Jedna wielka niewiadoma – tak w kilku słowach wygląda sytuacja Davida Alaby. Klub odgórnie zarządził, że w temacie Austriaka nie zamierza wypuszczać żadnych nowych wiadomości i wskazywania możliwych terminów powrotu na boisko. Krok po kroku w pełnym skupieniu na codziennej pracy – tak w tym momencie wygląda życie austriackiego stopera, który nie zamierza niczego przyśpieszać. Kontuzja kolana okazała się bowiem dużo poważniejsza niż początkowo zakładano, dlatego nawet rozpoczęcie cięższych treningów uwarunkowane jest samymi odczuciami zawodnika. Na dzisiaj nikt jednak nie wie, kiedy i jak Alaba wróci do gry oraz czy wciąż będzie przypominał tego obrońcę sprzed kontuzji.
Oczywiście nie oznacza to, że w Valdebebas zapanował wzmożony pesymizm. Wszyscy w klubie chcą tutaj widzieć szklankę do połowy pełną, a nie pustą, dlatego wiara w powrót Alaby pozostaje niezachwiana. Nie da się jednak w tym wszystkim wyzbyć poczucia pewnej niepewności. Przypomnijmy, że 32-latek kontuzji nabawił się 17 grudnia 2023 roku, gdy w trakcie meczu z Villarrealem po jednym z wyskoków upadł na ziemię i z miejsca wskazał sztabowi medycznemu, że problem jest poważny. Dosyć szybko potwierdziło się, że chodzi o zerwanie więzadeł krzyżowych, ale w odróżnieniu od podobnej kontuzji Édera Militão tutaj doszło również do naruszenia łąkotki. Po przeprowadzeniu dokładnych badań Alaba postawił na operację w Innsbrucku pod okiem doktora Christiana Finka.
Druga operacja
Po pomyślnie przeprowadzonym zabiegu Austriak rozpoczął długą i bolesną rehabilitację. Jednocześnie raz w miesiącu stawiał się na kontrolę w Innsbrucku, aby zweryfikować, czy leczenie przebiega zgodnie z planem. W maju okazało się, że niestety kolano w dalszym ciągu nie do końca się zgina i zawodnik wciąż odczuwa ból przy wchodzeniu po schodach. To doprowadziło do tego, że doszło do kolejnej operacji – mniej złożonej niż ta pierwsza, ale mimo wszystko jeszcze bardziej wydłużającej całą rehabilitację.
Przy zerwaniu więzadeł krzyżowych zakłada się, że do biegania można wrócić po około 100-120 dniach. Czasami można zejść z tym czasem nawet do 90 dni. Oczywiście każdy przypadek jest inny, ale tak wyglądają średnie. Jeśli chodzi o Alabę, to do biegania wrócił dopiero po 255 dniach od kontuzji – dokładnie 28 sierpnia. Carlo Ancelotti zapewniał wówczas na konferencji prasowej, że wszystko idzie bardzo dobrze, ale wciąż trzeba się wykazać jeszcze pewną dozą cierpliwości.
Listopad… ale bez presji
Wszystkie strony zgadzają się co do tego, że nie można tutaj nakładać żadnej presji. Bez wskazywania żadnych dat, bez mówienia o jakichkolwiek oczekiwaniach. Codzienna praca, powrót do stuprocentowej sprawności i spokojne oczekiwanie. Kontuzja Alaba była bardzo poważna, a jeśli weźmiemy do tego pod uwagę wiek zawodnika, to ewentualne odnowienie urazu byłoby katastrofą. W klubie mówi się o tym, że powrót Austriaka spodziewany jest w okolicach listopada, ale nikt nie daje tutaj żadnych gwarancji. Jeśli bowiem dla bezpieczeństwa zostanie podjęta decyzja, aby poczekać nieco dłużej, to nikt nie będzie miał z tym żadnych problemów.
Mimo wszystko na horyzoncie pojawiają się dwa pytania. Czy piłkarz po tak poważnym zerwaniu więzadeł będzie w ogóle w stanie wrócić na swój poprzedni poziom? Nikt nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, dlatego nie dziwi fakt, że niepewność i niepokój są jak najbardziej obecne. I po drugie – kiedy Alaba tak naprawdę może być do dyspozycji Ancelottiego? Mówi się o listopadzie, ale trzeba pamiętać, że 32-letni obrońca będzie miał za sobą ponad 270 dni bez pracy z piłką. Real Madryt potrzebuje stoperów, ale przypadek Alaby jest zbyt poważny i delikatny, aby cokolwiek ryzykować.
Komentarze (21)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się