REKLAMA
REKLAMA

Dwa światy

Jakkolwiek trudno byłoby to przyznać działaczom, piłkarzom, trenerom i kibicom, Real i Barcelona wzajemnie siebie potrzebują. To zwykłe prawidło życia. Niepowodzenia jednych oznaczają radość drugich i na odwrót. Do finałowej potyczki w Rijadzie Los Blancos i Blaugrana podejdą w zupełnie różnym położeniu. I nie chodzi tylko o siedem punktów różnicy w lidze, lecz także wiele innych czynników.
REKLAMA
REKLAMA
Dwa światy
Eduardo Camavinga stabilnie na nogach niczym cały Real Madryt. Tego samego nie można jednak powiedzieć o FC Barcelona (fot. Getty Images)


W Madrycie panuje pełne szczęście. W tym sezonie Królewscy przegrali tylko jeden mecz, liderują w La Lidze i zaliczyli komplet zwycięstw w fazie grupowej Champions League. Bellingham z miejsca stał się gwiazdą zespołu, a niedawno kontrakt przedłużył Carlo Ancelotti. Włoch dokonał niebywałej sztuki polegającej na zadowoleniu wszystkich dookoła. Ci, którzy chcieli jego odejścia, pochowali się do jaskiń i boją się z nich wychodzić. 

REKLAMA
REKLAMA

Nawet plaga kontuzji nie była w stanie wyhamować zespołu. Trener zdołał zaangażować w walce o wspólne cele całą kadrę. Nie ma żadnego sabotażysty czy gracza, który wyraźnie zostałby odstawiony na boczny tor. Każdy coś wnosi i wierzy w to, co robi. Widać to jak na dłoni co mecz. Zaangażowanie piłkarzy nie ulega żadnej wątpliwości. W potyczce z Atlético sprawy kilkukrotnie układały się nie po myśli, ale za każdym razem drużyna radziła sobie z wychodzeniem z opresji. 

Klub można porównać do tego, co dzieje się w szatni Los Blancos. Wszystko działa jak w zegarku. Każda decyzja jest dogłębnie przemyślana, a działacze zamiast słuchać dziennikarzy i kibiców, po prostu wierzą w obraną strategię i utrzymują stabilność finansową instytucji. Nie ma miejsca na kaprysy i zachcianki. Jest jedynie silne przekonanie o słuszności podejmowanych wyborów. Choć w piłce czasami wystarczy jedno zagranie rywala, by wszystko się zmieniło, to jednak nie można zaprzeczyć, że Real wybudował sobie bardzo solidny fundament. 

Barcelona natomiast jest pogrążona w morzu wątpliwości zarówno natury sportowej, jak i finansowej oraz społecznej. Mistrzostwo kraju z zeszłego sezonu dało radość na krótki czas, a funkcjonowanie klubu dalekie jest od stabilizacji, jaką pochwalić może się odwieczny rywal. Xavi nie może cieszyć się takim samym zaufaniem jak Ancelotti. Podopieczni byłego pomocnika nie odpalają, a uwagę mogły zwrócić słowa De Jonga, który mówił o dobrych chwilach po wygraniu dwóch spotkań z rzędu. Niby szczegół, ale dający pogląd na to, jak pod względem mentalnym wygląda kadra Blaugrany. 

REKLAMA
REKLAMA

Gra drużyny nie przekonuje, a niektórzy piłkarze dalecy są od pokazania konkurencyjnego poziomu. Zwycięstwo z Osasuną pozwoliło ujść z życiem, a w lidze i Champions League sytuacja również daleka jest od beznadziejnej. Tak czy inaczej, trudno nie odnieść wrażenia, że w praktyce wszystko wisi na włosku. 

W aspekcie społecznym za instytucją cały czas ciągnie się sprawa Negreiry, która mocno nadszarpnęła wizerunek Barcelony. Laporta nieustannie jest też zmuszony do kolejnych kombinacji finansowych, ale coraz więcej firm nie chce współpracować i inwestować w klub. 

Najlepsze w piłce jest jednak to, że w finale Superpucharu Hiszpanii i jedni, i drudzy rozpoczną starcie w identycznych okolicznościach. Przed rokiem Barcelona była na fali wznoszącej, a zeszłoroczny finał i wygrana w lidze to potwierdzały. Później jednak to Real odegrał się w Pucharze Króla i w październiku zeszłego roku w La Lidze. Tak czy owak, wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra zeszłoroczny śnieg nie będzie miał żadnego znaczenia. 

Ostatnie aktualności

Moment Viniciusa

Brazylijczyk daje dużo nawet w nie najlepszej formie

13
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (6)

REKLAMA