Menu
dziobo / RealMadryt.pl

FC Polska - Real Madryt Veteranos 4:4

Zaległa relacja z sobotniego meczu dobroczynnego

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Sezon ogórkowy w piłce nożnej w pełni. Wszelakie media co rusz zasypują nas coraz to bardziej wymyślnymi plotkami o kolejnych transferach piłkarzy, a ci albo wylegują się na plażach w odległych kurortach, albo... występują w różnej maści meczach towarzyskich. W miniony weekend doszło w Polsce do kilku takich spotkań, spośród których do miana najbardziej spektakularnego z pewnością kandydował pojedynek na stadionie Wisły Kraków. Dla nas, kibiców Realu, było to tym bardziej ciekawe wydarzenie, gdyż przy Reymonta byli reprezentanci Polski zmierzyli się z zespołem legend Realu Madryt. Dochód z tego niecodziennego widowiska sportowego wesprze akcję "Knock Out Dystrofii - Ratujemy Życie" Stowarzyszenia Serdeczni i Ogólnopolskiego Centrum Dystrofii, niosącym pomoc dzieciom cierpiącym na zanik mięśni.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego Piotra Wernera było wiadomo, że jedynymi zwycięzcami tego meczu będą nieuleczalnie chore dzieci. Jednakże na murawie nie brakowało ostrych starć, szybkiego tempa gry i walki o zwycięstwo do samego końca. A więc podobnie było podobnie, jak rok temu w Lodzi. "Myślę, że szlachectwo, królestwo zobowiązuje i jak przyjeżdżają Królewscy to obojętnie czy jest to mecz charytatywny czy nie, to przyjeżdżają po to, żeby wygrać", skomentował tamto spotkanie Mateusz Borek. I tak jak w sobotnim meczu weterani Realu grali na chwałę swojego klubu, tak zespół polskich gwiazd pałał chęcią rewanżu za ubiegłoroczną przegraną 2:3. Pierwszoplanową postacią tamtego pojedynku był José Emilio Amavisca. Nie inaczej było i tym razem.

Zanim jednak nasz lewoskrzydłowy doszedł do głosu, na prowadzenie wyszedł zespół FC Polska. Tomasz Kłos zagrał na wolne pole do Piotra Reissa, który z lewego skrzydła dokładnym podaniem obsłużył Patrice’a Loko. Jako że obrońcy Realu pozostawili mu dużo miejsca, nie miał problemów z umieszczeniem futbolówki w siatce bramki Sergio. Czarnoskóry Francuz był jednym z pięciu gości zaproszonych znad Sekwany, ale akurat jemu nie można zarzucać tego, że w żaden sposób nie jest związany z naszym krajem, gdyż jego przed rokiem zmarła babcia była Polką.

Od tego momentu tempo meczu wyraźnie przybrało na szybkości, weterani Realu chcieli jak najszybciej doprowadzić do remisu, a głównym motorem akcji napędowych był właśnie kędzierzawy pomocnik. Mimo niezaprzeczalnej wyższości w aspekcie techniki piłkarskiej, Królewscy nie przebierali w środkach, co rusz posyłając długie podania na lewe skrzydło. Tam niezgorzej radził sobie Emilio, ale często dogrywane piłki nie znajdywały adresatów, gdyż bezbłędnie grała obrona Polaków, z Jóźwiakiem i Kłosem na czele. Gdy nie udawało się dośrodkować w pole karne, Amavisca podawał przed "16", ale to również nie dawało zamierzonego efektu, gdyż Ramis dwukrotnie strzałami z dystansu nie był w stanie zaskoczyć Radosława Majdana. Nasz lewy pomocnik dzielnie walczył również w obronie, kiedy to nie dał się przepchnąć w polu karnym Loko.

Jak się później okazało, nie samym Amaviscą Real jest w stanie skonstruować akcje ofensywną. Najpierw Santillana ładnie klatką piersiową zgrywał piłkę do "Sępa", ale ten był niestety na spalonym, a później ten drugi "główką" uruchomił kapitana weteranów, który przez dłuższą chwilę zwodził Marka Jóźwiaka, ale ten w końcu potraktował go "nakładką". Po rzucie wolnym piłka trafia do Butragueńo, ten niemal natychmiast efektownie piętką podaje do Moralesa, ale jego strzał okazuje się minimalnie niecelny. Inną opcją w ataku było granie długich piłek do najbardziej wysuniętego Santillany, ale nie było to najbardziej fortunnym rozwiązaniem, gdyż poczciwy Carlos Alonso González swoje lata już ma.

