Wchodzisz w korytarze biur w Valdebebas i już słychać echa hasła o remontadzie, choć na razie brzmi ono jeszcze półgłosem. Jeśli zejdziesz niżej, w okolice szatni piłkarzy i sztabu, ktoś na pewno wspomni atmosferę, którą bardzo niedawno przeżyto na Santiago Bernabéu. Nie trzeba sięgać daleko wstecz, by przypomnieć sobie, co wydarzyło się w miejscu, które dziś określane jest mianem „białego domu wariatów”. Wystarczy cofnąć się o jedenaście miesięcy – właśnie wtedy pojawił się Joselu i wyrzucił Bayern za burtę. Ale wszyscy powtarzają jedno: punktem wyjścia do wszystkiego jest niedzielny mecz z Alavés, opisuje MARCA.
„Nie ma remontady, jeśli nie pokonamy Alavés” – to przekaz, jaki klub i sztab szkoleniowy kierują do zawodników. To początek drogi, by w ogóle myśleć o odrobieniu strat z Arsenalem. Oczywiście, to dwie różne rozgrywki, ale stan mentalny, niezbędny do osiągania wyczynów takich jak pokonanie Anglików, całkowicie zależy od tego, czy Królewscy utrzymają się przy życiu w La Lidze, stwierdza MARCA.
Nie oddać La Ligi za żadne skarby
Zespół Carlo Ancelottiego nabrał pewności siebie po dokładnej analizie porażki na Emirates i przyznaniu się do licznych błędów – zarówno własnych, jak i tych wynikających ze złego ustawienia czy braku koncentracji – które umożliwiły Arsenalowi zdobycie dwóch pierwszych bramek. W środę w Valdebebas panowała niemal cmentarna cisza, ale nastroje z wolna zaczęły się poprawiać. W czwartek i piątek Ancelotti skupił się podczas treningów na jednym: uświadomić każdemu z piłkarzy, jak wielką wagę ma nadchodzące starcie z Alavés. Poddanie La Ligi nie wchodzi w grę – Real Madryt o tym nie myśli, donosi MARCA.
Florentino Pérez, jak co piątek, pojawił się w Valdebebas na posiedzeniu klubowego komitetu. Zwykle przy tej okazji spotyka się z włoskim trenerem, ale tym razem – jak podał program Jugones – odwiedził też strefę zawodników. Wszystko w ramach budowania wiary w remontadę, którą drużyna Ancelottiego próbuje w sobie obudzić, informuje MARCA.
Klubowa kampania rusza pełną parą
W podobnych sytuacjach często mówi się, że to Bernabéu musi zdobyć pierwszego gola, ale tym razem pierwszy impuls powinien nadejść w Mendizorrozie – w postaci zwycięstwa nad Alavés. Dopiero po końcowym gwizdku w Vitorii ruszy klubowa machina: przekazy, które mają podnieść morale i sprawić, że Bernabéu znów stanie się tym, czym było w meczach z PSG, City czy Bayernem.
Od poniedziałku zaczną się pojawiać filmiki, wspomnienia, przesądy, słynna wełniana marynarka Ancelottiego, motywujące rozmowy między piłkarzami – a przede wszystkim: budowanie sportowego strachu w sercach wszystkich, którzy mówią po angielsku i zamierzają postawić stopę na murawie Bernabéu. Ale żeby to wszystko miało sens, początek musi być jeden – pokonanie walczącego o utrzymanie Alavés, podsumowuje MARCA.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się