Barcelonismo jest smutne, ponieważ wyczuwa, co może nadejść. Jeśli nie strolluje ich kolejny raz – niczego nie można wykluczyć – to Kilian Mbappé [pisownia oryginalna – dop. red] tym razem powie „tak” Florentino Pérezowi. Już wam mówiłem: nie boję się go. Mbappé to nie Messi. Nie podbije Camp Nou, tak jak przez dekadę Messi podbijał Bernabéu [Francuz w swoim pierwszym i jedynym meczu na Camp Nou zdobył hat-tricka – dop. red]. Ale to nie przykrywa rzeczywistości. W nieco ponad cztery sezony Pérezowi udało się odbudować swoją kadrę.
Bez rozważań zlikwidował BBC. Z Kroosem i Modriciem przedłużał kontrakt rok po roku, sprzedał Varane'a, pozbył się Ramosa, sprowadził piłkarzy z nazwiskami: Alabę, Rüdigera, Camavingę… Ponadto rozwścieczony tym, że Barça ukradła mu Neymara, zrobił wszystko, by zaklepać sobie Viníciusa i Rodrygo. Mieli grać w Barcelonie, dopóki Real nie omamił ich agentów. W ciągu najbliższych pięciu lat jego dzieło będzie aspirować do wygrania wszystkiego. Ale to nie jest najbardziej martwiące. Przerażające jest to, co wydarzyło się w tym czasie w Barcelonie. Uciekł Neymar, a pieniądze z jego sprzedaży zmarnowano na rujnujące transfery. To był początek końca.
Dembélé zamiast Mbappé, sześciu dyrektorów sportowych, rzewny płacz przy pożegnaniu najlepszego piłkarza w historii, nazwiska drugiego sortu w składzie, spalony Xavi i 26 transferów od 2021 roku przy zaledwie 9 Realu. Podczas gdy oni odradzali się z popiołów BBC, Barça wspominała czasy MSN. Tylko 16-letni geniusz z domu ciągnie wózek, po wielu dźwigniach i transferach. Trzeba skupić się na tym, na La Masii. Wierzyć w nią, by po raz kolejny wyciągnęła nas z otchłani. Problemem nie jest Mbappé. Problem jest w domu. W samej Barcelonie. I pierwszym krokiem, by go zwalczyć, to zdać sobie sprawę z jego istnienia. I jeśli to możliwe, wygrać przy okazji z Napoli. To też.
Komentarze (47)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się