Finał Pucharu Króla musiał oznaczać dla Realu Madryt poważny punkt zwrotny. Królewscy walczyli o wiele na płaszczyźnie sportowej, ale w sobotę, w starciu z Barceloną, stracili zapewne coś znacznie więcej niż tylko mecz piłkarski. W pierwszej kolejności – dużą część elegancji i szlachetności, do których zawsze się odwoływali.
Przez dwa dni Real pokazywał katastrofalny obraz klubu niezdolnego do zniesienia jakiejkolwiek krytyki czy najmniejszego niepowodzenia. Obraz rozkapryszonego dziecka, które nie akceptuje frustracji, a broniąc własnych interesów, stawia się ponad regułami i odrzuca podstawowe wartości, które powinien uosabiać i przekazywać dalej – w ślad za absurdalnym bojkotem ceremonii wręczenia Złotej Piłki 28 października.
Już w piątek Real zaprotestował przeciwko arbitrażowi i sprawił, że i tak już gorący pod względem sportowym Klasyk zamienił się w prawdziwą bombę. Psychodrama, którą wywołała chęć wymiany sędziów – po tym, jak ci poskarżyli się na presję ze strony klubu – a także odwołanie konferencji prasowych, zamknięcie treningu dla mediów i krążąca pogłoska o możliwym bojkocie finału, zaszokowały wszystkich obserwatorów. „Najgorsze w tym finale było potworne zamieszanie medialne zorganizowane przez Florentino Péreza, aby wywrzeć presję na arbitrów” – ostro skomentował w niedzielę kataloński dziennik Mundo Deportivo, opisując „sytuację całkowitego zagubienia, w jakiej znaleźli się Los Merengues”.
Rüdigerowi grozi 12 meczów zawieszenia
Trzy czerwone kartki w końcówce spotkania – dla Lucasa Vázqueza, Jude’a Bellinghama i przede wszystkim Antonio Rüdigera – były ukoronowaniem frustracji, rozgoryczenia i bezsilności, jakie towarzyszą Realowi w tym sezonie. Niemiecki obrońca, wściekły po jednej z decyzji sędziowskich, rzucił w stronę arbitra Ricardo de Burgosa Bengoetxeę kostką lodu, za co natychmiast został wyrzucony z boiska, choć siedział już na ławce rezerwowych po wcześniejszej zmianie. Kilkukrotnie musieli go powstrzymywać koledzy i członkowie sztabu, a Rüdiger jeszcze odgrażał się, że rzuci w sędziego całą torbą lodu. Grozi mu aż 12 meczów zawieszenia, a opublikowane w niedzielę publiczne przeprosiny wydają się mało przekonujące.
Potencjalne zawieszenia – jego oraz pozostałych dwóch piłkarzy – mogą poważnie osłabić Real, który już teraz boryka się z plagą kontuzji. Królewskim pozostaje tylko La Liga, by uratować sezon, a do Barcelony tracą cztery punkty na pięć kolejek przed końcem i muszą liczyć na przynajmniej dwa jej potknięcia.
Ale czy ta postawa ofiary, przyjęta przez Los Blancos, nie ma w rzeczywistości odwrócić uwagi od ich przeciętnego sezonu zarówno pod względem gry, jak i wyników? Choć w sobotę Real przegrał z honorem – głównie dzięki wejściu Kyliana Mbappé w przerwie – to pierwsza połowa znów obnażyła obraz zespołu niezrównoważonego, bez wyraźnej koncepcji, pozbawionego liderów i myślących zawodników na boisku. To efekt przede wszystkim źle zbudowanej kadry.
Ta porażka sprawia też, że fotel trenera Carlo Ancelottiego – który w niedzielę spotkał się z prezesem Florentino Pérezem – staje się jeszcze bardziej zagrożony. Hiszpańskie media donoszą już o rzekomym porozumieniu Włocha z reprezentacją Brazylii. „Prawo futbolu jest w Realu jeszcze bardziej bezwzględne niż gdzie indziej. Jeśli przegrywasz, nikt cię nie ocali – i nikt nie wie tego lepiej niż Ancelotti” – podsumował Jorge Valdano w Movistar+. „Ale w ostatnich sezonach tytuły były zdobywane cudem i maskowały braki tej drużyny. Problemów jest dziś zbyt wiele, żeby wszystko zrzucać na Ancelottiego. To nie może być wyłącznie jego wina”.
Real ma więc przed sobą poważne i pilne zadania. Przede wszystkim – odbudowanie swojego wizerunku, zarówno na boisku, jak i poza nim.
Komentarze (23)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się