CV to nie wszystko, ale talent już tak. A Vinícius i Bellingham, członkowie zamkniętego klubu światowej elity piłkarskiej, mają go pod dostatkiem. Obaj zdecydowali się dać pokaz swojej jakości w dniu, w którym ich drużyna najbardziej tego potrzebowała i rozprawili się z Gironą. Wypada tylko pochwalić Gironę, ponieważ na to zasługuje. Teraz, gdy wraca Liga Mistrzów, trzeba powiedzieć, że na Bernabéu, gdzie przez ostatnie pięć sezonów paradowała śmietanka europejskiego futbolu, niewiele drużyn było w stanie pokazać taką osobowość i podejście do piłki, jak podopieczni Michela. Zaczęli grać jak wielka drużyna, a jednak skończyli z goleadą na koncie, gdy tylko Vinícius i Bellingham zabrali się do roboty. Ostatecznie to zawsze jakość robi różnicę, a nie chęci czy sala trofeów. A, oprócz zdrowych środkowych obrońców, Real ma wszystko: jakość, siłę fizyczną, pewność siebie, umiejętności, młodość, doświadczenie… i zaangażowanie. Wszyscy się zaangażowali i byli w pełni świadomi, że gra bez środkowych obrońców przeciwko najlepiej punktującej drużynie w La Lidze wymagała zbiorowego wysiłku.
To właśnie wyjaśnia, dlaczego Girona nie oddała celnego strzału aż do 52. minuty, gdy na tablicy wyników było już 2:0. Dla drużyny, która strzeliła 52 gole w 23 meczach, była to istna anomalia. To prawda, że brakowało Herrery i Blinda. Ale prawdą jest również, że brakowało im pazura z przodu, gdzie Savinho i Dovbyk nie robili zbyt wiele. Z przodu wyglądało to tak, jakby po tygodniu, w którym najwięcej mówiło się o dziurze w środku obrony Realu, gwiazdy z przodu i w środku pola domagały się swojej części uwagi. Vinícius i Bellingham sprawiali, że wszystkie oczy były skierowane właśnie na nich. Brazylijczyk popisał się pięknym strzałem, dryblingiem, ale również wizją, zaliczając asystę najwyższej jakości.
Anglik po raz kolejny pokazał, że w wieku 20 lat jest już na wyższym poziomie niż pozostali. Łączy w sobie siłę, elegancję, skuteczność i zrozumienie gry. Kroos również błyszczał, który ponownie dał pokaz zarządzania meczem. Carvajal, Camavinga, Valverde… To było zbyt wiele, nawet dla Girony Michela, który otwarcie przyznał się do porażki: „Poziom Realu Madryt jest niesamowity. Oni są daleko przed nami. Są bardzo silni”. Jego drużyna została ukarana za to, że odważyła się grać z Realem w otwarty futbol. A w takiej grze ekipa Ancelottiego jest niszczycielska i bezlitosna. Dużo mówi się o Nacho i Rüdigerze, ale obrona, która w sobotę ucierpiała, to ta Girony, z Yanem Couto płaczącym po końcowym gwizdku. Za dużo Realu Madryt.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się