W meczu Realu Madryt z Betisem nie do końca chodziło o bramki, piękne akcje i wynik. Wszystko tak naprawdę było już jasne. Królewscy potrzebowali trochę się ograć przed zwieńczeniem całego sezonu w przyszłą sobotę, pożegnać jedną ze swoich największych legend. Szkoda, że spotkanie nie poszło w drugą stronę – gry w stylu akcja za akcję – i ostatecznie gole nie padły.
Ale nie szkodzi, bo dziś chodziło o coś innego.
Toni Kroos jest absolutną legendą. Od pierwszego meczu – prawie 10 lat temu – jego status w drużynie się nie zmienił. Zawsze był podstawowym zawodnikiem. Gdy zaczęto w niego wątpić, był jednym z autorów czternastego Pucharu Europy. Teraz rozgrywa (jak dobrze móc napisać to w czasie teraźniejszym i jak smuci to, że wkrótce ten czas trzeba będzie zmienić) fantastyczny sezon. Jest prawdopodobnie najlepszym środkowym pomocnikiem Realu Madryt, a to oznacza, że na świecie takich jak on po prostu nie ma.
Madridismo Toniego Kroosa jest nie do podważenia. Chciał tu przyjść, zrezygnował z reprezentacji, bo po raz kolejny wybrał Real Madryt ponad wszystko inne. Nigdy nie prowadził wojenek kontraktowych z klubem, był pod tym względem taki jak czasem wydawał się na boisku – jednostajny. Ale gdy tylko piłka poszła w ruch, trzeba było wstawać i bić brawo. Teraz wybrał spokojniejsze życie, wybrał rodzinę – i za to, pomimo dużego smutku, może rozczarowania – wypada wstać i bić brawo.
Brawo. Dziękuję.
Real Madryt – Real Betis 0:0
Real Madryt: Courtois (64' Kepa); Carvajal (74' Lucas), Rüdiger, Nacho (64' Militão), Mendy; Camavinga (74' Modrić), Valverde, Kroos (87' Ceballos), Bellingham; Vinícius, Rodrygo
Real Betis: Vieites; Sabaly, Sokratis, Visus, Miranda; Cardoso, Marc Roca; Bellerín, Rodri (72' Altimira), Ayoze; Willian José (81' Abde)
Komentarze (250)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się