Trzy punkty, gol Jude’a Bellinghama i czerwona kartka dla Viníciusa przysłoniły wszystko, ale pierwsza połowa drużyny, która grała w pomarańczowych koszulkach na Estadio Mestalla, bardzo zirytowała Carlo Ancelottiego i kibiców Realu Madryt, którzy widzieli, jak wymyka się szansa (druga w tym sezonie) na objęcie prowadzenia w tabeli. Ostatecznie przyszła reakcja i nastąpiła ona w samą porę, by zdobyć trzy oczka, ale cierpienie było nadmierne i nie zawsze wychodzi się na nim dobrze, gdy się spieszysz i tak wiele tracisz, pisze José Félix Díaz z dziennika MARCA.
Jedni nie mogli zrobić nic innego, jak tylko pogodzić się z sytuacją i czekać na zmianę przebiegu wydarzeń. Inni, a konkretnie Carlo Ancelotti, szukali rozwiązań wobec chaosu, który miał miejsce, zwłaszcza w defensywie, gdy jego drużyna była w różnych momentach prześcigana, a Valencia strzeliła jednego gola i stworzyła pięć innych klarownych okazji. Redaktor Marki donosi, że Włoch zareagował, ponownie zwracając swoim zawodnikom uwagę na popełniane błędy i przypominając, że coś takiego jak wygrywanie tylko dlatego, że jest się Realem Madryt, nie istnieje.
Rozmowa, coś więcej i reakcja
To był drugi napięty moment w tym sezonie między Ancelottim a piłkarzami, których prowadzi. Miało to niewiele wspólnego z tym, co wydarzyło się po starciu z Milanem, ale ściany szatni ponownie zadrżały, zdradza dziennikarz. Tym razem miało to miejsce w przerwie spotkania z Valencią na Estadio Mestalla, a powodem była postawa wielu (choć nie wszystkich) zawodników, którzy wyszli na murawę w pierwszym składzie.
Apatia, bezczynność, brak poświęcenia i brak pomocy kolegom z drużyny. Wszystko to znalazło odzwierciedlenie w bramce Valencii, która mogła zdobyć jeszcze jedną, gdyby nie obecność Thibaut Courtois między słupkami, który po raz kolejny wcielił się w rolę zbawcy ekipy, kiedy ta była w najgorszej sytuacji. Łatwość, z jaką Nietoperze strzeliły gola, była uderzająca. Od samego początku podopieczni Carlosa Corberána robili to, co chcieli, a zwieńczył to strzał Hugo Duro oddany bez większego oporu. Faktem jest, że Królewscy również dochodzili do sytuacji i je kreowali (za sprawą Fede Valverde, Bellinghama i Viníciusa), ale zaangażowanie z ostatnich meczów 2024 roku zniknęło.
Ancelotti szukał reakcji w szatni i choć niektórzy gracze rozgrzewali się już w pierwszej połowie, to Real był dziwny. Źródło przekazuje, że w przerwie trener przypomniał swoim piłkarzom, co jest stawką, jak ważne jest to spotkanie, ale przede wszystkim wspomniał o negatywnym nastawieniu drużyny w grze defensywnej i konieczności poważnego traktowania przeciwnika. Przykładem było trafienie Valencii, która trafiła do siatki, gdy linia obrony była źle ustawiona z powodu wyjścia Antonio Rüdigera do krycia skrzydła, a w polu karnym zostało tylko czterech zawodników, z dodatkową pomocą Valverde, który znajdował się w pobliżu.
Niepotrzebny luksus
To oddawanie inicjatywy rywalowi i późniejsze odrabianie strat wygląda efektownie, mówi się wtedy o epickiej remontadzie, ale nie gwarantuje niczego. To problem, na który Carletto musiał zwracać uwagę już kilkukrotnie w trakcie trwającej kampanii. Jakość jest widoczna w każdej akcji, ale jeśli nie towarzyszy jej intensywność i poświęcenie, zespół staje się podatny na zagrożenia, co ponownie miało miejsce w rywalizacji z Valencią. Szkoleniowiec Los Blancos uważa, że to niepotrzebny i trudny do wytłumaczenia luksus, ale drużyna znów tak zagrała, na dodatek w osłabieniu po wykluczeniu Viníciusa, puentuje José Félix Díaz.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się