„Czas płynie bardzo szybko, ale piętnaście lat bez zwycięstwa na Santiago Bernabéu to zdecydowanie za długo”, zaczyna Renato, zdobywca zwycięskiej bramki dla Sevilli z 7 grudnia 2008 roku – to był dzień, w którym Andaluzyjczycy odnieśli swoje ostatnie jak na razie zwycięstwo na stadionie Realu Madryt. Po tamtej główce w 84. minucie spotkania drużyna prowadzona wówczas przez Manolo Jiméneza wywiozła z Madrytu trzy punkty, a Bernd Schuster został kilka dni później zwolniony ze stanowiska trenera Królewskich. Teraz Renato wrócił wspomnieniami do tamtych wydarzeń.
– Trzeba to jak najszybciej zmienić. Oby już w tę niedzielę, ponieważ to zwycięstwo bardzo dobrze by podziałało na całą Sevillę, która przechodzi bardzo trudny sezon, dużo trudniejszy niż jakikolwiek sevillista mógł w ogóle zakładać. Pora osiągnąć coś wielkiego.
– Wspomnienia z ostatniego zwycięstwa? Gdy Real Madryt wyrównał na 3:3, to pomyślałem, że mecz może nam uciec, że możemy nawet przegrać. Prowadziliśmy 3:1, ale Real Madryt szybko wyrównał. To było niesamowite. Pierwszą bramkę zdobył Adriano, później strzelił Raúl na 1:1, a następnie Romaric ponownie wyprowadził nas na prowadzenie. Rozgrywaliśmy wielki mecz i Kanouté tuż przed przerwą zdobył trzecią bramkę. Nie myśleliśmy o tym, aby zmieniać nasz sposób gry, ale to ostatecznie Real Madryt i Bernabéu, wszyscy dobrze wiemy, jak działa ten stadion. Strzelili nam dwa gole z niczego. Na szczęście mogłem zdobyć bramkę na 4:3 i dać nam wielką radość.
– Myślę, że kluczowa w tym wszystkim była druga żółta kartka dla Robbena. To dodało nam pewności siebie. Real Madryt został w dziesięciu i wówczas postanowiliśmy ruszyć po zwycięstwo. Możliwe, że inne drużyny wolałyby się skupić na bronieniu remisu. Pamiętam, że Kanouté odkleił się od obrońcy i zostawił mi wolną przestrzeń w polu karnym, abym mógł wejść z drugiej linii. Gdy dośrodkował, to byłem całkowicie sam i nie mogłem tego zmarnować przed Casillasem.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się