Dziennikarze Relevo postanowili skontaktować się z kilkoma napastnikami mającymi okazję mierzyć się z Pepe na boisku w szczytowym momencie jego kariery przypadającym na pobyt w stolicy Hiszpanii. W barwach Królewskich były już stoper rozegrał 334 mecze. Stał się w tym czasie prawdziwą zmorą atakujących. – Pepe to jeden z najlepszych środkowych obrońców, jakich Real Madryt miał w historii pod względem postawy sportowej oraz stażu w zespole. Aby utrzymać się przez tyle czasu w tym klubie, musisz być wyjątkowym graczem – mówi Riki, który stawał naprzeciwko niego jako piłkarz Deportivo i Granady.
Pepe przez lata wyrobił sobie status wybitnego defensora dzięki swojej nieprzeciętnej jakości. – To obrońca, którego zawsze szanowałem, ponieważ jest kompletny. Jest dobry w powietrzu, szybki, agresywny. Każdy ze stoperów występujących w topowych zespołach jest trudny w obyciu, ale on był szczególnie skomplikowanym rywalem – ocenia natomiast Ferrán Corominas, były napastnik Espanyolu i Elche. – Choć wydać się może, że zawsze pozostawał przyklejony do przeciwnika, tak naprawdę zostawiał nieco miejsca, ponieważ ufał swoim umiejętnościom – dodaje.
Corominasowi wtóruje jeden z najbardziej długowiecznych atakujących w historii La Ligi, Jorge Molina. – Był bardzo kompletny, nie miał żadnego słabego punktu. Te wszystkie lata, jakie spędził w elicie, są na to dowodem. Zawsze był inteligentny. Dało się to zauważyć przede wszystkim w ostatnich latach. Gdy nogi były już nieco cięższe, umiał wykorzystać doświadczenie, by utrzymać się na najwyższym poziomie – analizuje.
Swoje potyczki z Pepe wspomina także David Barral. – Byłem bardzo agresywnym typem napastnika, który lubił iść na starcie. On był zaś taki sam. Obaj szliśmy na całość i w każdym pojedynku leciały iskry. Zawsze był jednak szlachetny w grze. Kiedy grałem przeciwko niemu, żaden z jego kopniaków nie miał na celu zrobienia mi krzywdy – opowiada.
By zostać wspaniałym stoperem zawsze trzeba mieć również kogoś do pary. Jego partnerem w zdecydowanej większości przypadków był rzecz jasna Sergio Ramos. Wspólnie wybiegli obok siebie w 252 meczach, zdobywając w tym czasie trzy Ligi Mistrzów i tyle samo krajowych mistrzostw. – Wspólnie byli onieśmielającym rywali duetem. Rzadko dotykaliśmy piłkę, a w ostatecznym rozrachunku wychodziło, że to ja musiałem bronić przeciwko nim. Byli bardzo stanowczy w grze – dodaje Barral.
Parę słów o legendarnym duecie ma do powiedzenia także Riki. Obaj świetnie się uzupełniali. Złota era Sergio Ramosa przypadła na czas współpracy z Pepe. Fantastycznie się rozumieli, wystarczyło spojrzenie. Jeden sprawiał, że drugi staje się lepszy. Ramos pod względem medialnym miał większy potencjał i w moim odczuciu tylko to mogło zaszkodzić Pepe pod względem postrzegania jego gry.
Ten tekst nie mógłby jednak powstać, gdyby nie wspomnieć w nim o zajściu z 21 kwietnia 2009 roku. Real wygrał wówczas 3:2 z Getafe, ale wynik meczu zszedł na drugi plan z powodu zajścia z udziałem Pepe, który skopał leżącego Casquero. – Dość mocno przepaliły mu się styki. W tamtej akcji postradał zmysły, a cały świat to widział. Zaliczył kilka agresywnych wejść, które potem często pokazywano w telewizji. Wielu jego kolegów mówiło mi jednak, że poza boiskiem to bardzo spokojny człowiek. Tamtego zajścia nic jednak nie usprawiedliwia – komentuje po latach Corominas.
Podobny punkt widzenia przedstawiają Riki i Molina. – To czarny punkt w jego karierze, który zawsze będzie pamiętany. Sytuacja, której na pewno żałuje, zwłaszcza po latach – mówi pierwszy z wymienionych. – Zawsze był agresywnym zawodnikiem, bo tacy muszą być środkowi obrońcy, ale tamten epizod z Casquero wymknął się spod kontroli. Nie było w tym żadnej logiki – twierdzi natomiast Molina.
Pomimo tego rywale w całokształcie uważają go za honorowego gracza. – Mierzyłem się z Pepe przez osiem sezonów i nigdy nie doświadczyłem z jego strony żadnej brudnej gry. W Realu musisz być bardzo skoncentrowany, a piłka ma krążyć jak najszybciej – zaznacza Barral. – Wewnątrz naszej rywalizacji zawsze darzyliśmy się wielkim szacunkiem – wyznaje zaś Molina.
Po 20 latach profesjonalnej kariery były reprezentant Portugalii postanowił zawiesić buty na kołku, by odpocząć i przedsięwziąć nowe projekty. Kto wie, czy za jakiś czas nie ujrzymy go w roli trenera. Ci, którzy przeciwko niemu grali, wyróżniają jego inteligencję idącą w parze z siłą fizyczną. I choć uchodzi za agresywnego zawodnika, przez innych uważany jest za grającego przy tym honorowo. Z futbolem żegna się niewątpliwie jedna z jego legend.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się