Za każdym razem, gdy Rodrygo strzela gola, celebruje to, przykładając rękę do twarzy. Jakby chciał się zasłonić. Jakby mówił: „Nie możesz mnie zobaczyć”. To jego wersja You can't see me Johna Ceny, idola z dzieciństwa Brazylijczyka. Teraz ten gest jest również jego, nową celebracją, wprowadzoną w połowie tego sezonu – nie przez przypadek, lecz z inicjatywy samego napastnika i pracy zespołu, który wspiera go na co dzień. „Musieliśmy stworzyć nową celebrację” – wyznał.
Rodrygo potrzebował zmiany, ponieważ odnosiło się wrażenie, że wyróżnia się mniej niż reszta. A w ataku złożonym z Mbappé, Viníciusa i Jude'a Bellinghama również musiałby się wybić. Jego celebracja zbiegła się w czasie z krytyką ze strony części kibiców Realu, którzy zarzucali mu, że w wielu meczach pozostaje niemal niewidoczny, stwierdza Relevo.
Rzeczywiście, Rodrygo często bywał niewidoczny – i to zarówno jego największa wada, jak i największy atut. Zarówno w polu karnym, jak i na całym boisku. Doskonale pokazał to przy swoim pierwszym golu w tej wieczornej rywalizacji w Lidze Mistrzów: pojawił się znikąd między obrońcami Salzburga i wyprowadził Królewskich na prowadzenie celnym strzałem prawą nogą, jakby z tłumikiem.
Osiem goli i trzy asysty w ostatnich dziesięciu meczach. Nie trzeba dodawać nic więcej. Najlepsi piłkarze bronią się sami, a Rodrygo jest właśnie na tym etapie. Rozszerzył swoje piłkarskie repertuar o nowe elementy, ale najważniejsze okazały się jego pewność siebie i sposób, w jaki zaczął wyrażać swoje ego. Brazylijczykowi brakowało odrobiny marketingowego zacięcia, poczucia bycia gwiazdą wśród tylu innych gwiazd. Odkąd zaczął świętować swoje gole w ten sposób – przypadek czy nie – Rodrygo wydaje się większy, zauważa Relevo.
„Nie muszę nic mówić o moim dzisiejszym występie. Mam zaufanie kolegów z drużyny i czerpię wielką radość z gry z nimi. To wy tworzycie kontrowersje o to, czy pojawiam się na zdjęciach z Mbappé, Bellinghamem i Viníciusem. Ja po prostu robię swoją robotę, jak zawsze” – powiedział Rodrygo dziennikarzom po meczu. W rzeczywistości jednak Rodry w tym sezonie wyraźnie zaznacza swoją obecność.
Na początku sezonu bronił się przed zarzutami o brak obecności w BMV (skrót od Mbappé, Vinícius, Bellingham), wysyłając wiadomości na swoim kanale WhatsApp i publikując wymowne treści w mediach społecznościowych. Potem przyszła znakomita kampania: Brazylijczyk stał się napastnikiem, który najsprawniej napędza atak Los Blancos, imponując doskonałą współpracą z Kylianem Mbappé (w meczu z Las Palmas asystował Francuzowi i wywalczył dla niego rzut karny).
„Czy Rodrygo jest dla mnie nietykalny? Tak, zasługuje na to” – odpowiedział Carlo Ancelotti na konferencji prasowej po meczu z Salzburgiem. Rzeczywistość jest taka, że trener przez większość sezonu wystawiał Brazylijczyka w pierwszym składzie, choć zdarzały się pojedyncze mecze, w których zaczynał na ławce.
Jednak mimo swojej obrony wobec Rodrygo, jego znakomita forma stawia Ancelottiego w trudnej sytuacji. Po porażce z Barceloną trener rozważał zmianę systemu na czterech pomocników i dwóch napastników w kluczowych meczach. A choć Rodrygo jest dla niego nietykalny, to jeszcze bardziej są nimi Vinícius i Mbappé, podsumowuje Relevo.
Komentarze (47)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się