Real Madryt nie był w stanie sprawić niespodzianki w Atenach. Przeszkodził w tym brak skuteczności na linii rzutów za trzy punkty (3/26, 11,5%). Z takim wynikiem nie da się pokonać jednego z faworytów rozgrywek. Panathinaikos miał kilku kandydatów do MVP spotkania. Znakomicie prezentował się Nunn, świetny mecz rozegrał Hernangómez, ale graczem tego pojedynku został Jerian Grant, który był o krok od double-double (11 punktów, 9 asyst).
Obie drużyny rozpoczęły mecz nieco rozkojarzone i przez dwie minuty ani razu piłka nie wpadła do kosza. Przełamanie przyszło dzięki Hezonji po stronie Realu Madryt, a następnie Gabriela w zespole gospodarzy. Królewscy od początku zbierali dużo piłek w ofensywie, lecz też nie potrafili wstrzelić się z obwodu. Jeszcze na dwie minuty przed końcem wynik był bardzo niski (14:11), ale na ostatniej prostej kwarty Kendrick Nunn i spółka wrzucili wyższy bieg. Wychodziło im wszystko i po dziesięciu minutach ich przewaga była dwucyfrowa (24:11).
W drugiej części Real Madryt dalej nie potrafił rzucić za trzy punkty. W całej pierwszej połowie madrytczycy nie trafili ani razu na dziesięć prób. Ten wynik wypada szczególnie blado, gdy zestawi się go z Panathinaikosem (7/16). Aby w ogóle utrzymać się w grze, Królewscy postawili na wejścia pod kosz i podania do Tavaresa. Edy dostarczał najwięcej punktów, ale też udało się zdobyć przewagę w zbiórkach. Biorąc pod uwagę skuteczność na obwodzie, wynik w połowie nie był najgorszy (40:33).
Po zmianie stron mecz zaczął się od celnego rzutu z dystansu Granta. Musa próbował odpowiedzieć tym samym, ale skuteczności dalej nie było. Natychmiast kolejne punkty zdobył Gabriel i bardzo szybko spotkanie się skomplikowała madrytczykom. Wtedy Hezonja trafił za trzy punkty, przerywając niemoc Królewskich. Seria 9:0 rozbudziła nadzieję na odrobienie strat. Chwilę później po akcji Campazzo strata wynosiła tylko cztery oczka. Niestety, ale ostatnie minuty znów należały do Panathinaikosu, który odzyskał dwucyfrową przewagę (63:53).
W ostatniej kwarcie Real Madryt próbował jeszcze wrócić do gry. Dobry moment zaliczył Fernando, który wykorzystywał swoją siłę fizyczną pod koszem. Jednak Nunn i spółka skutecznie odbierali gościom nadzieje. Panathinaikos w pełni prezentował swoje ofensywie możliwości, zdobywając punkty nawet wtedy, kiedy defensywa Królewskich spisywała się wzorowo. W żadnym momencie zwycięstwo gospodarzy nie było zagrożone i końcowy wynik niestety odzwierciedla przebieg meczu
85 – Panathinaikos (24+16+23+22): Kalaitzakis (0), Grant (11), Pleiß (0), Nunn (18), Hernangómez (12), Brown (3), Sloukas (10), Osman (9), Samodurov (0), Papapetrou (0), Gabriel (7), Mitoglou (15).
70 – Real Madryt (13+20+20+17): Abalde (2), Campazzo (4), Hezonja (18), Garuba (0), Ibaka (0), González (2), Musa (12), Fernando (6), Tavares (16), Llull (10), Feliz (0), Ndiaye (0).
Wynik dwumeczu: Real Madryt 160:171 Panathinaikos
Poza kadrą znaleźli się:
• Gabriel Deck – zerwanie ścięgna przy mięśniach kulszowo-goleniowych na wysokości lewego biodra. Przewidywany powrót: połowa marca.
• Xavier Rathan-Mayes – decyzja trenera
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się