Real Madryt wrócił z Arabii Saudyjskiej z pierwszym w tym sezonie tytułem pod pachą w postaci Superpucharu Hiszpanii, a zaledwie cztery dni później patrzył, jak kolejny, znacznie ważniejszy puchar, Puchar Króla, wymyka mu się z rąk. W czwartek na Metropolitano Los Blancos zapłacili za skumulowaną intensywność i dodatkową motywację Atlético, które pragnęło zrewanżować się za porażkę w półfinale Superpucharu w Rijadzie sprzed nieco ponad tygodnia. To było emocjonujące starcie, które podopieczni Diego Simeone wygrali po dogrywce i które oprócz braku awansu do ćwierćfinału pozostawiło Królewskich z poczuciem, że Jude Bellingham porzucił rolę klasycznego snajpera, by stać się pomocnikiem totalnym, którego klub szukał, kiedy podpisywał z nim kontrakt.
Nie oznacza to oczywiście, że Real definitywnie pożegnał się z golami Anglika. Tak naprawdę wciąż bardzo ich brakuje, a bieżąca posucha bramkowa zbiera swoje żniwo, chociaż ci, od których oczekuje się trafień (Joselu ma już 11 goli na swoim koncie), oraz ci bardziej nietypowi strzelcy (Antonio Rüdiger, Dani Carvajal i Ferland Mendy trafili przeciwko Atleti w półfinale Superpucharu) wypełniają tę lukę. Bellingham nie strzelił gola w żadnym z ostatnich pięciu występów w barwach Królewskich. Ostatni raz jego ramiona powędrowały w górę w geście radości 17 grudnia, czyli już ponad miesiąc temu. Jego liczby ze wszystkich rozgrywek łącznie nadal pozwalają o nim myśleć jako o lisie pola karnego – 17 bramek i 7 asyst w 25 meczach. W najbliższej przyszłości Carlo Ancelotti znów będzie potrzebował trafień wychowanka Birmingham, żeby utrzymać się na właściwych torach w La Lidze. W niedzielę na Santiago Bernabéu zawita Almería, przeciwko której zdobył swój pierwszy dublet w białej koszulce.
Na Metropolitano gola nie strzelił, ale za to zanotował asystę. On umożliwił Joselu zdobycie bramki na 2:2, posyłając mierzone, precyzyjne dośrodkowanie na głowę rosłego napastnika, kiedy wszyscy spodziewali się, że sam będzie uderzał. Poza bezpośrednim wpływem na wynik, jego zadaniem było kreowanie gry ze środka pola. Dokładnie w tym specjalizował się w Borussii Dortmund i reprezentacji Anglii, a w Realu był nieco bardziej nieśmiały w tym zakresie, koncentrując się na byciu zawodnikiem finalizującym akcje w wielu momentach.
20-latek był drugim najczęściej strzelającym graczem Królewskich (3), a także znalazł się w grupie tych, którzy strzelali w światło bramki (zrobił to raz i tylko Viníciusowi udało się to dwukrotnie). Ponadto był piłkarzem, który stworzył najwięcej okazji bramkowych (4), wykonał najwięcej celnych podań (78) oraz najwięcej celnych podań w ostatniej tercji boiska (27). W dryblingach też był najlepszy (6 udanych na 8), a w fazie defensywnej zanotował najwięcej odbiorów spośród zawodników z pola (8). Nikt w barwach Los Blancos nie dotykał piłki częściej od niego (118 kontaktów), podobnie zresztą w przypadku wszystkich graczy Atlético.
A wszystko to w sytuacji, w której nie może zadomowić się na jednej pozycji, ponieważ zdaje sobie sprawę, że szanse na jego przesunięcie zawsze są wysokie, kiedy Ancelotti zdecyduje się na dokonanie zmian w formacji w poszukiwaniu naprawy pojawiających się mankamentów. Bellingham rozpoczął sezon jako „fałszywa dziewiątka” na szczycie rombu w drugiej linii w celu przybliżenia go do dogodnych pozycji do oddawania strzałów i zrekompensowania braku Karima Benzemy. Plan zadziałał, a jego owocem było 10 goli w pierwszych 11 ligowych kolejkach i 4 gole w 6 potyczkach fazy grupowej Ligi Mistrzów. Jednak to ustawienie powodowało pewne niedopasowanie na skrzydłach i pozostawiało bocznych obrońców bez wsparcia, w związku z czym Carletto przeszedł na 4-4-2, w którym Jude jest lewym pomocnikiem, choć ma swobodę poruszania się po całym boisku, co najdobitniej pokazuje jego heatmapa z czwartkowej rywalizacji.
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się