Minione miesiące bez cienia wątpliwości były najgorszym okresem w karierze belgijskiego golkipera. Nie chodzi tu jednak oczywiście o jego sportową formę, lecz o fakt, że z powodu urazu przegapił on niemal cały sezon. Na boisku mieliśmy okazję ujrzeć go dopiero w poprzedniej ligowej kolejce z Kadyksem po dziewięciomiesięcznej przerwie.
Wiadomość o zerwaniu przez golkipera więzadeł w przeddzień startu ligowych rozgrywek stanowiła jedną z tych wiadomości, które sprawiają, że jednym robi się ciepło, drugim drętwieją kończyny, a jeszcze inni czują się, jakby ich ciało przeszył prąd o wysokim napięciu. Z gry na wiele miesięcy miał wypaść bowiem najlepszy bramkarz świata (cokolwiek na ten temat sądzą panowie w garniturach przyznający indywidualne wyróżnienia) i człowiek, który ratował nas z nieprawdopodobnych opresji tyle razy, że nawet trudno dokładnie spamiętać ile. Thibaut Courtois to również poza boiskiem jeden z niekwestionowanych liderów Królewskich. Kapitan bez opaski. Zawodnik bodaj najczęściej delegowany do rozmów z dziennikarzami i niegryzący się przy tym w język. Wybitny gracz na swojej pozycji i jednocześnie niezwykle wyrazista osobowość. Kiedy z obiegu wypada ktoś taki, uczucie olbrzymiej pustki jest całkowicie naturalne.
Jedynym szczęściem w nieszczęściu okazał się fakt, że koniec końców nawet przez bardzo długi okres absencji Thibaut Królewskim udało się przejść suchą stopą. Olbrzymia w tym zasługa przede wszystkim Andrija Łunina. Choć klub początkowo miał jasny plan, że to ściągnięty naprędce Kepa ma wejść w buty Belga, to jednak z czasem Ukrainiec przegonił Arrizabalagę o kilka długości w wyścigu o pierwszy skład. Niektóre mecze Łunina z pewnością pozostaną w naszej pamięci jeszcze na długo, jak choćby dwumecz z Lipskiem. 25-latek wzniósł się na poziom znacznie przekraczający faktyczne oczekiwania. Tak czy inaczej, trudno się dziwić, że gdzieś w tle tęsknota za Courtois była wciąż odczuwalna. Żadna w tym jednak wina Andrija. To po prostu Thibaut zdążył wybudować sobie pomnik, którego nie jest w stanie ruszyć nawet największy buldożer.
Dziś bramkarz jest już w pełni gotowy do gry, a nasze serca bardzo cieszyły się, gdy wreszcie ujrzeliśmy go na boisku w starciu z Kadyksem. Powrót Thibaut naturalną koleją rzeczy zmusza do zastanawiania się nad tym, jak dalej potoczą się losy pozostałych golkiperów. O ile odejście Kepy wydaje się na tę chwilę więcej niż pewne, o tyle prawdziwy zgryz tyczyć się będzie Łunina. W najbliższym czasie możemy też spodziewać się niekończących się dyskusji na temat tego, kto powinien wystąpić w finale Ligi Mistrzów, choć w tym przypadku media przekonują, że wszystko wskazuje właśnie na Courtois. Jakkolwiek patrzeć, w dłuższej perspektywie nieuniknione jest, że to Belg wróci między słupki i będzie zwalniał miejsce co najwyżej raz od wielkiego dzwonu.
Życzymy naszemu charyzmatycznemu bramkarzowi, by już nigdy więcej nie musiał przeżywać tak koszmarnych doświadczeń i by jak najszybciej wrócił do szczytowej dyspozycji. Z nim w składzie Real Madryt jest w stanie czynić cuda jeszcze częściej. Niech Thibaut znów stanie się wielki, a bramka dla rywali mała.
Wszystkiego najlepszego, Thibaut!
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się