Niespotykane przeludnienie między słupkami w ekipie The Blues sprawia, że kilku bramkarzy stara się znaleźć przed końcem okienka nowego pracodawcę. Jednym z nich jest także Kepa, który pomimo faktu, że kosztował Chelsea aż 80 milionów euro, to jednak dziś nie liczy się dla trenera. W pierwszym meczu Premier League przeciwko City od początku zagrał inny Hiszpan, Robert Sánchez, a jego zmiennikiem był kupiony tego lata z Villarrealu za 24 miliony euro Jorgensen.
Kepa wie, że jego przyszłość szykuje się z dala od Stamford Bridge. W poprzednim sezonie Arrizabalaga odszedł na wypożyczenie do Realu Madryt z bardzo podobnych powodów. Kontuzja Courtois skłoniła Królewskich do ekspresowego sprowadzenia Baska, choć z racji na uraz Neuera poważnie interesował się nim także Bayern. Wizja przeprowadzki do Madrytu pociągała go jednak od samego początku. I choć później walkę z Kepą o skład wygrał Łunin, a pod koniec sezonu wrócił Thibaut, to jednak w klubie mają na temat 29-latka bardzo dobre zdanie. Uchodził za nieskazitelnego profesjonalistę i cieszył się olbrzymią sympatią kolegów z zespołu.
Kłopot Kepy polega na tym, że na dwa tygodnie przed końcem okienka największe kluby Europy mają obsadzoną bramkę. Tylko Liverpool wydaje się skłonny poczynić jakieś inwestycje w tym kierunku. Celem The Reds jest jednak Mamardaszwili, który i tak miałby od razu odejść na wypożyczenie. Real, Barcelona, PSG, Bayern, City, Arsenal, United, Milan, czy Inter mają swoje niezaprzeczalne numery jeden. Wykluczyć nie można mimo to powrotu do Realu Madryt, gdzie Kepa przyjąłby najpewniej rolę dublera Courtois. W tym celu najpierw z klubu musiałby mimo to odejść Łunin.
Arrizabalaga byłby bardzo łakomym kąskiem także dla klubów średniej europejskiej klasy, ale w tym przypadku przeszkodę stanowiłaby pensja oraz fakt, że Chelsea celuje w sprzedaż, a nie wypożyczenie, ponieważ Kepa wszedł w ostatni rok kontraktu. Sam zawodnik wydaje się mieć na tę chwilę związane ręce i nogi.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się