– Moje obecne życie? W tym momencie w żaden sposób nie jestem związany z futbolem. Poświęcam swój czas rodzinie i pędzę spokojne i pełne relaksu życie. Wcześniej przez sześć lat byłem prezesem CA Progreso. Byłem tym zmęczony, to nie było coś, co znajdowało się w moich planach na życie. Jednak pojawiła się taka opcja, ponieważ to klub, w którym stawiałem swoje pierwsze kroki, to dzielnica, w której dorastałem. Zbiegły się ze sobą pewne okoliczności i tam skończyłem. Cieszyłem się tym doświadczeniem, ale było już tego za dużo.
– Bycie prezesem klubu jest bardzo wyczerpujące. Wszystko jest na twoich barkach. To nie jest łatwe. Jednak przez większą część czasu potrafiłem się tym cieszyć i z innej perspektywy mogłem oglądać konfrontacje zawodników z dyrekcją. Bycie po drugiej stronie zmieniło moją percepcję. Tym bardziej w takim klubie, w którym wszystko jest bardziej uzależnione od czynników czysto ludzkich. Pozwoliło mi to poznać inny aspekt tego wszystkiego. Prawdopodobnie gdybym jutro znalazł się po stronie dziennikarzy, to również tutaj zmieniłaby się moja percepcja. Dopiero gdy wchodzisz w czyjeś buty, to tak naprawdę poznajesz jego codzienność.
– Wspomnienia z Hiszpanii i z Realu Valladolid? Bardzo dobre. Większą część swojej kariery spędziłem w Hiszpanii i było mi tam naprawdę dobrze. Jestem bardzo wdzięczny życiu i futbolowi, ponieważ byłem bardzo dobrze traktowany. Ja zawsze trzymam się tego, że aspekt ludzki jest bardzo ważny i w miejscach, w których byłem, świetnie się odnajdowałem, ponieważ zawsze byłem dobrze traktowany, a ja również podchodziłem do innych z szacunkiem. Po latach rozmawiasz z ludźmi z tamtych czasów i da się to wszystko odczuć.
– Bramka z Realem Madryt w 2008 roku? Nie zapomnę tego dnia, ponieważ to również wiek mojego starszego dziecka. To rzeczy, które zostają na zawsze. To był piękny dzień dla nas, dla Realu Valladolid, dla kibiców. Szkoda tylko, że to coś, co Realu Valladolid nie spotyka zbyt często i że to wciąż mi pozostaje to wspominać. W pamięci pozostaje nie tylko sama bramka, ale również cała fiesta, jaka miała miejsce na stadionie.
– Czy dokładnie pamiętam tamtego gola? Oczywiście. To była świetna akcja Pedro Leóna na prawym skrzydle. Dotarł z piłką prawie do końcowej linii i genialnie zagrał do tyłu. Następnie przyjąłem piłkę i postarałem się posłać ją tam, gdzie nie sięgnąłby Casillas. Wszystko się udało. Dzięki tej bramce i całej świetnej akcji Pedro mogliśmy wygrać tamten mecz.
– Sobotni mecz? Statystyki są po to, aby je przełamywać. Naprawdę jestem wdzięczny za to, że wciąż jest wspominana ta moja bramka, ale byłbym zachwycony, gdyby ta odpowiedzialność spadła już na kogoś innego. To już zbyt dużo czasu bez zwycięstwa z Realem Madryt.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się