REKLAMA
REKLAMA

Kolejny „brzydki” gest Ancelottiego względem Nacho

65. minuta meczu na Allianz. Czwarty arbiter podnosi tablicę świetlną, z której można wyczytać, że pierwszym piłkarzem, jakiego zmienia Ancelotti, jest Nacho. W miejsce kapitana na boisko zawitał Camavinga, choć w domyśle to rzecz jasna Tchouaméni miał przejść na pozycję stopera. Drużyna przegrywała wówczas 1:2 i nie było czasu do stracenia. Cała ta sytuacja ma jednak dla Ignacio również drugie dno.
REKLAMA
REKLAMA
Kolejny „brzydki” gest Ancelottiego względem Nacho
Nacho, wychowanek, kapitan, wybitna postać, legenda. (fot. Getty Images)

Mecz w stolicy Bawarii po raz kolejny pokazał, że Nacho nie cieszy się takim statusem, jakim by chciał. Kiedy starcie weszło w najbardziej newralgiczną fazę, a Ancelotti potrzebował swoich najlepszych ludzi, wychowanek został bez wahania zmieniony. Pierwszy skład zawdzięczał kwestiom taktycznym. Trener chciał wyjść bardziej defensywnym ustawieniem, a 34-latek w pierwszej połowie spisywał się co najmniej solidnie. To jednak nie wystarczyło, by zaliczyć pełne 90 minut. Szkoleniowiec w kluczowym momencie po raz kolejny postawił na „brzydkie” zachowanie względem kapitana. 

Kontuzje Militão i Alaby dały Nacho pierwszy plac. Stoper otrzymał wielką szansę, by zaistnieć na końcowym etapie kariery i wywalczyć sobie przedłużenie umowy na kolejny rok. W końcu nadeszły jednak gorsze chwile. Słabsza dyspozycja naruszyła zaufanie Ancelottiego. Ten, który nigdy nie zawodził, zaczął rozczarowywać. Nacho poczuł, że znalazł się na świeczniku i jedynie obserwował, jak będący w zamyśle awaryjnym stoperem Tchouaméni pozbawia go miejsca w wyjściowej jedenastce. 

REKLAMA
REKLAMA

Początków tego stanu rzeczy należy upatrywać w starciu na Estadio Mestalla. Po trzech meczach od początku Ancelotti zostawił Hiszpana na ławce, by postawić na Francuza. Kapitanowi, eufemistycznie rzecz ujmując, nie spodobało się takie podejście trenera. Dwa tygodnie później, z Osasuną u siebie, trener powtórzył ten zabieg. Szalę goryczy przelało postawienie na Auréliena w najważniejszym do tamtego momentu starciu sezonu z City. Nacho zrozumiał i zaakceptował przekaz trenera, ale nie bez frustracji. Rewanż na Etihad pozwolił mu się częściowo odkuć. 

Nacho na ten moment jest bliski decyzji o odejściu. Jest co prawda szczęśliwy w Realu, a Madryt to jego ukochane miasto. Obrońca spędził w klubie 23 lata i został kapitanem pierwszego zespołu. Jego chęci i zapał pozostają takie same, jednak boli go, kiedy nie gra. Sprawa rozbija się nie tylko o aspekt czysto sportowy, lecz także ogólne refleksje i pokusę spróbowania się w innym miejscu. 

Jakkolwiek patrzeć, Nacho chce odejść główną bramą. Z medalami za mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów. Jeśli mu się to uda, zrówna się z Gento w liczbie triumfów w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Starego Kontynentu. Takie zwieńczenie sezonu stanowiłoby zarazem wisienkę na torcie wspaniałej kariery wychowanka, który kocha Real Madryt jak mało kto. 

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (20)

REKLAMA