Można sobie zadawać pytanie, jak Jesús musiał poczuć się w podobnej sytuacji. Zaistniały przecież praktycznie wszystkie możliwe okoliczności, by Vallejo pojawił się na murawie. Tak się jednak nie stało. Nawet brak Alaby, Militão, Carvajala i Tchouaméniego nie otworzył mu furtki do gry. Zamiast niego trener wybrał wychowanka. Jesús musi być zły i jest to w pełni zrozumiałe. Cóż jednak z tego, skoro wszystko sprowadza się do tego, że sztab szkoleniowy po prostu nie widzi w nim piłkarza będącego w stanie wzbić się na poziom wymagany w Realu Madryt.
Obrońca mimo to nadal błyszczy nieskazitelnym profesjonalizmem. Jego postawę można w pewien sposób porównać do japońskiego strajku, czyli reakcji w danej sytuacji polegającej na jeszcze większym zaangażowaniu. Vallejo trenuje nawet w dni wolne, przyjeżdża do Valdebebas jako pierwszy i zostaje na dodatkowe zajęcia po meczach. Wszystko to pomimo tylko dziesięciu rozegranych w tym sezonie minut, zauważa Relevo.
24 września w konfrontacji z Alavés zaliczył swój pierwszy występ od 3 stycznia. Wzbudził on jednak skrajne odczucia. Publiczność głośno domagała się jego wejścia na boisko, a Ancelotti się do tego przychylił. Królewscy wygrywali 3:0, jednak zwyciężyli koniec końców zaledwie jednym golem. Obie bramki drużyna straciła z Vallejo na murawie. Przy jednym trafieniu zaś ewidentnie zawinił.
Obecny sezon jest już dziesiątym Hiszpana od momentu transferu do Realu Madryt. Jego nastawienie, poświęcenie i zaangażowanie nigdy nie budziły wątpliwości. To jednak nie wystarczyło, by zyskać sobie zaufanie kolejnych trenerów. Przed bieżącym sezonie tak naprawdę nie doszło do żadnej rozmowy między piłkarzem i sztabem szkoleniowym na temat jego potencjalnej roli w zespole. Niewiele wskazuje na to, by miało do takowej dojść także teraz, gdy Ancelotti czarno na białym pokazuje, że przed Jesusem woli stawiać na wychowanków, wieńczy Relevo.
Komentarze (33)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się