Nuri Şahin zna się na dziedzictwach. Był jednym z pierwszych, którzy założyli koszulkę z numerem „5” po Zidanie w Realu Madryt, kiedy jeszcze nikt przez kilka lat nie był w stanie nosić jej regularnie. W tym roku objął funkcję trenera Borussii Dortmund, ostatniego finalisty Ligi Mistrzów. Po Cannavaro i Gago, to jemu przypadła „5”. Był rok 2011, a Mourinho wybrał go na kluczowego pomocnika przyszłości. Miał 23 lata i wszystko, by odnieść sukces, jednak kontuzje pokrzyżowały jego plany na Santiago Bernabéu, na które dziś wraca, by domagać się zemsty: swojej osobistej i Borussii Dortmund, która w czerwcu przegrała w finale z Los Blancos na Wembley, opisuje Abraham P. Romero z El Mundo.
Şahin był mózgiem sukcesu niemieckiej drużyny w minionym sezonie. Dołączył w grudniu jako asystent Edina Terzicia, ale jego wkład okazał się kluczowy dla przebiegu kampanii Borussii. Na tyle, że zarząd nie wahał się, by powierzyć mu stanowisko, kiedy zdecydowano o zakończeniu współpracy z Terziciem. Niewiele się zmieniło w Dortmundzie, bo drużyna prowadzi w Lidze Mistrzów, notując dwie wygrane z rzędu: 3:0 z Club Brugge i 7:1 z Celtikiem.
W Dortmundzie mówią, że Şahin nie waha się podejmować trudnych decyzji i ma wrodzone zdolności trenerskie. Mówi w pięciu językach, co jest kluczowe w wielokulturowej szatni, a do tego posiada tytuł magistra z Zarządzania Sportem zdobyty na Harvardzie, co uzupełnia jego piłkarskie doświadczenia – zarówno te pozytywne, jak i negatywne, zauważa dziennikarz El Mundo.
Kariera Şahina nie byłaby zrozumiała bez cierpienia związanego z kontuzjami, co miało decydujące znaczenie dla tego, że w wieku 36 lat jest już trenerem na najwyższym poziomie. Po krótkim pobycie w Realu Madryt i nieudanej przygodzie w Liverpoolu, wrócił do domu, do Dortmundu. Tam zaczął obiecująco, ale w trzecim sezonie doznał poważnej kontuzji kolana. Miał wtedy 26 lat i zbliżył się całkowicie do nauki związanej z trenowaniem.
„Kluczowa” kontuzja w jego nauce
Zarówno w Niemczech, jak i w Hiszpanii Şahin uchodził za zawodnika o umyśle trenera. Często notował ćwiczenia i przemówienia w notesie, a jego problemy zdrowotne przyspieszyły proces nauki na przyszłego szkoleniowca. „Z tą kontuzją zacząłem czerpać radość z myślenia o taktykach, sesjach treningowych, spotkaniach, analizach wideo… Wszystkich tych rzeczach związanych z trenowaniem” – przyznaje. Zajął się prowadzeniem drużyny swojego dzieciństwa, Meinerzhagen, podczas gdy dochodził do siebie po kontuzji w Borussii, i zaczął ujawniać swoje zainteresowanie zakończeniem kariery zawodniczej. Odszedł z Borussii i podpisał kontrakt z tureckim Antalyasporem, a wystarczył mu zaledwie rok i pół, by zaoferowano mu przejście z boiska na ławkę trenerską. Tak też zrobił. 24 miesiące później wrócił do Dortmundu.
Jego dobra praca w Turcji zwróciła uwagę Borussii, która w połowie ubiegłego sezonu zaproponowała mu stanowisko asystenta. Był to jasny sygnał: chcieli, by został ich następnym trenerem. Sześć miesięcy i kolejny finał Ligi Mistrzów później, Şahin powraca na Santiago Bernabéu już jako trener.
Uczeń Kloppa, przyznaje, że regularnie z nim rozmawia i prosi o rady. Podziwia intensywność gry jego drużyn i motywację, jaką potrafił przekazać swoim zawodnikom. Obaj – trener i zawodnik – zdobyli razem historyczny tytuł mistrza Niemiec w 2011 roku, kończy Abraham P. Romero.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się