Królewscy mają wysyłać wiadomość o spokoju po przesłuchaniu dyrektora generalnego klubu i jedynego zarządcy stadionowej spółki klubu. Wszystkie źródła zgodnie podają, że Real Madryt nie uznaje się za winnego przekraczania norm hałasu na Santiago Bernabéu w trakcie koncertów. Klub twierdzi, że to nie jest jego odpowiedzialność i że to promotorzy koncertów przekraczali dopuszczalne normy.
Jednym z dowodów mają być grzywny na łączną kwotę ponad 800 tysięcy euro, które władze Madrytu wystawiały tylko promotorom, a nie w jakimkolwiek przypadku Realowi Madryt. Drugim argumentem klubu była wystosowana propozycja do sąsiadów obiektu w sprawie pokrycia kosztów wygłuszenia ich mieszkań. Klub podkreślił, że to nie jest jego odpowiedzialność, ale pracuje nad rozwiązaniem tematu, w tym także szuka rozwiązań po stronie sąsiadów.
Poza tym dyrektor Realu Madryt miał wskazywać, że dzielnica Chamartín, gdzie znajduje się obiekt, leży w centrum miasta i już generuje sama z siebie ogromny hałas, w którym udział Bernabéu wcale nie jest tak znaczący.
Co ważne, klub podkreślił, że na moment przesłuchania miał wszystkie wymagane licencje i pozwolenia do pełnego operowania stadionem, co w ostatnim czasie publicznie podważali sąsiedzi i za nimi media. Zapewniono też, że trwają prace nad wygłuszeniem obiektu i klub w pełni wierzy w powodzenie tego działania. Media dodają w tym aspekcie, że Królewscy są pewni swego i już negocjują przyjęcie wielkich wydarzeń nie tylko w 2025 roku, ale nawet w perspektywie 2027 roku.
Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Bernabéu chce teraz wezwać na przesłuchanie promotorów koncertów, ale podkreśla, że Real Madryt miesza i odwraca kota ogonem, a argumenty klubu są absurdalne. „To jakbyś wynajął komuś dyskotekę i udawał, że myślałeś, iż będą się tam modlić”, cytuje się komentarz Stowarzyszenia.
O potencjalnych konsekwencjach tej sprawy dla Realu Madryt można przeczytać w tym artykule.
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się