Quique Sánchez Flores madridismo ma we krwi. Świadczą o tym nie tylko jego ostatnie słowa z konferencji prasowej, w trakcie której określił Real Madryt mianem klubu godnego podziwu, ale również faktyczne wydarzenia z przeszłości. Przeszłości, która nie dotyczy tylko samego obecnego trenera Sevilli, ale w pierwszej kolejności również jego zmarłego w 2013 roku ojca, Isidro Sáncheza.
Luis del Sol był wielkim zwolennikiem talentu Isidro Sáncheza i to właśnie on przekonał Santiago Bernabéu do sprowadzenia go z Betisu. W tamtym czasie hiszpański obrońca zbuntował się wobec swojego ówczesnego pracodawcy i odmówił dołączenia do zgrupowania przed derbowym meczem z Sevillą. Real Madryt w 1961 roku pozyskał go za dwa miliony peset, dołączając do całej operacji jeszcze jednego zawodnika ze szkółki – był nim Luis Aragonés.
W sezonie 1961/62 Isidro nie można było określać zawodnikiem pierwszego składu, ale już w dwóch kolejnych sezonach wywalczył sobie pewne miejsce na prawej obronie. Zawsze elegancki z piłką przy nodze, śmiało włączający się do akcji ofensywnych i utrzymujący bardzo dobre relacje z Alfredo Di Stéfano, który został ojcem chrzestnym jego syna, Quique. W Realu Madryt spędził cztery lata, w trakcie których zanotował komplet czterech mistrzostw Hiszpanii, do których dorzucił triumf w Copa del Rey i przegrany finał Pucharu Europy – porażka 1:3 z Interem Mediolan w sezonie 1963/64. Isidro ostatnie lata swojej kariery spędził w Sabadell, gdzie po brutalnym starciu z Miguelim musiał przejść kilka operacji i ostatecznie stracił prawe oko.
Quique Sánchez Flores w trakcie swojej kariery miał okazję chociaż częściowo pójść śladami ojca, gdyż w pierwszym zespole Realu Madryt spędził dwa sezony (1994/95 i 1995/96), w trakcie których rozegrał 81 meczów i zdobył dwie bramki. Jeszcze wcześniej w szkółce Królewskich miał okazję dzielić szatnię z Manolo Sanchísem, ale przed powrotem do stolicy Hiszpanii główną część swojej kariery spędził w Valencii, w której grał w latach 1984-94.
W roli trenera Quique nie może się pochwalić zbyt dobrym bilansem meczów na Santiago Bernabéu – na dziewięć podejść siedem porażek, jeden remis i tylko jedno zwycięstwo. Miało ono miejsce w październiku 2005 roku w meczu, w którym Valencia wygrała po bramkach Rubéna Barajy i Davida Villi, trafienie dla Królewskich zanotował Raúl, a Santiago Cañizares obronił rzut karny wykonywany przez Zinédine'a Zidane'a.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się