).
93 – Dubai Basketball (24+34+16+19): Bacon (26), Abass (0), Kabengele (11), Wright IV (14), Petrušev (11), Avramović (13), Prepelič (0), Bertāns (5), Anderson (6), Şanlı (7), Armstrong (-), Kamenjaš (-).
Poza kadrą znaleźli się:
- Izan Almansa – decyzja trenera
- Gabriele Procida – decyzja trenera
- David Krämer – decyzja trenera
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze