REKLAMA
REKLAMA

Perpetuum mobile nie istnieje

Pytanie na dziś brzmi: Czy tak się da? Tak, czyli jak? No w nieskończoność.
REKLAMA
REKLAMA
Perpetuum mobile nie istnieje
Fede Valverde. (fot. Getty Images)

Real Madryt – Rayo Vallecano: Przewidywane składy

REKLAMA
REKLAMA

Perpetuum mobile, czyli z łaciny „wiecznie poruszające się”. Maszyna, która wbrew wszelkim prawom fizyki, byłaby w stanie poruszać się w nieskończoność bez konieczności zasilania jakąkolwiek zewnętrzną energią. Naukowcy pracę nad skonstruowaniem takiej machiny porzucili dawno temu, ponieważ zorientowali się, że jest to zwyczajnie niemożliwe. Pseudonaukowcy wierzą zaś w powodzenie tej misji do dziś, a wśród nich znajdujemy się nierzadko… my sami. 

Real w rozumieniu wielu madridistas powinien być bowiem właśnie piłkarskim perpetuum mobile. Maszyną absolutnie bezawaryjną, niewymagającą konserwacji, wygrywającą za każdym razem, niepopełniającą błędów i przystosowaną do działania nawet w ekstremalnych warunkach. To dość ciekawe, ponieważ gdyby wymienić wszystkie z wymienionych przed sekundą właściwości w kontekście czegokolwiek innego niż Real Madryt, zapewne od razu większość z nas pomyślałaby, że tak się przecież nie da. A jednak widok białej koszulki z herbem zwieńczonym koroną sprawia, że nasze postrzeganie świata nieraz znacząco się zmienia. 

Możemy próbować zaklinać rzeczywistość, ale to niestety tak nie działa. Real, podobnie jak każdy inny zespół, nie jest i nie będzie futbolowym perpetuum mobile. Wszystkie zjawiska we wszechświecie mają swój wyrażony w konkretnych wartościach koszt. W przypadku piłki, jeśli pominąć tak oczywisty czynnik jak umiejętności czysto piłkarskie, składają się na niego między innymi wytrzymałość fizyczna i psychiczna materiału ludzkiego, motywacja, lista priorytetów, czy po prostu dyspozycja dnia. Jakkolwiek patrzeć, każdy z tych zasobów, nawet jeśli nagromadzimy go sporo, jest wyczerpywalny. Dziś trudno nam uwierzyć, że kiedyś woda pod prysznicem przestanie lecieć. Nie da się jednak wykluczyć, że kilka pokoleń do przodu kąpiel raz w tygodniu będzie już ogólnie przyjętą normą. 

REKLAMA
REKLAMA

Oczywiście, że da się zdobyć mistrzostwo i Ligę Mistrzów w jednym sezonie, nie licząc już nawet pomniejszych trofeów zagarniętych po drodze. Udało nam się to w sezonach 2016/17, 2021/22 i w poprzednim. Wciąż rzecz jasna sztuka ta może powieść się również i w bieżącej kampanii. Tak czy inaczej, człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrobytu i równie szybko ulega niebezpiecznemu złudzeniu, że ten stan utrzyma się na zawsze. A pewne w stu procentach jest przecież to, że tak nie będzie. Kwestia jedynie, kiedy sobie o tym po raz kolejny przypomnimy. 

Czy należy więc akceptować, że Real Madryt zdobył w ostatnich pięciu meczach pięć punktów na piętnaście możliwych? Tego rodzaju stwierdzenie byłoby niepotrzebnie kontrowersyjne i zwyczajnie niezgodne z tym, co myślimy. Gdyby jednak zapytano nas, czy rozumiemy i jesteśmy w stanie jakoś wytłumaczyć to, co zadziało się w ostatnich ligowych spotkaniach, powiedzielibyśmy już, że tak. Nawet jeśli trudno przyjąć do wiadomości słowa Viniciusa, czy Bellinghama, że nie da się grać na sto procent w każdym spotkaniu, a wypowiedzi te w pierwszym momencie zalatują brakiem nastawienia, to jednak w gruncie rzeczy są zwyczajnie prawdziwe. No bo się nie da. A przynajmniej nie w nieskończoność. 

REKLAMA
REKLAMA

Można zarzucić podopiecznym Carlo Ancelottiego i jemu samemu, że cynicznie dzielą sobie mecze na te, w których im się chce i w których niekoniecznie. Tego typu selekcja nie jest jednak podszyta złośliwością, brakiem ambicji i tym, że drużynie nie zależy. Naprawdę szczerze wątpimy w to, że piłkarze przed meczem zgadują się na remis lub porażkę, a później wybuchają demonicznym śmiechem. Gdy grasz co trzy dni na paru frontach, ubytek paliwa w końcu zaczyna być najzwyczajniej widoczny. 

Nie wyjdziesz na spotkania z Espanyolem, czy Betisem nastawiony na walkę na śmierć i życie, wiedząc, że zaraz z takim podejściem wyjdzie na ciebie Atlético. Nie wplączesz się też zbyt ochoczo w pojedynek na noże z Osasuną, kiedy mecz z nią przedzielają dwa starcia z Manchesterem City. Gdyby drużynę było stać na bezproblemowe pokrycie kosztów takich przedsięwzięć, zapewne bez wahania by to zrobiła. Najwidoczniej po prostu nie jest. Fajnie jest zjeść ciastko i mieć ciastko. Gdybyśmy jednak musieli wybierać między wygraną z Osasuną i City lub między zwycięstwem z Betisem i Atlético, nasze preferencje byłyby oczywiste. Espanyol, Osasunę i Betis chcieliśmy pokonać po promocyjnej cenie, ale się nie udało. Niepowodzenie zawsze budzi smutek, ale być może bez tego w obecnych okolicznościach po prostu nie da się marzyć o rzeczach naprawdę wielkich. 

REKLAMA
REKLAMA

Nie zamierzamy nikogo przekonywać, że mamy monopol na rację. Nie da się przecież wykluczyć, że na koniec sezonu cały powyższy wywód okaże się stekiem bzdur. Będziemy mimo to upierać się, że dzisiejszy mecz z Rayo daje dobry powód, by podyskutować i zastanowić się nad poruszoną kwestią.

* * *

Mecz z Rayo rozpocznie się dzisiaj o 16:15, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale Eleven Sports 1 w serwisie CANAL+ Online.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

REKLAMA