Real Madryt pokazał na San Mamés swoją najlepszą wersję w tym sezonie. Stało się tak dzięki planowi Xabiego Alonso, który właśnie wtedy, gdy był najmocniej pod ostrzałem po trzech kolejnych potknięciach w La Lidze z Rayo, Elche i Gironą, wreszcie znalazł idealną formułę dla swojego zespołu. Pojawiła się ważna nowość taktyczna. Real w obronie wyszedł w ustawieniu 4-4-2, które przy wyprowadzaniu piłki od tyłu zmieniało się w 3-5-2: Tchouaméni wchodził między stoperów, a Trent i Carreras ustawiali się bardzo szeroko, co wypychało Bellinghama i Valverde do gry w półprzestrzeniach. Dzięki temu Real miał świetnie zabezpieczone strefy po stracie i szybko odzyskiwał piłkę (13 odbiorów w ostatniej tercji), dusząc Athletic. Dokładnie o taką tożsamość chodzi Xabiemu, opisuje Marco Ruiz z dziennik AS.
Tym razem ustawienie naprawdę wydobyło to, co najlepsze, z każdego piłkarza na boisku. Przy Mbappé grającym jak z innej galaktyki wreszcie mogliśmy zobaczyć także szczęśliwego Viníciusa, który nie był już tak przywiązany do obowiązków defensywnych. Mając więcej swobody w ataku, był drugim zawodnikiem z największą liczbą podań na połowie rywala – 14 – i oddał tyle samo strzałów co Mbappé (4), choć nie zdołał zdobyć bramki. Najwięcej zyskał jednak Trent, bardzo mocno wpływając na grę ofensywną. Anglik dośrodkowywał najczęściej w całym meczu (7 razy), mimo że zszedł z kontuzją już w 53. minucie.
Szkoda urazu Trenta, ale także kontuzji Camavingi, kolejnego z piłkarzy „przekwalifikowanych” w nowym systemie. Francuz błyszczał w ataku i zdobył gola, a do tego miał najwyższy wśród graczy Realu wskaźnik expected goals w tym meczu (0,77) – wyższy nawet niż Mbappé (0,45) czy Vinícius (0,56). Imponował też w defensywie, notując 7 odzyskanych piłek. Obok niego także Valverde wygląda zupełnie inaczej, gdy gra w środku pola, zauważa dziennikarz Asa.
Osobnej wzmianki wymaga rozwiązanie, które Xabi znalazł w tym systemie dla Bellinghama. Anglik definitywnie porzuca rolę mediapunty grającego za Mbappé, by zaczynać na lewej stronie… przynajmniej wyjściowo, w tym 4-4-2. W fazie ataku Jude miał jednak na San Mamés pełną swobodę. Jednocześnie był mocno obciążony powrotami, by znów domknąć lewą stronę. Bellingham rozegrał kapitalną pierwszą połowę. Zakończył mecz jako piłkarz z największą liczbą odzyskanych piłek (7) obok Camavingi (7), przy tylko jednym mniej niż Valverde (6). Był wszędzie (6 wygranych pojedynków w defensywie), aż do momentu, gdy przy wyniku 0:3 mógł trochę spuścić z tonu. Anglik potrafi błyszczeć także dalej od bramki, być „bardziej pomocnikiem” – dokładnie tak wyobrażał go sobie Xabi na starcie projektu.
Nagle, wraz z tą nową formułą Xabiego, wszystko, co działo się wokół Tchouaméniego, nabrało harmonii. To on był prawdziwą osią gry na San Mamés i piłkarzem z największą liczbą kontaktów z piłką w meczu (104), wyraźnie przed Carrerasem (85), Militão (76) czy Rüdigerem (75). Real był solidny, nie zostawiał przeciwnikowi żadnych szczelin, a na dodatek strzelił jedną z najpiękniejszych bramek całego sezonu. Akcję głową wykończył Camavinga, ale nieprzerwana sekwencja utrzymania się przy piłce trwała 41 sekund (od 41:16 do 41:57), a zespół wymienił w tym czasie 15 podań i wykonał 42 kontakty z piłką.
Jednym ruchem Xabi wyciągnął z rękawa inny Real – taki, jaki obiecywał na początku sezonu, dużo bliższy rock and rollowi. San Mamés może okazać się punktem zwrotnym na dalszą część rozgrywek, choć los okrutnie doświadczył Trenta i Camavingę, dwóch kluczowych ogniw tej nowej konstrukcji trenera, podsumowuje Marco Ruiz.
Komentarze (37)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się