Dzisiaj mija dokładnie 25 lat od prezentacji Luísa Figo jako nowego zawodnika Realu Madryt. Transfer ówczesnego kapitana Barcelony został przeprowadzony za sprawą wpłacenia klauzuli odstępnego w wysokości 10 miliardów peset, czyli równowartości mniej więcej 60 milionów euro. Teraz w rozmowie dla Betfair główny bohater tamtej szokującej operacji wrócił wspomnieniami do tamtych lat.
– Mój pierwszy Klasyk na Camp Nou po transferze? Nie bałem się o swoją integralność cielesną. Ale zawsze miałem ten niepokój o to, czy nie wydarzy się coś pozasportowego. Ostatecznie ja musiałem tylko grać w piłkę, a tego się nie bałem. Ale w tego typu warunkach zawsze może wydarzyć się coś niespodziewanego. Podchodziłem do gry w piłkę z taką mentalność, aby jak najlepiej wykonać swoją pracę. Niestety to nie były najlepsze obrazki na samym boisku.
– Moja przyśpiewka z 1998 roku: „Blancos, płaczki, pogratulujcie mistrzom”? To było w formie żartu. W tamtym roku wygraliśmy ligę, a podczas sezonu zawsze pojawiało się dużo narzekań ze strony Realu Madryt, że jesteśmy faworyzowaną drużyną. Anegdota… Przeszła do historii. Ludzie wyciągają to, aby wykorzystać w jedną lub w drugą stronę. Ale to nic więcej jak zwykła anegdota.
– Ulubione koszulki podczas mojej kariery? Nosiłem koszulki, które bardzo mi się podobały. Ta z okazji stulecia Barcelony była szczególna. Później ta na stulecie Realu Madryt również była bardzo ładna, ponieważ ponadto reprezentowała szczególną rocznicę. Niebieski i czarny na koszulkach Interu zawsze do siebie pasował, zielony na koszulkach Sportingu również. Podobały mi się wszystkie koszulki z każdego sezonu. Ponadto w moim przypadku miałem okazję zagrać w koszulkach na stulecie Barçy, Realu Madryt i Interu.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się