Militão nie zagra w najbliższych dwóch spotkaniach reprezentacji Brazylii, chociaż musiał udać się aż do swojego kraju, aby pozwolono mu wrócić do stolicy Hiszpanii. Tak kończy się trudny do wyjaśnienia epizod, który wzburzył Real Madryt. Królewscy już wcześniej poinformowali Brazylijską Federację Piłkarską, że stoper miał drobne dolegliwości w lewym udzie. Pojawiły się one po raz pierwszy na Metropolitano i zmusiły go do poproszenia o zmianę w Lille. Nie było to nic nic poważnego, ponieważ wczoraj mógł zagrać 20 minut, ale klub uznał, że najlepiej będzie, jeśli zostanie na miejscu. I taką informację przekazał Brazylii. Ale… tutaj zaczyna się cała afera, informuje Sergio López de Vicente z Asa.
Brazylia, która od razu zgodziła się, aby Vinícius został w Madrycie, nie była równie elastyczna w przypadku Militão. CBF zmusiła go, aby wsiadł do samolotu w nocy (12 godzin lotu) i poddał się badaniom w São Paulo, gdzie potwierdzono, że rzeczywiście ma drobną kontuzję i Real Madryt mówił prawdę. Z Brazylii słychać, że wszystko wydawało się dziwne, bo kontuzjowany zawodnik nie gra w meczu ligowym, nawet jeśli to tylko kilka minut. Ale Militão faktycznie ma drobną dolegliwość. To prawda. A po przeprowadzeniu badań… został zwolniony ze zgrupowania.
Real Madryt jest w szoku
Militão wróci do Madrytu w najbliższych godzinach i spędzi całą przerwę na kadry w Valdebebas. Odpoczywając i dochodząc do siebie. „Trzeba skończyć z tymi nadużyciami”, przekazują z wewnątrz Los Blancos, nie dowierzając, że zmuszono go do podróży aż do Brazylii. Panuje przekonanie, że będzie gotowy na mecz z Celtą i ze to, co mu dolega, jest niegroźne, i wystarczy kilka dni odpoczynku, ale sama podróż do São Paulo… tylko po to, żeby pozwolono mu wrócić, jest odbierana jako kompletny absurd.
Komentarze (32)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się