Carlo Ancelotti miał w zwyczaju nagradzać zawodników, którzy zapewnili drużynie udział w takim meczu jak Superpuchar Europy, ale dziś nie mógł liczyć na trzech graczy z finału Ligi Mistrzów: Nacho, Eduardo Camavingę i Toniego Kroosa. Tę trójkę zastąpili dziś Éder Militão, Aurélien Tchouaméni i Kylian Mbappé. To oznaczało, że Luka Modrić został na ławce.
Nieobecność kreatora z prawdziwego zdarzenia była aż nadto widoczna. W Realu brakowało kogoś, kto wziąłby na siebie ciężar rozegrania piłki, a powracający atakujący dość łatwo byli powstrzymywani przez obrońców Atalanty. Włosi mieli dwie niezłe sytuacje – najpierw Davide Zappacosta wykorzystał niepewne zachowanie Fede Valverde, wszedł w pole karne z lewej strony, ale skończyło się na faulu jednego z napastników. Mimo wszystko było to pierwsze poważne zagrożenie ze strony zdobywców Ligi Europy.
Prowodyrem ostrzeżenia numer dwa był Militão, który pod własną bramką mógł pokonać… Thibaut Courtois. Na szczęście Belga i tym samym Królewskich uratowała poprzeczka. Real nie pozostawał jednak z niczym. Pojedyncze rajdy Mbappé, Viníciusa czy Bellinghama, którzy często atakowali przestrzeń na bokach boiska, nie przyniosły jednak oczekiwanego skutku. Francuz, który zadebiutował dziś w oficjalnym spotkaniu, mógł już w 15. minucie zdobyć bramkę, ale Isak Hien dobrze go zablokował. W samej końcówce pierwszej połowy kapitalnym dograniem do Rodrygo popisał się Vinícius, ale młodszy z Brazylijczyków uderzył lewą nogą w poprzeczkę.
Nie było to w pierwszej połowie wielkie widowisko. Obejrzeliśmy tylko pięć strzałów i ani jednego niecelnego. Nie można mówić o zupełnym braku emocji, jednak z pewnością od ataku Los Blancos oczekiwaliśmy zdecydowanie więcej.
Druga połowa nie zaczęła się dobrze dla Realu. Świetną szansę miał Mario Pašalić, ale z jego uderzeniem głową wybitnie poradził sobie Thibaut Courtois, który sięgnął piłkę końcówkami palców. Królewscy nabierali jednak wiatru w żagle, docisnęli Atalantę i swoją przewagę udokumentowali trafieniem. Vinícius zrobił swoje, a Fede Valverde musiał tylko dopełnić formalności. Chwilę po golu na 1:0 Brazylijczyk mógł podwyższyć wynik meczu, ale tym razem górą był Juan Musso.
Co się odwlecze, to nie uciecze. Mbappé miał szansę w pierwszej połowie, w drugiej był nieco w cieniu Viniego i Jude'a, ale zrobił swoje. Tym razem Bellingham odnalazł go w sporym tłumie, a Kylian uszczęśliwił tysiące polskich kibiców Realu Madryt. Królewscy byli uskrzydleni wynikiem, a ich gra rzeczywiście cieszyła oko. Do końca meczu Atalanta jeszcze próbowała coś zrobić, ale to wszystko na nic. Los Blancos byli dziś dla niej zbyt silni.
Real Madryt – Atalanta BC 2:0 (0:0)
1:0 Valverde 59' (asysta: Vinícius)
2:0 Mbappé 68' (asysta: Bellingham)
Real Madryt: Courtois; Carvajal (89' Lucas), Militão, Rüdiger, Mendy; Tchouaméni, Valverde, Bellingham (89' Ceballos); Vinícius (89' Arda Güler), Mbappé (83' Brahim), Rodrygo (76' Modrić)
Atalanta: Musso; Djimsiti, Hien (90' Palestra), Kolašinac (71' Bakker); Zappacosta (63' Godfrey), De Roon, Éderson, Ruggeri; Pašalić (90' Manzoni); De Katelaere (63' Retegui), Lookman
Komentarze (670)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się