Nie było cudu. Nie było nawet blisko. 96% szans Arsenalu według portalu statystycznego Opta wygrało z 4% szans Realu. Logika zatriumfowała nad niemożliwym. I to zdecydowanie. Po tygodniu, w którym słowo „remontada” padało „milion razy”. Ani remontady, ani zwycięstwa. Nic. Klęska przesądzona już na Emirates została dopełniona na Bernabéu. W konsekwencji Madryt pogrążył się w stanie alarmowym. I jednocześnie postawił się pod ścianą, by wygrać Puchar Króla. Nie ma innej opcji. To mecz o wszystko. Dla Realu i dla Carlo Ancelottiego. Bo pokonanie Barcelony 26 kwietnia, wraz z walką o La Ligę do samego końca, to przepustka dla Carletto. O ile takowa w ogóle istnieje. Od marzeń o potrójnej koronie do sztabu kryzysowego. Tak to właśnie wygląda, zauważa dziennik AS.
Mowa o klubie, który nie uznaje półśrodków. Klubie, w którym Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny zaczęły tracić blask po tym, jak Barça upokorzyła drużynę w Dżuddzie. Bolesna lekcja futbolu (2:5) w Arabii Saudyjskiej zapoczątkowała narastające echa kryzysu, pogłębione przez wpadki w lidze. Gdy 37. tytuł mistrzowski był już niemal na horyzoncie, zaczęły się potknięcia. Porażki z Espanyolem (0:1) i Betisem (1:2), remisy z Atlético (1:1) i Osasuną (1:1). No i cios od Valencii (1:2). A w międzyczasie Blaugrana prawie zawsze sięgała po pełną pulę, przekształcając 7 punktów straty w 4 punkty przewagi. I jeszcze to pierwsze starcie w bieżącej kampanii… Porażka 0:4 na Bernabéu, która była pierwszym zwiastunem kryzysu, mimo dwóch zdobytych trofeów i większej liczby pytań niż odpowiedzi, analizuje AS.
Wygrać, zrewanżować się i czekać…
Odzyskanie lepszego bilansu bramkowego to już marzenie ściętej głowy, ale celem jest dotrwanie żywym do Klasyku na Montjuïc. A to już niedługo. Konkretnie: 11 maja. Wcześniej Los Blancos czekają mecze z Athletikiem na Bernabéu i wyjazdowa potyczka z Getafe, która zwykle bywa przyjemna jak wizyta u dentysty. Komplet punktów w tych dwóch spotkaniach to nie cel. To obowiązek. Żeby liczyć się w walce o mistrzostwo i mając trzy kolejki do końca, liczyć na potknięcie Katalończyków. Nie ma innego scenariusza.
Bilans 2:9
Ale najpierw ten mecz o wszystko. Nie chodzi już o 16,5% szans na mistrzostwo, jakie daje Realowi platforma BeSoccer, ale o swoisty rzut monetą. Również przeciwko Barcelonie, która jest nie tylko historycznym, ale i współczesnym nemezis madrytczyków. Bo Hansi Flick zna sposób na Ancelottiego. Najpierw pokonał go towarzysko (1:2 w New Jersey), potem na poważnie. Łączny bilans bramkowy Realu w konfrontacjach z Dumą Katalonii wynosi w tym sezonie 2:9. Zdobycie 21. Pucharu Króla to jedyna tarcza ochronna przed krytyką. I najlepsza trampolina do walki o La Ligę. Czwarta z rzędu porażka z Barçą (i to w finale) zostawi Real na deskach. Ze wzrokiem skierowanym na lato. Bo finał w Sewilli może być niczym gilotyna, wskazuje AS.
Latem…
Gdy jedynym ratunkiem zostaje liga, rynek transferowy zyska na rozmachu. Tym bardziej, że przedłużenia kontraktów Modricia, Lucasa (wygasają 30 czerwca) i Alaby (wygasa w 2026 roku) wiszą na włosku. To trudne przypadki. Może dojść do selekcji. Jedynym zaklepanym wzmocnieniem, poza ostatnimi szczegółami wymagającymi dopięcia, jest Trent Alexander-Arnold. Ale porażki jeszcze bardziej podsycają potrzebę przyspieszenia działań i pozyskania nowych graczy. AS przekazuje, że plany Realu obejmują sprowadzenie środkowego obrońcy i środkowego pomocnika.
Klubowi bardzo podoba się Dean Huijsen. A samemu Huijsenowi podoba się perspektywa gry w Realu Madryt. Choć 60 milionów euro, jakie trzeba by zapłacić Bournemouth za 20-letniego stopera, studzi zapędy. To coś, co musi dojrzeć w gabinetach Królewskich. Bo jeśli nie wykonają ruchu, to wykona go ktoś z Premier League (Chelsea, City i Liverpool są zainteresowane). A wszystko to łączy się z przyszłością Alaby. Ale tak czy siak przekonanie, że potrzebny jest młody środkowy obrońca do odświeżenia defensywy, jest całkowite.
Także w środku pola, choć tam potrzeba jest mniejsza. Między innymi ze względu na rozwój Tchouaméniego po okresie kryzysu czy z powodu zaufania do rozwoju Camavingi, mimo sezonu pełnego problemów — z aspektem fizycznym i z formą. I za sprawą Ceballosa, który pokazał, że gdy jest w formie, może przynajmniej spróbować wejść w buty Toniego Kroosa. Pomijając jednak te aspekty, Martín Zubimendi odpowiada klubowi. A Real zajął już pozycję w tym wyścigu, by ruszyć z potencjalną ofensywą na koniec sezonu. Wszystko zależy od jego ostatniego etapu. Od finiszu w rozgrywkach ligowych i w Copa del Rey. Nie zapominając oczywiście o Klubowych Mistrzostwach Świata. Bo wszystko zależy od tytułów. To one są termometrem Realu, zaznacza AS.
A co z Ancelottim?
To pytanie powraca jak bumerang po odpadnięciu z Arsenalem. „Nie wiem. I nie chcę wiedzieć”, odpowiedział włoski trener z lekkim uśmiechem jeszcze z poziomu murawy. Był bardziej przybity, gdy zapytano go wprost, czy widzi siebie za sterami Realu na Klubowych Mistrzostwach Świata: „Nie mogę teraz o tym mówić”.
A czy był to jego ostatni mecz w Pucharze Europy? „Nie wiem, może tak być. Bo może być tak, że klub zdecyduje się na zmianę. Jeśli któregoś dnia klub zdecyduje się na zmianę - może w tym roku, może w następnym, gdy wygasa mój kontrakt - to nie będzie absolutnie żadnego problemu. Jak mówię, w dniu, w którym skończę tutaj pracę, będę mógł zrobić tylko jedno: być wdzięczny temu klubowi. Może jutro, może za 10 dni, może za miesiąc, może za rok - jedyne, co zrobię, to podziękuję temu klubowi. To i nic więcej”, przyznał na konferencji prasowej. Mając kontrakt obowiązujący do 2026 roku, Carletto sam nie odejdzie. Ale sylwetka Xabiego Alonso majaczy już na horyzoncie. Liga Mistrzów pozostawiła Ancelottiego poranionego. I to bardzo, podsumowuje AS.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się