Od lat powtarza się, że w Realu Madryt najtrudniej mają wychowankowie. Nie brakuje osób, które twierdzą wręcz, że gracze ze szkółki są traktowani niesprawiedliwie. Nie nam oceniać, ile w tym prawdy. Pewne jest natomiast to, że znalezienie się w pierwszym zespole Królewskich jest czymś, co udaje się jedynie wybrańcom. Franowi Garcíi się to udało i to właśnie jako wychowankowi.
Powrót Frana do Realu latem zeszłego roku wydawał się ruchem ze wszech miar rozsądnym i sensownym. W trakcie pobytu w Rayo, dokąd sprzedano go z opcją odkupu w lipcu 2021 roku, García szybko zyskał sobie miano jednego z najbardziej przebojowych lewych obrońców La Ligi. W ekipie nastawionej na dynamiczną i ofensywną grę lewy obrońca otrzymał wszelkie narzędzia, by pokazać szerszej publiczności pełnię swoich możliwości.
Jego potencjał okazał się na tyle duży, że Królewscy w końcu postanowili sprowadzić go z powrotem. Fran w oczach działaczy dysponował wszelkimi argumentami ku temu, by zostać dublerem niestabilnego zdrowotnie Ferlanda Mendy'ego. I choć koniec końców to Francuz miał niepodważalne miejsce w składzie w kluczowych momentach sezonu, to jednak miniony sezon w wykonaniu Garcíi należy ocenić raczej pozytywnie. Nawet jeśli nie błyszczał on może tak, jak w Rayo Vallecano (o co też było łatwiej niż na tle zawodników Królewskich), to jednak przez całą kampanię dzielnie utrzymywał się na powierzchni, zaliczał regularne występy i nie schodził poniżej przyzwoitego poziomu.
Posiadanie takich zmienników, jak García, stanowi często klucz do odnoszenia sukcesów w coraz bardziej wymagającym fizycznie futbolu. Fran nie miał problemów z akceptacją swojej roli w zespole, a jego zapał do ciężkiej pracy nie mijał ani na moment. Ancelotti wiedział, że w razie potrzeby może na niego liczyć w każdej chwili. A kiedy już z niego korzystał, nie mógł mieć mu zbyt wiele do zarzucenia. W poprzedniej kampanii piłkarz rozegrał 1688 minut, strzelił jednego gola oraz zaliczył pięć asyst. Z Los Blancos sięgnął po mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii oraz Ligę Mistrzów. W coraz bardziej wielokulturowej kadrze 25-latek jest też istotnym ogniwem podtrzymującym madrycko-hiszpańską tożsamość zespołu. Zwłaszcza po odejściu Nacho i Joselu ten pierwiastek lokalnej przynależności jest niezwykle cenny.
Choć od kilku miesięcy spekuluje się o ewentualnym sprowadzeniu Alphonso Daviesa, to Fran mimo wszystko wydaje się nie przejmować tymi doniesieniami. Skupienie wyłącznie na ciężkiej pracy i niezaprzepaszczeniu swojej szansy w miejscu, o którym tak marzył, to jedyna słuszna droga. Od zawsze wyjątkowo ceniliśmy sobie takich zawodników. Real Madryt z jednej strony ma twarz Viniciusa, Bellinghama, czy od niedawna Mbappé. Z drugiej jednak zespół ma też niemniej ważne oblicze Lucasa Vazqueza, Daniego Carvajala, czy właśnie Frana Garcíi.
Wszystkiego najlepszego, Fran!
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się