– Trochę trudno było mi określić wasze dokładne procesy gry, poza faktem, że schodziłeś na lewą stronę boiska i stamtąd dyrygowałeś grą. Było w tym dużo jakości i niesamowite obycie.
– Po finale w Paryżu rękawice Courtois faktycznie świeciły, bo były tak wytarte. Nigdy nie spotkałem drużyny, która byłaby dotknięta w tak małym stopniu fazami naszego nacisku. Jak gdybyście to zaplanowali: najpierw pozwólmy im się wyszaleć, a sami zaatakujemy w decydującym momencie. Byliście maszyną do wyników, szczególnie w Lidze Mistrzów, co jest całkowicie szalone. Nie zawsze graliście nadzwyczajnie. Zasługiwaliśmy na wygranie tego finału z Courtois i to było naprawdę trudne.
– Porażka w Kijowie po kontuzji Salaha? Czy pan Ramos to naprawdę miły gość? [Kroos odpowiada: to bardzo dobry kolega] Trudno mi w to uwierzyć, więc nie będzie moim faworytem jako piłkarz. Zawsze myślałem, że moi stoperzy są wystarczająco dobrzy, by nie angażować się w takie sprawy. To było brutalne. Niektórzy świętowali to jako mądre i bezwzględne zagranie. Oczywiście, że on nie mógł wiedzieć, że w mniejszym czy większym stopniu niszczy jego bark, ale wszyscy wiemy, że to zaakceptował. Nigdy nie mogłem zrozumieć takiej mentalności. Nigdy nie miałem takich piłkarzy. A kiedy miałem, to upewniałem się, że już ich z nami nie ma. To dla mnie za dużo. A do tego tamtego dnia zdarzyło się coś, co nie dzieje się przez 100 lat, czyli te stracone gole. Wtedy myślałem sobie: co dokładnie zrobiliśmy, że musiało się to potoczyć w taki sposób? Przegrywaliśmy z wami częściej, może tak się zdarzyć, ale tamtego dnia po prostu czułeś, że to niesprawiedliwe. Naprawdę to było coś złego.