Rzecz jasna Polacy również atakowali, groźniejsze sytuacje stwarzając po kontratakach. W 31. minucie po prostopadłym podaniu dobrą okazję miał Loko, ale po jego ni to strzale, ni to podaniu piłka wyraźnie minęła bramkę. Chwilę później czarnoskóry napastnik podał do Marcela Diba, ale futbolówka poszybowała wysoko nad bramką. Patrice dopiął jednak w końcu swego w 33. minucie. W środku pola kilkanaście metrów z piłką pociągnął Koźmiński, wrzucił ją lekko przed pole karne, którą wybijać próbował jeszcze jeden z obrońców, lecz uczynił to tak niefortunnie, że trafiła do napastnika z numerem "22", a ten strzałem z woleja po raz drugi nie dał szans Sergio.

Wtedy to swój koncert rozpoczęli... dwaj spikerzy, którzy od początku widowiska nieudolnie próbowali zagrzewać publiczność do dopingu. Nie mogło być inaczej, skoro po drugiej bramce dla biało-czerwonych zachęcali publiczność do wykonywania fali, tyle że... hiszpańskiej. Dwaj zakochani w sobie animatorzy (jak określił "Dziennik Polski") za wszelką cenę chcieli zrobić z piłkarskiego meczu swoistego rodzaju telewizyjny show, cały czas zaskakując przybyłych śmiesznymi chyba tylko w pewnych kręgach tekst. Szczytem braku dobrego smaku było wyznanie przez jednego z konferansjerów podczas schodzenia z boiska Moralesa, że jego szynszyla nazywała się tak, jak gracz Realu... Organizatorzy spotkania nie popisali się również puszczając przez pierwszych kilkanaście minut meczu głośnej muzyki, co bardzo rozpraszało zawodników. Jednak na ich prośbę została w końcu wyłączona. Na szczęście zebrani kibice sami sobie poradzili z dopingiem, raz za razem intonując różne

Publiczności nie zniechęcali za to piłkarze, zwłaszcza ci z Madrytu, którzy chcieli odmienić niekorzystne dla siebie losy meczu. Zawodnicy FC Polska nie zamierzali im jednak w tym pomagać. Co więcej, w 40. minucie w środku pola Santillana został groźnie zaatakowany przez Węgrzyna, i przez pewien czas wydawało się, że kapitan przyjezdnych będzie musiał od razu opuścić boisko. Pomoc masażystów okazała się jednak na tyle skuteczna, że mógł pozostać na placu gry do końca pierwszej połowy. Zanim jednak obydwa zespoły udały się na zasłużony odpoczynek, strzeliły po jednym golu. W 43. minucie najwyraźniej rozkojarzony skandowaniem przez kibiców "Radek Majdan" bramkarz Polaków złapał piłkę po podaniu Kłosa. Do ustawionej na 5. metrze futbolówki podeszli Butragueńo i Toril. Pierwszy jedynie leciutko ją "dziubnął", a drugi mocnym strzałem pod poprzeczkę umieścił ją w siatce. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać; w środku pola futbolówkę stracił wprowadzony za Moralesa Adepoju, Dib zagrał na wolne pole do Loko, ten popędził prawym skrzydłem i zagrał do Piotra Reissa, dla którego zdobycie bramki w tak klarownej sytuacji było czystą formalnością.

Po przerwie tempo meczu nieco spadło, ale nie oznacza to, że którakolwiek z drużyn nie dążyła do strzelenia kolejnych goli. Jednakże akcje z obu stron nie były już tak szybkie, bazowano głównie na technice i poszanowaniu piłki. Należy wszak zauważyć, że sobotnim popołudniem zmierzyli się między sobą głównie piłkarze już emerytowani. Jednym z wyjątków był Mirosław Szymkowiak, który również został gorąco powitany przy Reymonta. Co prawda od ponad pół roku "Szymek" nie grał zawodowo w futbol, ale jego przefarbowane na szpakowaty kolor włosy mogły nieco dezorientować przeciwników, gdyż grą w drugiej połowie potwierdził swoją dobrą dyspozycję. Potwierdzeniem tych słów była asysta przy golu Simby. Na tablicy wyświetlił się wtedy wynik 4:1 i wydawało się, że zespół polskich gwiazd weźmie srogi rewanż za porażkę z Lodzi. Jak się później okazało, za wcześnie było na takie dywagacje, albowiem do głosu doszedł MVP spotkania - José Emilio Amavisca.

