Bolesna porażka z Espanyolem, napięta atmosfera, wątpliwości, kontrowersje, nerwowość, niepokój, szum w Valdebebas, hałas na zewnątrz… A na dodatek – kontuzje. W takich okolicznościach Real Madryt przyjechał na Butarque, by walczyć o awans do półfinału Pucharu Króla. Idealne warunki do kryzysu, który mógłby wybuchnąć w najgorszym możliwym momencie – tuż przed starciami z Atlético i City, gotowymi wykorzystać problemy Los Blancos. Ale Królewscy mają niezawodne „koło ratunkowe”, które pomaga im przetrwać w najtrudniejszych chwilach – Ancelottiego. Włoch to prawdziwy surwiwalowiec, zarówno jeśli chodzi o zarządzanie kryzysami, jak i radzenie sobie z nimi w taki sposób, by utrzymać się na powierzchni, stwierdza MARCA.
Zwycięstwo z Leganés, które dało Realowi Madryt awans do półfinału, to kolejne potwierdzenie jego umiejętności przetrwania. Bo choć ostatnie dni były pełne napięcia, a porażka z Espanyolem wstrząsnęła drużyną, największym problemem znów okazały się kontuzje. Ancelotti musiał radzić sobie z kolejną falą absencji, która tym razem szczególnie dotknęła linię defensywną – i tak już sprawiającą ogromne kłopoty przez cały sezon. Los Blancos przystąpili do meczu z Leganés z ośmioma nieobecnymi zawodnikami: pięciu pauzowało z powodu kontuzji (Carvajal, Militão, Camavinga, Rüdiger i Alaba), a trzech kolejnych (Courtois, Mbappé i Bellingham) nie zagrało profilaktycznie, by uniknąć pogłębienia kryzysu kadrowego. Mimo tych przeciwności Ancelotti znów wyszedł z opresji obronną ręką, prowadząc drużynę do zwycięstwa dzięki kolejnemu eksperymentowi z wyjściowym składem – tym razem z dwójką młodych stoperów, zauważa MARCA.
Był to już siódmy mecz w tym sezonie, w którym Real Madryt musiał radzić sobie bez co najmniej sześciu zawodników. Bilans? Sześć zwycięstw i jedna porażka (z Liverpoolem). W poprzednim sezonie Królewscy rozegrali 15 takich spotkań, wygrywając 12 razy i trzykrotnie remisując. W rozgrywkach 2022/23 takie przypadki zakończyły się jednym zwycięstwem i jedną porażką (z Mallorcą). Łącznie – tylko dwie porażki w 24 meczach, w których brakowało co najmniej sześciu piłkarzy. To prawdziwa sztuka przetrwania, a jej głównym architektem jest Ancelotti. Kontuzje doprowadziły go do granic możliwości, ale niemal zawsze potrafił znaleźć rozwiązanie i utrzymać zespół na kursie do osiągnięcia celów, uważa MARCA.
Już 33 kontuzje
W tym sezonie drużyna zanotowała już 33 kontuzje, które dotknęły 16 różnych zawodników. Dwie z nich – Carvajala i Militão – okazały się wyjątkowo poważne i prawdopodobnie wykluczają ich z gry do końca sezonu. Mimo to Real Madryt wciąż walczy o trzy trofea (Puchar Króla, La Liga i Ligę Mistrzów), a do tej pory sięgnął już po dwa (Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny), przegrywając jedynie Superpuchar Hiszpanii. Awans w Pucharze Króla jest więc mocnym impulsem przed kolejnymi wyzwaniami – najpierw ligową „finałową” bitwą z Atlético, a potem starciem z City w Lidze Mistrzów. Przed Ancelottim-surwiwalowcem kolejny gigantyczny test, podsumowuje MARCA
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się