– Debiut w Realu przeciwko Barcelonie? Grałem w Castilli i nagle stajesz się w centrum uwagi wszystkich. Ale jeśli chcę się tym zajmować, to takie rzeczy są na porządku dziennym. Trzeba z nimi żyć. Dla chłopaka, który nie zagrał wcześniej ani jednego meczu jako profesjonalista, debiut w takim spotkaniu to coś bardzo trudnego. Wyobraź sobie tę sytuację… Dzień wcześniej rozegrałem ponad 80 minut (w Méridzie – dop.). Powiedzieli mi o opcji wyjazdu, a ja miałem rozwaloną kostkę, ale chciałem przeżyć to doświadczenie. Do Barcelony dotarłem o drugiej w nocy. Wszyscy piłkarze pierwszego zespołu byli gotowi, nie sądziłem, że dostanę szansę wejścia, a jednak ją dostałem. Ludzie, którzy dobrze mi życzą, pamiętają właśnie to. Dziś jestem wdzięczny, bo to mnie ukształtowało i przyspieszyło dojrzewanie. Zawsze miałem poukładane w głowie i nie chciałem nadawać temu większego znaczenia.
– Bycie jednym z najszybszych w lidze? W zeszłym roku, w sparingu na Teneryfie, złapałem wiatr w plecy i wyszło mi 38,2 km/h. A w meczu ligowym chyba zrobiłem 36,6. Lubię sprawdzać, ile przebiegłem, ile metrów pokonałem z wysoką intensywnością… Zobaczyć, dokąd da się dojść, i z dnia na dzień być lepszym. To geny. Miałem to w sobie. Trudno było mi przejść tę przemianę fizyczną. Wcześniej grałem jako ofensywny pomocnik albo „ósemka”. A kiedy złapałem ten pik prędkości, przesunęli mnie na skrzydło. Nie gram tam też od wielu lat, a i nie pracuję nad tym przesadnie dużo. Bardziej skupiam się na zapobieganiu urazom. Jako zawodnik eksplozywny mam większe ryzyko, że coś strzeli przy ruszeniu. O to dbałem, bo w zeszłym roku miałem sporo problemów ze stawem skokowym. Cel to wzmocnić tę okolicę, przyzwyczaić ją do takich obciążeń.
– Odejście z La Masii? W Barcelonie byłem mniejszy i na początku trudno wytrzymać presję. Niektórzy są tam całe życie, ale kiedy przychodzi chłopak z zewnątrz, to nie tyle presja klubu, ile poczucie, że jesteś w wielkim miejscu. Nie rozumiesz pewnych rzeczy i musisz przejść przez konkretne etapy. Dojrzałem. Gdybym miał wskazać coś pozytywnego, to metodologia: jak rozumieją grę
– Przejście do Realu? Chciałem przeżyć doświadczenie wyjazdu z domu i życia dla piłki. To mnie przyciągnęło, więc wybrałem Real. Każde miejsce ma swoje koncepcje, a tam mocniej pracuje się nad grą pionową, kontratakami.
– Rytm gry w La Lidze? Na początku brakowało mi sił w końcówkach. Teraz czuję się coraz lepiej. Wtedy mecze się otwierają i w ostatnie pół godziny pojawia się więcej przestrzeni.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się