W meczu z Las Palmas piłkarze Carlo Ancelottiego dokonali kolejnej w tym sezonie remontady. Tym razem autorem decydującego trafienia był Aurélien Tchouaméni, który świetnie wykończył dośrodkowanie Toniego Kroosa. Tuż po zdobyciu bramki Francuz pobiegł do narożnika i przyłożył palec do skroni. W przeszłości miał już okazję wykonywać ten gest, ponieważ dokładnie w taki sam sposób celebrował słynnego gola na mundialu w Katarze w ćwierćfinałowym starciu z Anglią.
W dzieciństwie Tchouaméni miał mnóstwo okazji do celebrowania bramek, ponieważ swoją piłkarską przygodę rozpoczynał na pozycji napastnika. Dopiero później przeniósł się do środka pola, gdzie błyszczy zarówno w klubie, jak i reprezentacji. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że w momencie świętowania gola 24-latek podkreśla istotną rolę przygotowania mentalnego czy wsparcia psychologicznego. Tak naprawdę jednak pomocnik chciał oddać hołd jednemu ze swoich idoli z dzieciństwa.
A więc skąd wzięła się ta cieszynka? Kwestię tę wytłumaczył w przeszłości sam zainteresowany. „Jako dziecko byłem kibicem Bordeaux i grałem tam w ataku. Na tej pozycji naznaczył mnie Lisandro López z Lyonu. Miałem nawet jego koszulkę, był topowy”, stwierdził Aurélien po meczu z Anglikami w trakcie ostatnich mistrzostw świata.
Co ciekawe, sam Lisandro López przyznał kiedyś, że gest ten zaczął wykonywać całkiem przypadkowo. Jego przyjaciel poprosił o zadedykowanie mu bramki, a przyłożenie palca do głowy było pierwszą rzeczą, która przyszła na myśl Argentyńczykowi. Przyjaciel ten wielokrotnie powtarzał, że López zawsze myślał przed oddaniem strzału, dlatego atakujący zdecydował się na świętowania właśnie w ten sposób. Obecnie cieszynka ta wykonywana jest przez Tchouaméniego, a na Estadio Gran Canaria dołączyli do niego Rüdiger i Vinícius, dla których wspólna celebracja stała się już pewnego rodzaju rytuałem.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się