W 58. minucie meczu w środku pola piłkę przejął "Sęp", podbiegł kilkanaście metrów, po czym zagrał "w uliczkę" do długowłosego skrzydłowego, a ten z kolei uderzając lewą nogą "z fałsza", zdobył drugą bramkę dla weteranów Realu. Nie minęło pięć minut, a Królewscy zdobyli kontaktową bramkę. W polu karnym zbyt krótko piłkę wybijał Kłos, a ta spadła pod nogi zawodnika z "11" na plecach. Amavisca wziął zamach na lewą, po czym przerzucił piłkę na prawą nogę (czym kompletnie zwiódł Amorosa) i pięknym technicznym uderzeniem w długi róg nie dał szans Majdanowi. Po kolejnych kilku minutach doszło do wyrównania. Akcja do złudzenia przypominała tę, po której madrytczycy zdobyli drugą bramkę, z tym że prostopadłym podaniem lewoskrzydłowego obsłużył Ramis, a piłkę do siatki ostatecznie wbił Ivan Perez.

Przez pozostałe około 20 minut spotkania zawodnicy obu drużyn rzucili wszystko na jedną kartę, przez co byli groźnie kontratakowani. Po jednej z takiej akcji Majdan mógł zostać ponownie pokonany, lecz po kolejnym prostopadłym zagraniu Butragueńo Amavisca tym razem się pomylił, posyłając piłkę obok lewego słupka bramki. W odpowiedzi Polacy przeprowadzili kilka szybkich akcji, jednak najbliżej zwycięskiej bramki byli w 86. minucie, gdy po strzale Szymkowiaka z rzutu wolnego tylko słupek uratował Cano od utraty gola.

Piękną puentą sobotniego wydarzenia było przekazanie po meczu przez zawodników swoich strojów piłkarskich dzieciom, które przy pomocy swych opiekunów były w stanie dotrzeć na stadion i emocjonować się pięknym widowiskiem piłkarskim. Bo to dla nich, dotkniętych nieuleczalną chorobą, okrutnie doświadczonych przez los, już po raz piąty została zorganizowana ta wspaniała akcja, a zespół weteranów Realu Madryt miał przyjemność wesprzeć ją swoją obecnością po raz drugi z rzędu.

Bramki:
1:0 Loko 5'
2:0 Loko 33'
2:1 Toril 43'
3:1 Reiss 45'

4:1 Simba 55'
4:2 Amavisca 58'
4:3 Amavisca 62'
4:4 Ivan Perez 69'

FC Polska: Radosław Majdan - Manuel Amoros, Tomasz Kłos, Kazimierz Węgrzyn, Marek Koźmiński - Marcel Dib, Piotr Świerczewski, Amara Simba, Marek Jóźwiak - Patrice Loko, Piotr Reiss. Zmiany: Mirosław Szymkowiak, Jan Urban, Kazimierz Moskal, Piotr Skrobowski, Bruno Bellone, Bogdan Zając, Bogdan Młynarczyk, Klaudiusz Sevković.
Real Madryt Veteranos: Sergio - Velasco, Sabido, Garcia Cortes, Perez Garcia - Ramis, Toril, Luis Morales, Amavisca - Butragueńo, Santillana. Zmiany: Cano, Torres Mestre, Ivan Perez, Mesas, Geni, Juanma, Cholo, Adepoju, Carlos Morales, Sanchez Barrios, De Las Heras.

Oto pozostałe ciekawsze zdjęcia z tego pojedynku:
Ekipa Real Madryt Veteranos
Ekipa FC Polska
Kapitan Piotr Świerczewski i Radosław Majdan2
José Emilio Amavisca i... wszystko jasne
Polacy cieszą się z bramki na 1:0
Faul Węgrzyna na Santillanie
Jak zdobyć gola z rzutu wolnego pośredniego, część 1.
Jak zdobyć gola z rzutu wolnego pośredniego, część 2.
Jak zdobyć gola z rzutu wolnego pośredniego, część 3.
Autor dwóch goli i asysty dla Polski - Patrice Loko
Zdobywca jednej bramki i asystent przy kolejnej - Piotr Reiss
No look pass w wykonaniu Buitre
Asysta "Sępa" przy golu na 4:2
Niekiedy Butragueńo musiał walczyć z kilkoma przeciwnikami naraz
"Szymek" trafia w słupek
Amara Simba w czapeczce Realu

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!