Choć w potyczce z Minerą Endrick zaliczył najwięcej udanych dryblingów (pięć) i pokazał kilka błysków, to jednak w jego występie zabrakło tego, co najważniejsze – bramek. Fran Martínez postanowił zepsuć mu wieczór. – Endrick zagrał dobry mecz. Brak gola to detal. Mądrze się poruszał i miał swoje okazje. Na prawej stronie był bardzo groźny. Musi być cierpliwy. Będzie strzelał, kiedy przyjdzie potrzeba – cytuje Ancelottiego Relevo. Zarówno Carlo, jak i Davide są zwolennikami nieprzyspieszania u młodych piłkarzy pewnych procesów na siłę. Brazylijczyk od czterech miesięcy nie pokonał bramkarza i ogólnie otrzymuje bardzo mało minut. W poprzednich ośmiu spotkania uzbierał ich ledwo 25. Sprawia to, że napastnik za wszelką cenę chce wyciskać maksimum z każdej sekundy. Mecz z Minerą pozostawia w nim słodko-gorzkie odczucia.
Nawet jeśli 18-latek był w stanie zaprezentować szeroki repertuar zagrań, to jednak z szumu, jaki robił, nie wynikały konkretne korzyści. W 3. minucie zmarnował okazję sam na sam, dwie minuty później chciał wykonać jeden zwód za dużo, a w 81. bramkarz zatrzymał jego bardzo dobre uderzenie ze skraju pola karnego. Po drodze oddał jeszcze kilka strzałów, ale także bezskutecznych. Endrick wiązał z tym spotkaniem duże nadzieje, ale koniec końców murawę opuścił z pustymi rękami.
Ancelotti miał jednak faktycznie, za co chwalić Brazylijczyka. Napastnik nie brzydził się pracą w defensywie, był nieszablonowy i nawet zagrał kilka efektownych piętek. Choć nie jest przyzwyczajony do pustego przebiegu w debiucie (udawało mu się to w La Lidze, Lidze Mistrzów i Copa Libertadores), to jednak w Kartagenie nie brakowało mu chęci od początku do końca. Jakkolwiek patrzeć, starcie z Minerą pozwoliło mu nabrać pewnego rytmu przed Superpucharem Hiszpanii. W poniedziałek zaczynał jako środkowy napastnik, by następnie zejść na prawe skrzydło. Pod nieobecność Viniciusa zgłosił swój akces do gry także w bocznych sektorach, konstatuje Relevo.
W zespole jest też ktoś, na kogo Endrick może spojrzeć w kontekście swojego obecnego położenia. Mowa rzecz jasna o Gülerze, który także miał trudne początki w Realu Madryt, najpierw z powodu urazów, a później przez brak zaufania trenera. Turek na ostatniej prostej kampanii 2023/24 wykorzystał jednak swoje szanse w najlepszy możliwy sposób. Zryw ten pozwolił mu na zaliczenie zdecydowanego skoku w hierarchii. W poprzednim sezonie Arda łącznie zgromadził 442 minuty w 13 meczach, teraz ma już 766 minut w 21 spotkaniach.
Wobec Gülera klub także zachowywał cierpliwość i zostawił czas na adaptację. Teraz potrzebuje go Endrick, a przed nim podobny proces przebyli Vinícius (swego czasu wyszydzany), Militão (budził wątpliwości w pierwszym sezonie), a nawet Courtois (wygwizdany przez własną publiczność). Również od Modricia Brazylijczyk mógłby usłyszeć kilka mądrych rad, wylicza Relevo.
W klubie cały czas podkreślają, że Endrick to jeszcze dziecko. Ma zaledwie 18 lat i wciąż musi dojrzeć. Wiara w niego jest jednak całkowita. Dlatego też kategorycznie zamknięto przed nim drzwi w styczniowym okienku, choć zainteresowane jego usługami były ekipy z Bundesligi. Latem sytuacja wyglądać będzie tak samo. – Wszystko potoczyło się u niego bardzo szybko. Musi pracować nad tym, by aspekt emocjonalny nie wywierał na nim dużego wpływu. Będzie przechodził przez wzloty i upadki, też tak miałem – mówił w wywiadzie udzielonemu Relevo Sávio, który debiutował we Flamengo jako 18-latek i przeszedł do Realu w wieku 23 lat.
Były atakujący ma dla swojego rodaka jedną prostą radę. – Endrick ma niebywały potencjał, jest świetny technicznie, silny, szybki i ma instynkt strzelecki. Powinien pozostawać spokojny i dalej ciężko pracować. Praca i jeszcze raz praca – mówi. Młodziutki napastnik wszedł do zespołu bardzo mocno, teraz zaś przechodzi przez bardziej nerwowy okres, co było widoczne w Kartagenie. W międzyczasie wciąż może jednak przeglądać się w zwierciadle, jakie pozostawił mu Güler.
Komentarze (34)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się